Gdy wyszłam z gabinetu, Kaelen nagle chwycił mnie za rękę i zaczął szybko ciągnąć na zewnątrz. Pewnie spieszyło mu się, żeby się mnie pozbyć. Z jakiegoś powodu jego dłoń wydawała mi się ciepła i choć ściskał mnie odrobinę za mocno, to ciepło było przyjemne.
Wyszliśmy przed dom watahy, gdzie stał zaparkowany SUV Kaelena. Podciągnął mnie do drzwi pasażera, otworzył je, podniósł mnie i posadził na siedzeniu, po czym zamknął drzwi nieco zbyt mocno. Odszedł, wsiadł na miejsce kierowcy i rzucił torbę na tył. Nie odrywałam wzroku od podłogi, nie chcąc go rozgniewać.
Jechaliśmy przez chwilę, zanim odważyłam się na niego spojrzeć. Terytorium ludzi znajdowało się około półtorej godziny drogi od domu watahy. Kaelen wydawał się bardzo spięty. Kostki na jego dłoniach zaciśniętych na kierownicy zbielały. Nie wiedziałam, czy powinnam cokolwiek mówić.
Od jazdy zaczęło mi się przewracać w żołądku, więc odwróciłam głowę, by wyjrzeć przez okno. Patrząc na mijany krajobraz, uświadomiłam sobie, że zaraz zostanę bezdomna, bez pracy, bez pieniędzy, bez matury i nie mając jeszcze nawet siedemnastu lat. Ogarnęło mnie przerażenie. Naprawdę nie wiedziałam, co pocznę.
— Em, Alfo Kaelenie, czy mógłbyś… em… się zatrzymać? — spróbowałam zapytać. Musiał mnie nie usłyszeć, bo samochód nie przestał pędzić autostradą.
— Em, przepraszam, Alfo Kaelenie? — powtórzyłam nieco głośniej. Tym razem na mnie spojrzał.
— Nie wyglądasz najlepiej — powiedział, nagle szeroko otwierając oczy. Gwałtownie zahamował i zjechał na pobocze. Gdy tylko się zatrzymał, pchnęłam drzwi i ledwo zdążyłam wysiąść, zanim zwymiotowałam skromny lunch, który zjadłam dziś w szkole.
— Wszystko w porządku? — usłyszałam pytanie Kaelena i poczułam jego dużą dłoń na plecach. Wzdrygnęłam się i spróbowałam szybko wyprostować. Skinęłam głową, choć byłam niemal pewna, że jeśli wrócę do samochodu, to się powtórzy.
— Posłuchaj, Elaro, to dla twojego własnego dobra. Mam tylko nadzieję, że nie jesteś zła — zaczął.
Przez chwilę czułam dezorientację, zanim dotarło do mnie, co ma na myśli. — Nie. Sprawiałam zbyt wiele problemów. Alfa Roderick i Luna Lyssandra mieli pełne prawo mnie odesłać — odparłam, kręcąc głową. Może pozwoli mi tu postać chociaż minutę, zanim znowu wsiądziemy do auta.
Kaelen posłał mi spojrzenie, którego nie potrafiłam odczytać. Wyglądał tak, jakby nie mógł się zdecydować, czy jest na mnie wściekły, czy jest mu mnie żal. Odwrócił wzrok. — Nie spiesz się. Pojedziemy, gdy poczujesz się lepiej. Poczekam w środku — powiedział i wsiadł z powrotem do samochodu.
Odwróciłam się i odeszła kilka kroków na trawę przy drodze. Ukucnęłam, przyciągając kolana do klatki piersiowej. Na szczęście nudności mijały, ale nie potrafiłam powstrzymać łez płynących z oczu. Musiałam przetrwać tylko dwa miesiące i dwa dni. A teraz zostawałam z niczym.
Kaelen
To mnie po prostu dobija. Na dodatek tak bardzo pogrążyłem się we własnych myślach, że nie zauważyłem, że ma chorobę lokomocyjną. Jestem, kurna, beznadziejny.
Wróciła do samochodu po około piętnastu minutach. Na jej policzkach widniały ślady po łzach. Serce mi pękło. Obiecałem ojcu, że zostawię ją w barze na terytorium ludzi. Byliśmy już tylko dwadzieścia minut od celu.
Sięgnąłem na tył i złapałem butelkę wody. Podałem jej ją, ale tylko potrząsnęła głową.
— Po prostu pij! — warknąłem. Natychmiast pożałowałem, widząc, jak się wzdrygnęła. — Proszę — dodałem łagodnie. Postawiłem wodę w uchwycie na kubek obok niej.
Spojrzała na mnie i skinęła głową. Drżącą dłonią chwyciła butelkę i odkręciła nakrętkę. Wzięła maleńki łyk i zakręciła ją z powrotem.
Te tortury wkrótce dobiegną końca. To wszystko tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że musi być ode mnie z daleka. Przeniesienie jej do ludzkiego miasteczka, z dala od większości wilków, wydawało się najbezpieczniejszą opcją. Oczywiście nie wyjawiłem rodzicom prawdziwego powodu, dla którego chciałem się jej pozbyć.
Wjechałem do małego miasteczka na obrzeżach ludzkich terenów. Wiedziałem o niewielkim pensjonacie i planowałem zapłacić jej za pokój na kilka tygodni, żeby mogła znaleźć pracę. Może i ją odrzucam, ale nie jestem potworem. Wjechałem na parking.
Wysiadłem z auta. Podszedłem do jej drzwi, otworzyłem je i wyciągnąłem rękę. Chwyciła ją niepewnie, a ja pomogłem jej wysiąść. Wyciągnąłem z tylnego siedzenia torbę, którą dla niej spakowałem.
Wziąłem ją za rękę i poprowadziłem do środka, do lady. Porozmawiałem z właścicielem i wynająłem jej pokój na dwa tygodnie. Podsunąłem mu kartkę ze swoim numerem telefonu, prosząc, by zadzwonił, jeśli będzie potrzebowała więcej czasu. Pokryję koszty. Skinął głową i podał mi klucz do pokoju. Odwróciłem się do niej; stała za mną ze wzrokiem wbitym w podłogę.
— Chodź — powiedziałem, znów biorąc ją za rękę. Zaprowadziłem ją na trzecie piętro. Odnalazłem pokój, otworzyłem drzwi i wprowadziłem ją do środka. Położyłem torbę na łóżku. Teraz albo nigdy. Odwróciłem się twarzą do niej. Stała tam, obejmując się ramionami i lekko drżąc.
— Słuchaj, opłaciłem ci ten pokój na tak długo, żebyś mogła znaleźć pracę i zarobić trochę pieniędzy. Nie chciałem cię tu po prostu zostawić. Mam też to — powiedziałem, wyciągając z kieszeni małą kopertę z gotówką. Wyciągnąłem ją w jej stronę.
Wzięła ją niepewnie i zajrzała do środka. Jej oczy stały się ogromne.
— J-ja nie mogę… — zaczęła.
— Wiesz, że Vespera zabrała twoje pieniądze. Potraktuj to jako spłatę długu. To, co zrobiliśmy, nie było w porządku. Tutaj będziesz bezpieczna — przerwałem jej. Westchnąłem. Raz kozie śmierć.
— Jest jeszcze jedna rzecz. Proszę, nie panikuj. Obiecuję, że robię to dla twojego bezpieczeństwa. — Przerwałem, a ona posłała mi zaciekawione spojrzenie. Jeszcze nie wiedziała. — Ja, Kaelen Thorne, przyszły Alfa Watahy Crimson Zenith, odrzucam ciebie, Elaro Vancroft, jako moją partnerkę i przyszłą Lunę.
Nie sądziłem, że to możliwe, ale jej oczy stały się jeszcze większe. Chwyciła się za klatkę piersiową i zaczęła ciężko oddychać. Proszę, powiedz to. Zaakceptuj odrzucenie teraz. Nie zasługuję na to, ale ułatw mi to.
Opadła na kolana przed mną. Widziałem łzy spływające po jej twarzy. Teraz to ja poczułem ból w piersi. Musiałem wyjść. Nie mogłem czekać, aż zaakceptuje odrzucenie.
— Przepraszam, Elaro — szepnąłem i wybiegłem z pokoju najszybciej, jak mogłem. Zszedłem na dół. Wszystko będzie dobrze; teraz już musi być.
— Całkiem odważny młody człowiek. Ale nie bądź taki pewien, że wiesz, co dla niej najlepsze. Wygląda na to, że nigdy nie zapytałeś jej, co sądzi o posiadaniu partnera — powiedział głos za moimi plecami.
Odwróciłem się i zobaczyłem małego staruszka, właściciela pensjonatu, który się we mnie wpatrywał. Jak mogłem to przeoczyć? To wilkołak.
— Zaopiekuję się nią. Ale nie spodziewaj się, że Bogini Księżyca tak łatwo ci odpuści. Odrzucenie partnerki jest w końcu wbrew jej planom. Wygląda na to, że ona nawet nie wie, że jesteś jej przeznaczony — kontynuował. Skinąłem mu głową i wyszedłem.
Przez całą drogę powrotną do domu watahy czułem straszliwy ból w piersi. Gdy tylko ona to zaakceptuje, ból powinien minąć. Przynajmniej miałem taką nadzieję.
-
Elara
Odkąd Kaelen wyszedł, moje serce nie przestaje boleć. Moje ciało wydaje się ciężkie. Nawet nie wiedziałam, że mam partnera, a co dopiero, że jest nim przyszły Alfa. A on mnie odrzucił. Nic dziwnego, że był tak wściekły, gdy ojciec kazał mu mnie tu przywieźć.
Wczoraj wieczorem wszystko tak bardzo bolało, że nie zadałam sobie trudu, by wypakować torbę, ani nawet żeby się umyć. Po kilku godzinach niespokojnego snu postanowiłam zwlec się z łóżka. Poszłam do łazienki przylegającej do pokoju i znalazłam na blacie kostkę mydła i małą butelkę szamponu. Umyłam się, po czym wyszłam, owijając się ręcznikiem. Przechodząc obok lustra nad umywalką, zerknęłam na siebie. Stwierdzenie, że wyglądałam fatalnie, byłoby niedomówieniem.
Moja twarz była czerwona i opuchnięta od płaczu. Pod dużymi, lekko zapadniętymi oczami widniały ciemne cienie.
Nie mogę uwierzyć, że pozwoliłam mu zobaczyć, jak płaczę. Zabrał mi wszystko. Dom, edukację, godność i, jak się okazało, partnera. Nie potrafiłam go jednak nienawidzić. To po prostu zbyt mocno bolało. Otworzyłam kopertę z pieniędzmi, którą mi dał. Przeliczyłam je i zapisałam kwotę długopisem znalezionym na biurku. Oddam mu co do grosza, nawet jeśli miałoby to zająć dziesięć lat.
Otworzyłam torbę i zaczęłam wyjmować tę odrobinę ubrań, które posiadałam. Na samym dnie znalazłam pięć koszulek, które zdecydowanie nie należały do mnie. Były ogromne. Ewidentnie na potężnego, męskiego wilka. Pod koszulkami leżał liścik i bluza.
„Elaro. Przepraszam, że musiałem to zrobić dla twojego bezpieczeństwa. Bogini Księżyca popełniła błąd. Nigdy nie mogłabyś zostać Luną, ale w tej watasze nie byłabyś też bezpieczna. Proszę, zostań w ludzkich miastach. Masz niewiele, więc dołączam kilka moich koszulek i bluzę. Niedługo zrobi się zimno, a ty nie masz wilka, który by cię ogrzał. Pokój jest opłacony, dopóki nie znajdziesz pracy i nowego domu. Szczerze przepraszam za każdy raz, gdy skrzywdziłem cię przez te wszystkie lata. Do końca życia będę żałował swojego zachowania wobec ciebie. Proszę, nie nienawidź mnie. Powodzenia. Kaelen”.
Spojrzałam na bluzę w moich dłoniach. To była jego ulubiona. Nosił ją tak często, że musiałam czekać, aż pójdzie na trening, żeby wejść do jego pokoju i zabrać ją do prania. Przyłożyłam ją do nosa i poczułam zapach lasu. O Bogini. Przez cały ten czas spałam na jego starych poduszkach, szukając ukojenia w jego zapachu. Brakowało mi tylko tygodnia do siedemnastych urodzin, kiedy to rozpoznałabym w nim swojego partnera.
Może tak będzie najlepiej. Odrzucił mnie, więc jestem wolna. Mogę być sama i nie martwić się, że w moim życiu pojawi się partner. On może znaleźć szczęście u boku silnej i pięknej wilczycy. Ja nie jestem ani silna, ani piękna; nie jestem nawet pewna, czy w ogóle mam wilka.
Położyłam bluzę na biurku obok torby. Ubrałam się w jeden z moich lepszych szkolnych strojów: czarne dżinsy, na których udało mi się nie zrobić żadnych dziur ani przetarć, oraz szary t-shirt z dekoltem w serek i małą kieszonką na piersi. W łazience znalazłam grzebień i suszarkę w jednej z szuflad. Wysuszyłam włosy i przeczesałam je. Moje matowe, miedziane włosy opadały luźno na ramiona.
Po włożeniu butów i zabraniu części pieniędzy z koperty, wyszłam na dół, zamykając za sobą pokój. Musiałam znaleźć gazetę, żeby przejrzeć ogłoszenia o pracę. Miałam nadzieję, że znajdę coś, co nie będzie wymagało matury.
Gdy dotarłam na parter, zauważyłam sympatycznie wyglądającego starszego mężczyznę siedzącego przy ladzie.
— Em, przepraszam — zapytałam, mając nadzieję, że mu nie przeszkadzam.
— Mów głośniej, dziewczyno. Co mogę dla ciebie zrobić? — powiedział zachrypniętym głosem.
— Em, gdzie mogę dostać gazetę? Muszę jak najszybciej znaleźć pracę — powtórzyłam nieco głośniej.
— Dziewczyno, mów głośniej. Jestem stary i nie słyszę tych twoich nieśmiałych szeptów — powiedział, patrząc na mnie. — Umiesz sprzątać? — Skinęłam głową. Robiłam to przez całe życie. — A gotować? Potrafisz to? — zapytał. Ponownie skinęłam głową.
— Dobrze. Praca znaleziona. Potrzebuję gospodyni, odkąd w zeszłym roku zmarła moja żona. Po prostu nie daję już rady biegać po tych schodach tak jak kiedyś. Moja kucharka też jest na urlopie przez parę miesięcy. Ma dziecko czy inne bzdury. Myślisz, że sobie poradzisz? Możesz zacząć od dzisiaj?
Rozpromieniłam się, entuzjastycznie potakując głową. Nigdy nie przypuszczałam, że będę miała tyle szczęścia. Może jednak wszystko ułoży się lepiej.






