Zaledwie panna Clay przekroczyła próg domu, odebrała telefon z cmentarza.
Podeszła do tego bardzo sceptycznie.
Jakim cudem w niecałą godzinę cena mogła spaść do 370 tysięcy dolarów?
Musiało się coś wydarzyć!
Mężczyzna, który do niej dzwonił, perorował z entuzjazmem: "Przez całe rano błagałem o to kierownika! Powinna pani natychmiast tu przyjechać i prędko to kupić, bo inaczej wszystko się wyprzeda






