languageJęzyk

Rozdział trzeci

Autor: Adeline18 maj 2026

Elara

Stałam w korytarzu, opierając się przez chwilę o ścianę. Z moich oczu uciekła pojedyncza, zbłąkana łza. Nie pozwolę sobie płakać w ich obecności.

To naprawdę bolało. Ból promieniował z moich pośladków. Możliwe, że tym razem złamałam kość ogonową. Podniosłam koszulkę, próbując obejrzeć dolną część pleców. Z pewnością będę miała tu teraz siniaka. Wzięłam głęboki oddech. Nie mogłam zostać tu zbyt długo. Ludzie wkrótce zaczną schodzić na śniadanie.

Powoli dotarłam na piąte piętro. Wzięłam ze schowka środki czystości i zaczęłam sprzątać łazienki, schodząc sukcesywnie aż na parter. Ból promieniował z moich pleców podczas pracy. Znacznie utrudniało mi to sprzątanie.

Jeden obowiązek na raz…

Jedno pomieszczenie na raz…

3 miesiące i 7 dni…

Powtarzałam to sobie nieustannie. Wytrzymam. Bywało gorzej. Beta Dax złamał mi wtedy rękę. Była to moja lewa, dominująca ręka i przez około cztery tygodnie wykonywanie obowiązków zajmowało mi dwa razy więcej czasu. Był też dzień, w którym Vespera wylała na mnie wrzącą herbatę. Gojenie tych oparzeń zajęło sporo czasu.

Byłam na trzecim piętrze, kiedy znów mnie znalazł. Dlaczego nie pojechał z resztą do Dworu Mere? Czy zazwyczaj wszyscy nie jeżdżą w weekendy do Dworu Mere, jeśli nie ma żadnych wydarzeń w stadzie? Wszedł do łazienki z ręcznikiem na szyi i parą krótkich spodenek w dłoni; z pewnością był spocony i brudny po treningu.

Zatrzymałam się, gdy na mnie spojrzał. Natychmiast odstawiłam mop i ruszyłam, by wyjść z łazienki. Proszę, pozwól mi po prostu odejść… Nie chciałam więcej kłopotów…

Nie miałam tego szczęścia. Zamartwiałam, gdy z tyłu chlusnęła na mnie woda. Odwróciłam się i zobaczyłam Alfę Kaelena stojącego z wiadrem po mopie, które teraz było puste. Spojrzałam na podłogę wokół mnie… świetnie, teraz cała jestem zalana brudną wodą po myciu podłogi. "Cóż, nie stój tak" – warknął.

Szybko odwróciłam się i chwyciłam kilka szmat z mojego małego wózka do sprzątania. Uklękłam i zaczęłam wycierać wodę. Nie szło mi zbyt dobrze, biorąc pod uwagę, że ociekałam wodą prosto na miejsca, które właśnie wycierałam.

"Kaelennnnnn. Gdzie je-" Głos Vespery urwał się nagle, gdy weszła do łazienki. "Och, znalazłam cię!" – powiedziała stanowczo zbyt słodko. Vespera to córka Bety, młodsza siostra Daxa. Od kiedy skończyła trzy lata, uparcie twierdziła, że Kaelen będzie jej przeznaczonym. Jest naprawdę ładną blondynką o długich nogach i niebieskich oczach. Ale to piękno było tylko powierzchowne. Zauważyła mnie.

"Nawet podłogi nie potrafisz porządnie umyć? Nic dziwnego, że twoja wilczyca nigdy się nie pojawiła. Wiedziała, że jesteś tylko bezużyteczną zdrajczynią" – zadrwiła ze mnie. Podeszła do Kaelena, przechodząc przeze mnie i przez kałużę wody, nie przepuszczając okazji, by nadepnąć mi na palce.

"Chodź, weź prysznic u mnie. W tej łazience śmierdzi brudną wodą z mopa" – powiedziała, przylegając do jego ramienia.

"Ta" – odparł, po czym zaczęli wychodzić z łazienki. Vespera, wychodząc, nie zawahała się mnie popchnąć. Dzisiejszy dzień był coraz lepszy.

Przetrwałam resztę dnia z minimalną ilością dręczenia. Kilka standardowych pchnięć i podstawień nogi skończyło się nowym siniakiem na goleni, ale niczym poza tym. Odetchnęłam z ulgą i wspięłam się na strych. To niewiele, ale to moje miejsce i nikt nie zadaje sobie trudu, żeby tu zaglądać, co bardzo mi odpowiada.

W kącie, przy oknie, leży stary materac i kilka koców, które udało mi się zdobyć. Mam też dwie poduszki. Pewnego dnia w pralni inna pracownica przyniosła ogromny wózek z poduszkami, które miały zostać wyrzucone. Zabrałam dwie z samego wierzchu, uznając to za idealną okazję, by przemycić do pokoju nowe poduszki. Jak się później okazało, przesiąknęły cudownym zapachem.

Nie mam wprawdzie wilczego węchu, bo moja wilczyca praktycznie mnie opuściła i nigdy nie przeszłyśmy przemiany. Mam jednak silniejszy zmysł zapachu niż przeciętny człowiek; poduszki pachniały lasem, a ja nie mogłam się nim nasycić.

Miałam też stojące lustro z wielkim pęknięciem przechodzącym przez środek. Ale było wystarczająco dobre. I tak nie byłam na tyle ładna, by przejmować się swoim wyglądem. Służyło mi głównie do sprawdzania zasinień i skaleczeń, których sama nie mogłam dostrzec.

Naprzeciwko lustra stało stare biurko, które było tu już, gdy się wprowadzałam. Miało ze sześć szuflad. Kilku używałam do trzymania ubrań, w jednej były zapasowe ołówki i papier, które udało mi się znaleźć do odrabiania lekcji, a w jeszcze innej znajdowała się moja skrytka. Moja skrytka to było pudełko z drobnymi. Zbierałam te resztki pieniędzy, odkąd skończyłam osiem lat. Miały sfinansować moją ucieczkę po skończeniu szkoły. Przynajmniej pomogą mi na starcie, gdy stąd odejdę.

Ściągnęłam przez głowę koszulkę, na której teraz zaschła woda z mopa, i spojrzałam w lustro. Westchnęłam na widok swojego odbicia. Moje rude włosy były matowe i oklapnięte. Zazwyczaj po prostu zwisały smętnie wzdłuż ramion. Skórę miałam bladą, a pod moimi zgaszonymi, zielonymi oczami widniały ciemne cienie. Czasem moje oczy wyglądały wręcz, jakby zapadały się w twarz. Zawsze byłam szczupła, ale zarazem bardzo niska, co nie było normalne u wilków. Dodajmy do tego przypadkowe siniaki, skaleczenia i stare blizny – po prostu nie byłam ładna.

Widziałam zarysy bardzo ciemnego siniaka tuż przy kości ogonowej. Siedzenie przez cały tydzień w szkole będzie koszmarem. Gdyby moja wilczyca tylko wróciła, może szybciej bym się goiła. Czasami czułam, że Bogini Księżyca po prostu zmieniła zdanie i zabrała mi mojego wilka. Była w mojej głowie zaledwie przez krótki czas. Czekałam na nadejście przemiany, ale nigdy to nie nastąpiło. Po jakichś dwóch miesiącach przestałam próbować nawiązać kontakt z moją wilczycą. Może ona też uznała mnie za zdrajczynię. Nie byłaby to niepopularna opinia.

Przypomniałam sobie o w połowie zjedzonym rogaliku z dzisiejszego ranka i rozpaczliwie przeszukałam kieszenie. Jedzenie byłoby teraz wspaniałe. Po obiedzie nie udało mi się wrócić do kuchni, by sprawdzić, czy nie zostało jakieś niechciane jedzenie, a po kolacji nie było już nic. W weekendy zawsze jestem głodna, bo jest więcej ludzi i trudniej o resztki. Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy w domu stada przebywają goście z innych watah. Przynajmniej w szkole zawsze mogłam zjeść obiad na stołówce.

Po dokładnym przeszukaniu kieszeni dotarło do mnie, że rogalik musiał wypaść podczas jednego z moich dzisiejszych upadków. Westchnęłam, czołgając się do łóżka i wtulając twarz w poduszkę pachnącą lasem. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić trochę więcej śniadania i zgarnąć kilka kęsów jedzenia. Jutro nowy dzień.

Jeszcze 3 miesiące i 6 dni…

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział trzeci - Partnerka zdrajcy: Żal alfy Kaelena | StoriesNook