languageJęzyk

Rozdział czwarty

Autor: Adeline18 maj 2026

Kaelen

Moje siedemnaste urodziny są za 2 dni. Naprawdę mam nadzieję, że znajdę swoją przeznaczoną, abym mógł objąć stanowisko Alfy. To głupia tradycja, tak szczerze mówiąc. Jestem gotowy. Trenowałem do tego całe życie.

Moja matka zaplanowała z tej okazji wielką imprezę, na którą zaprosiła wszystkie pełnoletnie wilczyce ze stada, które są bez pary. Ściągnęła nawet wilczyce z innych watah. Ostatnio ona i ojciec prowadzą jakieś dziwne, przyciszone rozmowy i nie chcą mi powiedzieć, o co chodzi.

"Nudzę się. Zróbmy coś fajnego!" – świergocze Vespera, kiedy wchodzimy do pokoju rekreacyjnego.

"Co masz na myśli?" – zapytałem, patrząc na nią. Reszta naszej paczki dołączyła do nas na kanapach, podczas gdy ja włączyłem telewizor z płaskim ekranem.

"Cóż, moglibyśmy iść podrażnić się z dziewczyną-zdrajczynią" – wzruszyła ramionami. "To zawsze nas bawi." Nie myliła się. Chociaż ostatnio, za każdym razem, gdy patrzę, jak ktoś jej dokucza albo gdy sam jestem dla niej wredny, mam dziwne uczucie w klatce piersiowej. Może powinienem porozmawiać z lekarzem stada.

"Co masz na myśli?" – spytał Dax, teraz już w pełni popierający jakikolwiek plan ukuty przez Vesperę.

"Widział ktoś z was, gdzie ona śpi?"

Elara

Wypuściłam powietrze z płuc. To by było na tyle na dzisiaj. Spojrzałam na górę czystych naczyń piętrzącą się na blacie. Mogę po prostu zejść kilka minut wcześniej, by odłożyć je na miejsce rano.

Alfa Roderick i Luna Lyssandra gościli obecnie w domu stada dodatkowe osoby. Prawdopodobnie z powodu zbliżającej się imprezy z okazji siedemnastych urodzin przyszłego Alfy Kaelena.

2 miesiące i 5 dni…

Za zaledwie 10 dni skończę 17 lat. Ale nie będzie ani przyjęcia, ani tortu. Mam nadzieję, że przeznaczonego też nie będzie. Dla większości wilków siedemnaste urodziny to moment, od którego można zacząć szukać swojego przeznaczonego. Tej jedynej, prawdziwej miłości danej nam przez Boginię Księżyca. Nie sądzę, by Bogini Księżyca była tam jeszcze dla mnie. I tak nie chciałabym, by moim przeznaczonym został ktokolwiek z naszego stada, kto uważa, że płynie we mnie krew zdrajcy. Mógłby traktować mnie tak samo, albo i gorzej, niż pozostali. Znalezienie przeznaczonego tylko skomplikowałoby mój plan, a tego nie chcę.

Skierowałam się na strych. Chciałam po prostu spać. Na jutro miałam bardzo długą listę rzeczy do zrobienia przed przyjęciem Kaelena i wcale nie byłam z tego powodu zachwycona. Udało mi się naprawić podręcznik na tyle dobrze, by – miejmy nadzieję – nie musieć płacić za szkody, a moja kość ogonowa zdawała się być w miarę zagojona.

Nie wiem dlaczego, ale kiedy wspinałam się po małych schodkach na strych, czułam, że coś jest nie tak. Im wyżej wchodziłam, tym bardziej żołądek zwijał mi się w supeł. Nie mam wilczych zmysłów, więc nie potrafiłam powiedzieć, że ktoś tu był, ale coś nie grało…

Wystawiłam głowę i rozejrzałam się. Zalała mnie fala rozpaczy. Ktoś tu był.

Moje lustro leżało płasko na podłodze, a wokół widziałam odłamki szkła. Moje koce były porozrzucane po całym pokoju. Obie poduszki były rozdarte, a ze środka wysypywało się wypełnienie. Zaczęłam panikować, gdy zorientowałam się, że moje ubrania również są rozrzucone wszędzie dookoła.

Och nie…

Proszę, nie…

Tylko nie to…

Podbiegłam do biurka z otwartymi na oścież szufladami, ignorując szkło pod stopami. Mój referat z historii leżał na blacie podarty na strzępy. To nie miało teraz znaczenia. Szybko przeszukałam szuflady, nigdzie nie znajdując pudełka z moją skrytką. Och, Bogini, nie….

Przewróciłam i tak już zdemolowany pokój do góry nogami, szukając go. Zniknęło. Wszystko zniknęło, a mi kończył się czas. Co zrobię, kiedy już odejdę? Nie zdołałabym znieść pozostania tutaj ani dnia dłużej po zakończeniu szkoły.

Łzy zaczęły spływać mi po twarzy. Nie płaczę. Nie pozwalam im widzieć, jak płaczę. Duszę to w sobie i przypominam o planie. Ale plan nie zadziała, jeśli nie będę miała pieniędzy. Nie mogłam już dłużej tego powstrzymywać. Zsunęłam się po ścianie, siadając z kolanami podciągniętymi do klatki piersiowej. Wypłakałam wszystkie łzy, których nie roniłam przez te wszystkie lata.

Traciłam nadzieję. Kończył mi się czas. Dlaczego zrobili to akurat teraz? Co ja takiego zrobiłam? Kiedy to się wreszcie skończy?

Pozwalałam szlochom wstrząsać moim obolałym ciałem, aż nie zostało we mnie już nic. Spojrzałam na stopy, zauważając skaleczenia od szkła. Podniosłam się, podtrzymując ściany i omijając szkło, by znaleźć miotłę. Zmiotłam wszystko na kupkę, żeby zająć się tym później.

Zeszłam z powrotem po małych schodkach w dół do pryszniców dla omeg. Była tam mała apteczka, której mogłam użyć, by opatrzyć stopy. Usiadłam na ławce, wyciągając z nich drobne kawałki szkła i bandażując je. Ciche szlochy wciąż wydostawały się z moich ust, ale przestałam z nimi walczyć.

Gdy drzwi do łazienki się otworzyły, cała krew odpłynęła mi z twarzy i chciało mi się wymiotować.

Kaelen

Nie mogłem zasnąć; nie mogłem znaleźć wygodnej pozycji. To dziwne uczucie w klatce piersiowej ciągle wracało.

Postanowiłem wstać i pójść pod prysznic. Prysznice dla omeg zawsze były moimi ulubionymi. Przechodząc obok łazienek na moim piętrze, usłyszałem głosy, a zupełnie nie chciałem, by ktoś mi teraz przeszkadzał. Wszystkie biegające dookoła wilczyce zaczynały mi grać na nerwach. Zdecydowałem się zejść na dół do pryszniców dla omeg, zakładając, że było wystarczająco późno, by nikogo tam nie było.

Wszedłem i zobaczyłem ją, jak siedzi na ławce z apteczką. Wyglądała, jakby bandażowała sobie stopy. Spojrzała na mnie swoimi matowymi, zielonymi oczami i widziałem, jak blednie na mój widok. Jej twarz była opuchnięta i pokryta śladami łez. Płakała? Dlaczego bandażowała stopy?

O Bogini. Cholera.

Mama mnie zabije. Nigdy celowo nie sprawialiśmy jej tak poważnego bólu. Zdecydowanie nigdy nie doprowadziliśmy jej do płaczu. A przynajmniej nic o tym nie wiedzieliśmy. Musiała przejść po kawałkach rozbitego lustra. Dax nie przewrócił go celowo, jest po prostu zbudowany jak niedźwiedź, a to pomieszczenie jest ciasne. Ale żadne z nas nie pomyślało, żeby to posprzątać.

Podszedłem do ławki i usiadłem naprzeciwko niej. Szybko spróbowała spakować apteczkę i się odsunąć. Wyciągnąłem rękę, by ją powstrzymać, a ona mocno się wzdrygnęła. Kurwa. Znowu to uczucie. Chcę po prostu upewnić się, że nie zrobiliśmy jej większej krzywdy, żeby nie musieć jutro wysłuchiwać kazania.

"Daj mi zobaczyć" – powiedziałem do niej najłagodniej, jak potrafiłem. Potrząsnęła powoli głową. Wstała, jakby chciała wyjść.

"Nie skrzywdzę cię, obiecuję. Tylko pozwól mi spojrzeć na twoje stopy" – spróbowałem ponownie, zdając sobie sprawę, że nie pamiętam jej imienia. Zawsze była dziewczyną-zdrajczynią i nigdy nie poświęciliśmy jej dość uwagi, by się tym zainteresować. Patrzyła na mnie przez minutę, ewidentnie kalkulując, co najlepiej zrobić. Usiadła z powrotem na ławce i ostrożnie wyciągnęła przed siebie stopy.

"Dzięki. Zobaczmy tylko, jak źle to wygląda..." – powiedziałem ostrożnie, sięgając po jej stopę. Zamknęła oczy, odwracając głowę w drugą stronę. Widziałem, jak całe jej ciało sztywnieje, gdy po nią sięgałem.

Obejrzałem spody jej stóp. Miała wielkie szczęście jak na dziewczynę pozbawioną wilka. Z tego, co mogłem stwierdzić, nic nie było zbyt głębokie, a większość krwawienia ustała. Ściągnąłem z niej zabrudzone bandaże i założyłem nowe, starając się owinąć je tak, by chodzenie było dla niej jak najbardziej komfortowe. Wilki nie są najlepsze w pierwszej pomocy, bo tak szybko zdrowiejemy. Gdyby miała wilka, jej ciało już zaczęłoby proces gojenia. Za jakąś godzinę wszystko byłoby w porządku. Bez wilka potrwa to z tydzień, albo i dłużej.

"To powinno pomóc" – powiedziałem, zamykając apteczkę. Spojrzała w dół na swoje stopy, po czym postawiła je na podłodze. Wstała, by odejść, kiwając mi lekko głową, ale wciąż nie nawiązując kontaktu wzrokowego.

Zanim zdążyła wymknąć się przez drzwi, odwróciłem się i powiedziałem: "Czekaj! Nie pamiętam, jak masz na imię". Zamarła i spojrzała na mnie, zbita z tropu. Widziałem w jej oczach rezygnację, jakby była po prostu złamana.

"Elara" – szepnęła na tyle cicho, że jedynie mój wilczy słuch był w stanie to wyłapać. Dlaczego nie wiedziałem, jak piękne ma imię?

Odwróciła się i wyszła z łazienki. Ból w mojej klatce piersiowej przybrał na sile, a ja nie potrafiłem pojąć dlaczego. Wskoczyłem pod zimny prysznic, po czym wróciłem do swojego pokoju.

Mam nadzieję, że nie pójdzie do matki ze sprawą swojego pokoju i lustra. Nie chcę wysłuchiwać kazań na ten temat, skoro to nie był mój pomysł. To Vespera znalazła pieniądze i je wzięła. Nie żebym próbował ją powstrzymać, czy coś….

Elara

"Czekaj! Nie pamiętam, jak masz na imię" – powiedział nagle, sprawiając, że zamarłam. Odwróciłam się i zobaczyłam, że patrzy w moją stronę. Nie potrafiłam odczytać wyrazu jego twarzy i nadal nie rozumiałam, dlaczego mi pomógł.

Nie potrafiłam zdecydować, czy to zbyt obraźliwe, że nie pamiętał mojego imienia, czy też prowadził w jakąś dziwną grę. Gdybym mu nie powiedziała, mógłby się zdenerwować, a ja nie mam w zwyczaju denerwować Alf.

"Elara" – odpowiedziałam cicho, nie ufając własnemu głosowi, że nie zadrży. Odwróciłam się i szybko wyszłam, a po mojej twarzy popłynęły świeże łzy.

Dotarłam z powrotem na strych i podeszłam do łóżka. Wzięłam poduszkę i spróbowałam wcisnąć wypełnienie z powrotem. Znalazłam mój koc i wytrzepałam go, chcąc upewnić się, że nie ma w nim rozbitego szkła.

Położyłam się na swoim grudkowatym, starym łóżku i spojrzałam przez małe okno.

2 miesiące i 4 dni; byłam coraz bliżej.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział czwarty - Partnerka zdrajcy: Żal alfy Kaelena | StoriesNook