Hugh miał pewną zasadę: telefony powinny być wyłączone podczas porannych odpraw.
Gilbert szybko chwycił swój telefon i już miał odrzucić połączenie.
Hugh skarcił go: "Odbierz!"
Gilbert odchrząknął. "Tato, to był nieznany numer, ja…"
Hugh odstawił filiżankę z herbatą i rozkazał: "Odbierz połączenie i włącz na głośnomówiący!"
Bryson i Jonas spojrzeli na Gilberta ze współczuciem.
Gilbert nie miał wyjścia; odebrał połączenie i włączył tryb głośnomówiący.
Wszyscy zamarli ze zdumienia, gdy usłyszeli cichy głosik.
"Halo... czy to wujek? Jestem Lilly Hatcher... Moja mamusia to Jean Crawford... Czy ty jesteś wujek Gilbert?"
Głos małej dziewczynki był słaby i monotonny, niczym u małego robota, pozbawiony jakichkolwiek wyraźnych emocji.
Wyraz twarzy członków rodziny Crawfordów drastycznie się zmienił.
Trzask... Skówka pióra wyślizgnęła się z dłoni Hugh.
Odebrało im mowę, jakby coś zacisnęło się na ich gardłach.
Delikatny głos dziecka ponownie dobiegł z telefonu.
"Wujku... jest mi tak zimno i jestem głodna... Nie popchnęłam mojej macochy, ale oni mi nie wierzą... Tatuś zaciągnął mnie pod bramę, żebym klęczała... ale jest mi zimno... Wujku, pomożesz mi..."
W miarę jak mówiła, jej głos słabł.
W tle wciąż było słychać szum zamieci śnieżnej, ale jej głos nagle się urwał.
Gilbert w końcu ocknął się i chwycił telefon, przysuwając go blisko ust i krzycząc gorączkowo:
"Hej, Li-Lilly? Gdzie jesteś? Powiedz mi natychmiast swoją lokalizację!"
Nie było jednak żadnej odpowiedzi.
Hugh, wpadając w panikę, wstał. Jego dotychczas surowy wyraz twarzy zniknął, zastąpiony spojrzeniem błyskawicznego starzenia się.
"Szybko! Szybko! Natychmiast namierzcie ten numer i jego lokalizację!"
**
Lilly zemdlała przed zakończeniem połączenia i upuściła telefon w śnieg.
Stephen wrócił, by poszukać swojego telefonu i zobaczył Lilly leżącą nieruchomo.
Kopnął ją i warknął: "Byłoby lepiej, gdyby nie żyła!"
Cztery lata temu znalazł na ulicy skromnie ubraną i zaniedbaną kobietę. Z dobroci serca zabrał ją z powrotem do swojego mieszkania.
Gdy kobieta się umyła, odkrył, że jest oszałamiająco piękna.
Miała amnezję i wydawała się zagubiona. Stephen, zauroczony jej wdziękiem, zaopiekował się nią.
Jak głupi kochanek, rozpieszczał ją, powtarzając, by nie zmuszała się do niczego, bo to on będzie o nią dbał...
Teraz, gdy Stephen o tym myślał, napawało go to wstrętem.
Kto wie, czy taka zdesperowana kobieta nie padła ofiarą wykorzystania podczas włóczęgi po ulicach?
Bo dlaczego w przeciwnym razie Lilly w ogóle nie jest do mnie podobna?
Chociaż był podejrzliwy, Stephen nigdy nie chciał zrobić testu na ojcostwo, bo gdyby okazało się, że nie jest ojcem, byłby najgłupszym facetem w South City!
Stephen chwycił telefon i odszedł. W swoim ciepłym gabinecie zaczął nieustannie dzwonić.
"Halo... Panie Burton, to ja, Stephen! Czy zna pan rodzinę Crawfordów z Clodston?"
"Witam, panie Ledger! Szczęśliwego Nowego Roku! Kojarzy pan może rodzinę Crawfordów? Och, moja firma po prostu zmaga się z pewnym drobnym problemem..."
**
Zamieć śnieżna na zewnątrz gabinetu była sroga, a Lilly leżała w śniegu. Niedługo miał zapaść zmrok.
Była w połowie świadoma, ale nie potrafiła zmusić się do otwarcia oczu.
Nigdy nie płakała od śmierci matki. Nawet gdy ojciec się nad nią znęcał, nigdy nie uroniła ani jednej łzy.
A jednak, w tym momencie chciało jej się płakać.
Kiedy zadzwoniła do wujka, po drugiej stronie nie było żadnej odpowiedzi.
Czy oni też mnie nienawidzą? Czy nikt w ogóle mnie nie lubi?
A co z mamusią? Jeśli umrę i mamusia mnie zobaczy, to czy ona też będzie mnie nienawidzić?
Usta Lilly, siniejące z zimna, zacisnęły się podczas tych rozmyślań.
Mamusiu... Nie będę płakać... Lilly jest grzeczną dziewczynką...
Nagle usłyszała głośny hałas.
Około siedmiu samochodów zajechało przed rezydencję Hatcherów, a mężczyzna ubrany w czarną, puchową kurtkę wysiadł z pierwszego z nich i otworzył bramę posesji!
Z powodu gwałtownej zamieci, śnieg już całkowicie pokrył drobną sylwetkę Lilly.
Gilbert z niepokojem rozglądał się wokół. Przez telefon Lilly powiedziała, że klęczy pod bramą!
Jego twarz zbladła, gdy zauważył małą kupkę śniegu przy bramie.
Podbiegł i odgarnął śnieg, a jego dłonie poczerwieniały z zimna. W końcu znalazł małą postać zakopaną pod białym puchem!
"Lilly?!"
Gilbert pośpiesznie wziął na ręce małą dziewczynkę, a w chwili, gdy zobaczył twarz Lilly, wiedział, że to ich Lilly – wyglądała dokładnie tak samo jak ich siostra, gdy była mała...
Dziecko ich najbardziej ukochanej i upragnionej siostry – Lilly!
Lilly poczuła się tak, jakby wpadła w ciepłe objęcia, a ta osoba nawet zdjęła swój płaszcz, aby ją w niego owinąć.
Zdrętwiała od zbyt długiego przebywania na mrozie, nadal czuła przenikliwe zimno do szpiku kości, co powodowało, że niekontrolowanie dygotała.
Lilly z trudem otworzyła oczy i w końcu zobaczyła mężczyznę przed sobą – przypominał trochę jej matkę, ale jednocześnie był inny.
Usta Lilly drgnęły, gdy słabo zapytała: "Czy ty jesteś... wujek... Nikogo nie popchnęłam... wujku..."
W tamtym momencie Lilly straciła przytomność i zaczęła majaczyć.
W porównaniu z Gilbertem, którego przepełniało silne wzburzenie, była jak zimny, pozbawiony emocji robot.
Gilbert był na skraju płaczu.
Małe dziecko w jego ramionach ubrane było jedynie w cienką piżamkę – zwykłe, bawełniane jesienne ubranko – bez żadnej warstwy izolującej od zimna.
Jej mała twarzyczka już dawno zsiniała z mrozu, a usta były popękane i pociemniałe.
Niczym zamarznięta rzeźba, jej drobna sylwetka nie mogła się poruszyć, co sprawiało, że Gilbert bał się, że złamie ją jednym dotknięciem.
"Lilly... Wujek tu jest, zabieram cię do domu."
Głos uwiązł mu w gardle. Nie potrafił sobie wyobrazić, jak Lilly zdołała przetrwać w takim stanie zupełnie sama.
Bał się wręcz pomyśleć, że mogłaby już nie żyć, gdyby przyjechali odrobinę później.
Gilbert ostrożnie przytrzymał Lilly, skupiając się wyłącznie na niej. Pędem wrócił do samochodu.
"Lilly, zostań ze mną." Głos Gilberta ochrypł, gdy ją ponaglał: "Nie zasypiaj... Lilly, czy możesz powiedzieć coś do wujka? Lilly..."
Lilly straciła już przytomność.
Hugh podbiegł, lekko się zataczając. Widząc rozrzucone ubrania Gilberta, zapytał z niepokojem: "Jak z nią?"
Gilbert wpadł już w panikę. "Szybko, musimy natychmiast jechać do szpitala!"
Serca rodziny Crawfordów łomotały, gdy od razu ruszyli w drogę do szpitala.
W międzyczasie, Stephen, który właśnie otrzymał wieści o ich przybyciu, pośpiesznie zszedł po schodach z mieszanką ekscytacji i radości wymalowaną na twarzy.
Gdy członkowie rodziny Crawfordów wpadli do rezydencji, zostali zatrzymani przez ochroniarza. Kiedy Anthony ujawnił swoje nazwisko, strażnik szybko poszedł poinformować o tym Stephena.
Stephen był zdumiony tą wiadomością i głowił się nad sposobem, jak by tu zawrzeć znajomość z Crawfordami.
Chociaż nie wiedział, dlaczego rodzina Crawfordów nagle pojawiła się w jego rezydencji, wiedział, że ma szansę, dopóki tutaj są.
Mimo wszystko jest jeszcze nadzieja dla rodziny Hatcherów!
Nagle Stephen o czymś sobie przypomniał i szybko odwrócił się do służącego, mówiąc: "Czy ta siewczyni kłopotów nadal leży na dziedzińcu? Natychmiast ją stamtąd zabierzcie!"
To utrapienie najpierw sprowadziło na swoją matkę śmierć, a teraz jej klątwa doprowadzi też moją firmę do bankructwa.
Stephen nie zamierzał pozwolić jej zrujnować tej okazji na spotkanie z rodziną Crawfordów.






