languageJęzyk

Rozdział 6 Mój mistrz

Autor: Avelon Myst 4 kwi 2026

Lilly rozejrzała się, ale pokój wciąż był pusty. – Kim jesteś? – zapytała drżącym głosem.

– Jestem twoim mistrzem – odpowiedział spokojnie głos.

Dziewczynka zmarszczyła brwi, słysząc tę dziwną odpowiedź. – Nie mam żadnego mistrza – oświadczyła stanowczo.

Nagle na krześle obok łóżka pojawiła się mroczna postać. Młody mężczyzna, ubrany w białą szatę, był niewidzialny dla wszystkich innych. Miał krwistoczerwone usta, przenikliwe szare oczy i wydatny nos. Biła od niego zimna, złowroga aura.

Mężczyzna spiorunował wzrokiem stojącą przed nim dziewczynkę i pomyślał: "Sądziłem, że będzie tylko naiwnym dzieckiem. Wygląda na to, że nie tak łatwo ją oszukać...".

– Tulipanie. – Zanim zdążył dokończyć, Lilly przerwała mu, sycząc: – Nie mam na imię Tulipan. Jestem Lilly.

Mężczyzna pogładził się po brodzie i rzekł: – Naprawdę jestem twoim mistrzem. Twoja matka poprosiła mnie, bym nim został, zanim odeszła z tego świata.

– Nie, na pewno nie – zaprotestowała Lilly. Nie mogła uwierzyć, że matka oddałaby ją obcemu człowiekowi.

Jej zaprzeczenie odebrało mu mowę. Kiedy Jean leżała na łożu śmierci, dostrzegła go i błagała, by chronił Lilly oraz Crawfordów. Lilly miała wtedy zaledwie dwa lata i nie widziała jego duchowej postaci. Ale faktem pozostawało to, że był jej mistrzem! Dwa dni temu, gdy Lilly znalazła się na skraju śmierci, wreszcie usłyszała jego głos. A jednak wciąż odmawiała wiary w jego słowa.

Mężczyzna potarł nos i stwierdził: – Jean Crawford to twoja matka, a ty jesteś Lilly Hatcher. Wiem, kim jesteś.

Lilly zacisnęła usta i odparowała: – Wszyscy to wiedzą.

"Cóż za bystra młoda dama. Hatcherowie nigdy nie zdołaliby się nad nią znęcać, gdyby nie jej drobna budowa i pragnienie miłości".

Mężczyzna uśmiechnął się półgębkiem i odparł: – Nie rozmyślaj za dużo, maleńka. Kiedy wyzdrowiejesz, będziemy mogli odprawić niezbędne rytuały. Nazywam się Pablo Belmont. W poprzednim życiu byłem potężnym człowiekiem.

Zauważywszy zmieszany wyraz twarzy Lilly, Pablo wyjaśnił: – To naturalne, że nie wiesz, kim jestem, ponieważ nie urodziłem się w twojej epoce. Niemniej jednak jestem utalentowanym człowiekiem. Mogę cię nauczyć wielu rzeczy, na przykład jak bronić się przed dręczycielami.

– Czy wielcy ludzie giną? – dociekała Lilly. Kiedy zorientowała się, że jej pytanie pozostało bez odpowiedzi, zapytała ponownie: – Skoro jesteś tak zdolny, jak twierdzisz, to jak umarłeś?

Pablo zaniemówił w obliczu jej rzucających wyzwanie pytań. Lilly ścisnęła pościel i przygryzła dolną wargę. – Skoro naprawdę jesteś moim mistrzem, dlaczego zostawiłeś mnie samą? – Od śmierci matki nikt się o nią nie troszczył, nawet gdy płakała lub działa się jej krzywda. Przez ostatni rok starała się ze wszystkich sił nie sprawiać kłopotów. Ale mimo jej starań, ojciec i dziadkowie jej nie kochali. Debbie czasem nawet ją biła.

– Od teraz będę cię chronił – zadeklarował uroczyście Pablo. Jego twarz stwardniała i nie udzielił żadnych dalszych wyjaśnień. Lilly odwróciła się od niego, przygryzając dolną wargę.

Pablo poklepał Lilly po głowie i powiedział: – Odpocznij. Wrócę później. To mój prezent powitalny dla ciebie. – Pospieszył się, by zobaczyć się z Lilly, i musiał wrócić, aby dopiąć niedokończone sprawy.

Lilly poczuła przyjemne ciepło i zauważyła czerwone nici oplatające jej nadgarstek. W pokoju znów zapadła cisza. Rozejrzała się, ale nikogo nie dostrzegła. Ku jej zaskoczeniu obolałe ciało poczuło się lepiej, a jej serce ogarnął spokój.

Po dziesięciu dniach rany Lilly w większości się zagoiły. Wreszcie czuła się na tyle dobrze, by wrócić do domu.

– To cud. Tak szybko doszła do siebie. Biorąc pod uwagę ciężkość jej obrażeń, spodziewałem się, że potrwa to trzy miesiące – zawołał z niedowierzaniem lekarz.

Wkrótce pojawił się Gilbert i spojrzał na Lilly siedzącą na łóżku; jej wzrok utkwiony był w czerwonej nici na nadgarstku. Wyglądała na niewiarygodnie samotną i przerażoną.

– Lilly, co się stało? – Wyciągnął rękę i delikatnie poklepał ją po głowie. – Co to jest? – Wskazał na czerwoną nić, zaciekawiony, jako że zeszłej nocy nie widział jej na nadgarstku dziewczynki.

Lilly podniosła głowę i zapytała: – Gdzie jest mój króliczek, wujku Gilbercie?

Gilbert przypomniał sobie, że kiedy Lilly była nieprzytomna, kurczowo ściskała zniszczonego, pluszowego królika. W chwili paniki pośpiesznie wyrzucił brudną zabawkę.

– Czy ten królik był ważny, Lilly? Obawiam się, że przepadł – powiedział łagodnie Gilbert. Szybko dodał: – Mogę ci załatwić zupełnie nową zabawkę, nowego królika. Kupię go w tej chwili!

Lilly przygryzła wargę, próbując powstrzymać łzy spływające po jej policzkach. – Mamusia dała mi tego królika.

"Tatuś wyrzucił wszystkie rzeczy mamusi. Mały króliczek był jedyną rzeczą, jaka została. To jedyne, co mamusia mi zostawiła, a teraz zniknął. Mamusia odeszła, mój tak zwany mistrz odszedł i mój króliczek zniknął".

Kiedy Anthony wszedł do pokoju i zobaczył Gilberta oraz zapłakaną Lilly, zmarszczył brwi i zapytał poważnie: – Co się stało?

– To nie moja wina, Anthony! Lilly zostawiła swojego królika w rezydencji Hatcherów – wyjaśnił niewinnie Gilbert. Nie chciał przyznać, że królik przepadł na zawsze, bojąc się, że to zmartwi Lilly. Jeśli powie, że został u Hatcherów, wciąż będzie nadzieja.

Anthony odezwał się ciepło: – Załatwię ci zupełnie nową zabawkę, Lilly. Nie smuć się. – Byłby w stanie kupić wszystkie zabawkowe króliki świata, gdyby tylko tego chciała.

– To był jedyny prezent, jaki Jean zostawiła dla Lilly – powiedział Gilbert, kręcąc głową.

– Chodźmy go odzyskać – polecił Anthony. Nie wiedział, czy królik wciąż znajdował się w rezydencji Hatcherów, ale poprzysiągł, że przeszuka wszystkie kosze na śmieci w South City, by go odnaleźć.

– Ja też chcę jechać, wujku Anthony! – wykrzyknęła Lilly. Oprócz królika miała do odzyskania jeszcze coś bardzo ważnego.

W rezydencji Hatcherów, w salonie siedzieli rozczochrani Richard i Stephen. Miejsce to straciło wiele ze swojej dawnej wspaniałości po tym, jak wierzyciele zajęli wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość.

Stephen osunął się na kanapę, nieogolony i zmęczony.

– Dlaczego byłeś winien tyle pieniędzy, Stephenie? Co my teraz zrobimy? – szlochała Paula.

Hatcherowie zostali ogłoszeni bankrutami w dniu, w którym Stephen trafił do szpitala. Nie tylko ich aktywa zostały zajęte przez wierzycieli, ale również siłą odebrano im rezydencję. Zostali teraz bez dachu nad głową.

Richard krzyknął: – Dlaczego płaczesz? Nic z tego by się nie wydarzyło, gdybyście traktowali Lilly lepiej.

– Dlaczego obwiniasz mnie o wszystko? Ty też nie byłeś miły dla swojej wnuczki! – zaprotestowała Paula.

– Przestańcie się kłócić! – krzyknął Stephen. Cały dzień spędził na radzeniu sobie z bankructwem swojej firmy. Co więcej, mogło mu grozić więzienie, ponieważ w sprawę zaangażował się sąd.

Richard i Paula zamilkli, żałując swojego wcześniejszego, złego traktowania Lilly. Gdyby byli dla niej życzliwi, mogliby mieć szansę na wejście w wyższe sfery społeczeństwa, biorąc pod uwagę jej powiązania z Crawfordami.

– Ten niewdzięczny bachor. Całkowicie o nas zapomniała, kiedy stała się bogata – powiedziała z goryczą Paula.

"W końcu jesteśmy jej dziadkami. Jak może być tak bezduszna i niewdzięczna? Rodzina to miejsce, w którym uczymy się wybaczać i zapominać. Co więcej, to nawet nie była nasza wina. Zepchnęła Debbie ze schodów, doprowadzając do jej poronienia".

Właśnie wtedy Debbie zeszła po schodach i uspokoiła ich: – Nie martwcie się. Lilly na pewno wróci.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Rozdział 6 Mój mistrz - Porzucona na śniegu: Rozpieszczana przez moich ośmiu wujków miliarderów | StoriesNook