Lilly rozejrzała się po ogrodzie i zawołała: "Polly!"
Głośny skrzek rozległ się w powietrzu, a po nim z zagajnika wyłoniła się kolorowa papuga. Jednak po jednokrotnym okrążeniu Lilly, szybko wycofała się z powrotem między drzewa.
"Polly się ciebie boi, wujku Gilbercie" - szepnęła dziewczynka, dając Gilbertowi znak, by zachował ciszę. Jej wielkie, zaszklone oczy i ujmujące gesty sprawiały, że wyglądała uroczo. Mężczyzna spojrzał na ogród i zasugerował: "Lilly, a może poślę kogoś, żeby złapał Polly, i zabierzemy ją do domu?"
Zmarszczyła brwi i pokręciła głową. "Nie." Z obawy, że papuga może podsłuchiwać, rozejrzała się wokół i dodała: "Nie możemy łapać Polly, bo się przestraszy. To dobry ptaszek."
Choć logika Lilly rozbawiła Gilberta, skinął głową i przystał na jej plan.
"Nie ruszaj się, wujku Gilbercie" - poinstruowała dziewczynka, klepiąc go po ramieniu. Następnie weszła w głąb ogrodu i ponownie zawołała Polly.
"Głupek! Głu-pek!" - zaskrzeczała Polly, siedząc na gałęzi drzewa.
Lilly skarciła ją: "Wujek Gilbert nie jest głupkiem, Polly."
"Zły pies! Zły pies!" - papuga znów zaskrzeczała.
"Wujek Gilbert nie jest złym psem" - wyjaśniła dziewczynka. Gilbert zaniemówił, słysząc tę absurdalną konwersację.
Mimo zapewnień Lilly, Polly odmówiła opuszczenia gałęzi. Dziewczynka zapuściła się głębiej w ogród. Nagle usłyszała jakiś dźwięk. Kiedy się odwróciła, by to sprawdzić, zauważyła parę znajomych oczu wpatrzonych w nią. Właśnie gdy Lilly miała rzucić się do ucieczki, Debbie chwyciła ją za ramię i powiedziała: "Wreszcie tu jesteś, Lilly."
Kobieta zakryła usta Lilly, by stłumić jej krzyk. "Nie cieszysz się na mój widok, Lilly?"
Debbie nie była świadoma, że Gilbert znajdował się w ogrodzie. Uszczypnęła dziewczynkę w policzek i powiedziała groźnie: "Nie podoba mi się twoje nastawienie, Lilly. Wiesz, że wciąż jestem twoją matką?"
Mała dziewczynka szarpała się, próbując wyrwać się z uścisku Debbie. Kobieta pomyślała: od kiedy ten mały bachor stał się taki silny?
"Zabiłaś moje dziecko, Lilly. Dlaczego tak mnie traktujesz, skoro wciąż jestem gotowa się tobą opiekować?" - syknęła Debbie. Wyglądała inaczej niż w czasach, gdy biła Lilly.
Widząc, jak dziewczynka niespokojnie kręci głową, Debbie kontynuowała: "Powiedziałaś, że mnie nie popchnęłaś. Ale dlaczego miałabym upaść, gdyby nie twoje nagłe pojawienie się? Powinnaś wziąć odpowiedzialność za śmierć mojego dziecka. Jestem w opłakanym stanie. Jeśli twoi wujkowie zapytają o ten incydent, musisz powiedzieć, że zepchnęłaś mnie ze schodów. Rozumiesz?"
Debbie próbowała przymilić się do dziewczynki, myśląc, że łatwo będzie zmusić ją do posłuszeństwa. Jednak Lilly przygryzła wargę i milczała. Odmówiła przyznania się do winy, której nie popełniła.
Debbie zmarszczyła brwi, myśląc: Lilly wystawia moją cierpliwość na próbę. Jest takim bezużytecznym bachorem, który odmawia słuchania. To takie frustrujące!
Zagroziła: "Jesteś nieposłusznym dzieckiem, Lilly. Jeśli nadal będziesz taka uparta, uderzę cię."
Nie było żadnego nagrania z tego incydentu i nikt nie widział, co spowodowało mój upadek. Crawfordowie bez wątpienia uwierzą w historię Lilly. Nie mogę pozwolić, by zrujnowała moją reputację; wciąż planuję uwieść mojego idola.
Debbie przeczytała kiedyś artykuł o nauczycielu, który znęcał się nad uczniem i groził, że będzie go szpiegował przez lornetkę. Uczeń był przerażony, wierząc, że nauczyciel słyszy każde jego słowo. Dzięki temu nauczyciel zdołał utrzymać rodziców w niewiedzy. Zaintrygowana tym pomysłem, ostrzegła: "Ostrzegam cię, Lilly. Nieważne, czy wujkowie obiecają, że cię ochronią. Użyję moich magicznych mocy, by dowiedzieć się, gdzie jesteś."
Ku wielkiemu zdumieniu Debbie, Lilly mocno ugryzła ją w rękę. Kobieta krzyknęła, po czym natychmiast uderzyła dziewczynkę w twarz. Właśnie gdy jej dłoń wylądowała na policzku Lilly, czerwona nić na nadgarstku dziecka zajaśniała.
Gdy Debbie zobaczyła zbliżającą się dłoń dziewczynki, zaśmiała się w duchu: jej kończyny są takie krótkie i słabe. Czy ona myśli, że może mnie skrzywdzić?
Nagle Debbie zorientowała się, że została odrzucona w błotniste bagno. Gilbert przybiegł i natychmiast wziął Lilly na ręce. Dziewczynka spojrzała na swoją dłoń, a potem na Gilberta, zastanawiając się, kto ponosi winę za fatalne położenie Debbie.
Gilbert zadał sobie to samo pytanie, ponieważ nie wydawało mu się, by kopnął na tyle mocno, by powalić Debbie na ziemię. Zastanawiał się, czy wzrok go nie myli.
"Jak śmiesz bić Lilly" - warknął Gilbert. Utkwił wzrok w Debbie, podchodząc bliżej z Lilly na rękach.
Kobieta wpadła w panikę, nie wiedząc, że Gilbert był w pobliżu. Zamachała rękami i powiedziała potulnie: "To musi być nieporozumienie, panie Gilbert. Dlaczego miałabym uderzyć Lilly? Ja też jestem jej matką..."
Wyraz twarzy Gilberta stwardniał, gdy krzyknął: "Nie jesteś godna być matką Lilly!" Zakrył uszy dziewczynki i przytulił ją do piersi, by nie była świadkiem tego, co miało nastąpić.
"Panie Gilbert, błagam..." - błagała Debbie, z przerażeniem wpatrując się w zbliżającego się mężczyznę. "Aaa!" - krzyknęła z bólu, gdy Gilbert przygwoździł jej twarz butem do ziemi. Szorstkie krawędzie rozdarły jej skórę i wbiły się w ciało.
"Zły pies! Zły pies!"
"Głupek!"
Mimo że Debbie była na skraju łez, Gilbert nie zdradzał żadnych oznak pobłażania.
"Panie Gilbert, proszę mnie puścić! Proszę, błagam pana! Przepraszam! Przepraszam!" - szlochała, przerażona, że ogromna siła mężczyzny zmiażdży jej czaszkę.
Uznając, że używanie przemocy na oczach dziecka jest niewłaściwe, Gilbert zdecydował się uwolnić Debbie. Nie mógł się jednak powstrzymać przed wymierzeniem jej ostatniego kopniaka, co skończyło się złamanym nosem.
"Wynocha!" - rozkazał.
Debbie zakryła zranioną twarz rękami i bez słowa pobiegła do swojego pokoju. Ciche łzy płynęły po jej policzkach, gdy próbowała usunąć kawałki szkła, a jej frustracja rosła. Wpatrywała się w lustro, badając swój złamany nos i zakrwawioną twarz.
Jak Gilbert mógł znieść uderzenie kobiety! I to z taką brutalnością! Myślałam, że uda mi się zastraszyć Lilly, by dla mnie skłamała. Nigdy nie spodziewałam się, że sprawy przybiorą taki obrót. Nie tylko nie udało mi się zmusić tego drania do wzięcia winy na siebie, ale zostałam też dotkliwie pobita przez Gilberta.
Gdy delikatnie dotknęła nosa, poczuła rozdzierający ból. "O nie! Moja twarz! Moja twarz!" Zawsze szczyciła się swoją nieskazitelną cerą. Teraz jednak pozostanie oszpecona, ponieważ rany bez wątpienia pozostawią trwałe blizny.
W napadzie rozpaczy Debbie wydała z siebie krzyk i z siłą rzuciła lustrem o podłogę. Po prostu nie mogła pogodzić się z faktem, że jej niegdyś piękna twarz została zrujnowana.






