3 miesiące i 7 dni…
Stoję wcześnie rano w sobotę w kuchni, przygotowując gigantyczne śniadanie dla domu stada. Mam już przygotowane prawie pięć kilogramów kiełbasy i bekonu, pokrojone owoce, kawa się parzy, a teraz muszę tylko usmażyć naleśniki. Zrobiłam też Alfie Kaelenowi osobne śniadanie z jego ulubionymi croissantami i omletem. Mam nadzieję, że jeśli po śniadaniu będzie zadowolony, da mi dzisiaj spokój.
Smażę naleśniki na patelni i wyjmuję z piekarnika domowe croissanty. Pachną tak dobrze; naprawdę przeszłam samą siebie. Odstawiam blachę na blat i podchodzę do lodówki, żeby wyciągnąć cynamonowe masło, które ukręciłam na dzisiaj. Muszę spróbować, prawda?
Podchodzę do blatu, biorę z blachy gorącego croissanta i smaruję go odrobiną ubitego cynamonowego masła. Przewracam naleśniki na drugą stronę, po czym biorę kęs kruchego wypieku. O rany, to o wiele lepsze niż resztki.
Zaszumiałam z błogości przez chwilę, biorąc kolejny kęs ciepłego, kruchego ciasta. Wiedziałam, że nie mogę tak siedzieć i się nim długo rozkoszować. Położyłam drugą połowę na serwetce i wsunęłam do kieszeni fartucha. Zjem to później, kiedy uda mi się złapać parę minut przerwy.
Kontynuowałam smażenie naleśników, cały czas zerkając na zegar. Alfa Kaelen zazwyczaj zjawia się w kuchni około piętnastu minut przed podaniem śniadania, by zobaczyć, co jest w menu, i stwierdzić, że nie ma na to ochoty. Zauważyłam, że śniadanie zacznie się za 22 minuty, więc musiałam przygotować talerz dla Alfy Kaelena.
Podeszłam do szafki i wyciągnęłam rękę po talerz. Niech to, potrzebuję stołka. Rozejrzałam się i znalazłam w kącie stopień. Jestem chyba jedyną osobą w całym domu stada, która go używa. Większość wilkołaków była ode mnie większa, nawet wilczyce. Przyniosłam stołek pod szafkę i weszłam na niego. Kiedy sięgnęłam po talerz, poczułam za sobą niezwykle ciepłą obecność. Czyjaś ręka wyciągnęła się nade mną, chwytając naczynie. Spróbowałam je odebrać, szepcząc nieśmiałe podziękowanie i odwracając się.
Upuściłam talerz, odskakując do tyłu i lądując na tyłku. Nie, nie, nie. Proszę, tylko nie znowu.
Kaelen
Wszedłem do kuchni, czując wspaniały aromat croissantów. Jedna z kucharek robi te niebiańskie wypieki od podstaw i serwuje je z najlepszymi omletami, jakie można sobie wyobrazić.
Wchodząc do środka, zauważyłem drobną dziewczynę próbującą sięgnąć po talerz z szafki. Zakładając, że to jedna z młodych wilczyc, którymi moja mama opiekuje się w weekendy, podszedłem, żeby jej pomóc. Chwyciłem talerz, próbując podać go jej, gdy się odwracała.
Napotkałem parę matowych, zielonych oczu, a mój wyraz twarzy szybko zmienił się z szoku w gniew. Opadła ze zdziwieniem do tyłu ze stołka, na którym stała, i upuściła talerz. Na szczęście, wciąż trzymałem go w dłoni. Mama nienawidzi potłuczonych naczyń.
Spojrzałem w dół na podłogę; w jej oczach szkliły się łzy. "Próbujesz podkradać jedzenie, póki nie ma tu kucharek?" – zapytałem, czując rosnące poirytowanie. Spojrzałem na ziemię obok niej i zauważyłem na wpół zjedzonego croissanta wystającego z serwetki. "Wygląda na to, że nasze resztki przestały ci wystarczać."
Potrząsnęła gwałtownie głową, wbijając wzrok w podłogę. Jeszcze nie próbowała się podnieść. Nie mogę uwierzyć, że mój ojciec nadal pozwala tej zdrajczyni przebywać w naszym stadzie, a co gorsza, w naszym domu.
Chwyciłem ją za koszulkę i pociągnąłem do pionu. Rozległ się cichy dźwięk rozdzieranego materiału, bo prawdopodobnie podarłem jej bluzkę. Odrzuciłem ją w stronę blatu, na którym leżała blacha z croissantami. Przesunąłem talerz po blacie i kazałem jej przygotować dla mnie porcję. Widziałem łzy grożące wypłynięciem z jej oczu.
Zacząłem czuć dziwny dyskomfort w klatce piersiowej, ale zignorowałem to. Położyła cztery croissanty na moim talerzu i zanim zdążyłem na nią nakrzyczeć, odwróciła się do piekarnika, wyciągając patelnię z moim ulubionym omletem. Zsunęła go na talerz. Odwróciła się, chwytając sztućce z szuflady wraz z małym naczynkiem na dodatki. Nałożyła do niego łyżką coś, co wyglądało na to wyborne cynamonowe masło, po czym postawiła na talerzu. Odwróciła się i odeszła od blatu, po czym zniknęła za drzwiami.
Wziąłem mój talerz i wyszedłem do jadalni akurat w momencie, gdy dwie kucharki wchodziły po resztę jedzenia na śniadanie. Posłały mi dziwne spojrzenia, gdy je mijałem, unosząc brwi na widok mojego talerza.
Usiadłem i zacząłem jeść. O rany. Nigdy nie znudzą mi się te croissanty. Mniej więcej w połowie posiłku obok mnie usiadł mój najlepszy przyjaciel i przyszły Beta, Dax. Od razu zaczął pakować jedzenie do ust. Niech Bogini ma w opiece jego przyszłą przeznaczoną…
"Chcesz wyskoczyć z nami do Dworu Mere, stary?" – zapytał z pełnymi ustami.
"Nie, chyba zostanę. Zrobię dzisiaj dodatkowy trening z wojownikami" – odpowiedziałem. Kiedy o tym pomyślałem, stwierdziłem, że jeśli tu zostanę, będę mógł odegrać się na tej małej zdrajczyni za poranną kradzież croissanta.
"Jak wolisz" – odparł, zupełnie nie przejmując się moją obojętnością.
Gdy skończyłem jeść, z kuchni wyszła kucharka z kolejną porcją croissantów dla mnie. Wiedziałem, że było ich więcej! Ale liczyłem też na drugiego omleta. "Czy są jeszcze jakieś jajka?" – zapytałem z nadzieją. Omega-kucharka potrząsnęła przecząco głową i wróciła do kuchni. Dziwne, zazwyczaj przygotowują dokładkę.






