languageJęzyk

Rozdział 11 Widziałem mamę

Autor: Avelon Myst 4 kwi 2026

Grupa mężczyzn wpadła przez drzwi w chwili, gdy Paula i Richard dyskutowali o swoim kolejnym posunięciu.

"Ależ z pana szczęśliwy prezes, panie Hatcher! Kiedy spłaci pan osiemdziesiąt milionów dolarów długu, które jest nam pan winien?"

Okazało się, że ci ludzie byli z agencji windykacyjnej i otoczyli rodzinę Hatcherów.

"Co... Co się dzieje?!" - powiedziała Paula, łapiąc oddech.

Richard krzyknął: "Przestańcie! Czy wy wiecie, kim my jesteśmy? Rodzina Crawfordów z Clodston to nasi krewni!"

Niestety, samochody rodziny Crawfordów już dawno odjechały, pozostawiając Richarda bez wsparcia.

Dwa rzędy czarnych Maybachów wyglądały tak onieśmielająco, że gapie trzymali się z daleka.

Żałosna rodzina Hatcherów stanowiła dla nich ostry kontrast...

Potężnie zbudowani mężczyźni z agencji windykacyjnej zaśmiali się. "Och, to całkiem niezła reputacja. Twierdzicie, że jesteście krewnymi Crawfordów, ale czy oni w ogóle się wami przejmują?"

Twarz Richarda stała się jaskrawoczerwona!

Ludzie z agencji windykacyjnej byli samymi chuliganami. Jak miał zmusić ich do słuchania głosu rozsądku lub do zaprzestania bicia go tylko dlatego, że był słaby i stary?

Natychmiast dało się słyszeć głośny plask, gdy Richard i Paula otrzymali mocne ciosy w twarz i upadli na kolana!

Zastosowano wobec nich wszelką możliwą przemoc, łącznie z biciem pięściami i kopaniem. Po jakimś czasie Paula i Richard mieli opuchnięte twarze i posiniaczone nosy. Zawywali z bólu.

Wszystko się sypało. Niegdyś imponująca rodzina Hatcherów doznała załamania nerwowego po upokorzeniu na oczach wszystkich. W końcu willa została opróżniona, a wszystkie bagaże wyrzucone na zewnątrz.

Debbie, z twarzą zalaną krwią, również została wyrzucona. Cała rodzina była w żałosnym stanie!

Okoliczni mieszkańcy szeptali między sobą.

"Wiecie co? Ta mała dziewczynka Hatcherów jest wnuczką rodziny Crawfordów z Clodston!"

"Co?! Ta chuda mała dziewczynka? Ta, która straciła matkę w wieku dwóch lat?"

"O mój Boże! To musiało być bardzo trudne dla rodziny Hatcherów. Ja bym chyba oszalała na ich miejscu!"

"Zasłużyli na to, co ich spotkało! Kiedyś widziałem, jak to dziecko było karane staniem na zewnątrz w upale. Powiedziałem kilka słów i zostałem zrugany przez starą panią Hatcher."

"Hahaha! Czy ta stara kobieta nie powtarzała zawsze, że jej wnuczka jest przekleństwem rodziny? Pewnie teraz żałują swoich dawnych czynów!"

Niezależnie od tego, czy żal rodziny Hatcherów był szczery, czy też nie, gapie wyraźnie cieszyli się ich nieszczęściem z dystansu.

Naprawdę na to zasłużyli!

Stephen bez przerwy kaszlał, a w uszach mu dzwoniło, gdy wypluwał z ust krwawą pianę.

"Stephen, jak się masz?" - zawołała Debbie z troską.

Paula wyładowała na niej swój gniew, mówiąc: "Dlaczego płaczesz? Gdzie byłaś wcześniej? Dlaczego cię przed chwilą nie widziałam?"

"Widziałam Lilly przed chwilą, więc błagałam ją, by wybaczyła dziadkowi i babci, bo są starzy... ale odmówiła..." - szlochała Debbie.

Nienawiść Pauli wzrosła i obwiniła Lilly za całe upokorzenie, jakiego tego dnia doświadczyli.

Wychowywali tę podłą dziewuchę przez ponad trzy lata, prawda? Nie miała w sobie za grosz wdzięczności!

Była niewdzięcznym dzieckiem, zupełnie jak jej zmarła matka!

Ta wstrętna mała dziewczynka przeklęła własną matkę i spowodowała jej śmierć. Doprowadziła też do bankructwa jej syna i sprowadziła na nich ruinę. To wszystko jej wina!

Im więcej Paula o tym myślała, tym bardziej była wściekła. Chciała powiedzieć, że nie dbają o Lilly, ale teraz, kiedy jednak im na niej zależało, chciała ją zatrzymać i nigdy nie pozwolić jej odejść!

Paula nie miała gdzie dać upustu swoim żalom, więc mogła tylko przeklinać w myślach, życząc pecha każdemu z rodziny Crawfordów!

...

Anthony wystukał coś na ekranie w samochodzie i wysłał wiadomość o treści: "Pozbądź się rodziny Hatcherów."

"Zabić ich?" - nadeszła odpowiedź z drugiej strony.

Anthony uśmiechnął się drwiąco. "Zabić ich?"

Nie mógłby popełnić morderstwa, żeby rozprawić się z jakimiś śmieciami.

Nawet jeśli pragnął zemsty, rodzina Crawfordów musiała pozostać czysta.

"Niech doświadczą czegoś gorszego niż śmierć."

Lilly siedziała cicho w samochodzie, trzymając swojego pluszowego królika i papugę.

Hugh złagodził ton i starał się wyglądać przyjaźnie. "Lilly, jedźmy do domu!"

Gilbert dodał: "Nasz dom jest w Clodston. Później polecimy samolotem."

Lilly posłusznie kiwnęła głową i milczała. Urok, jaki w sobie miała, gdy przekonywała papugę, gdzieś zniknął.

Ale i tak było lepiej niż wcześniej.

Serce Hugh bolało. Posłuszeństwo Lilly sprawiało, że czuł się jeszcze gorzej.

Tylko dzieci, które dorastały w traumatycznym środowisku, byłyby tak ciche. Przez jak wiele musiała przejść Lilly, by stać się taką?

"Chodźmy... Jedźmy do domu" - wymamrotał Hugh.

Nagle Lilly zapytała: "Dziadku... Czy możemy zabrać do domu również prochy Mamusi?"

Hugh ze smutkiem skinął głową. "Dobrze. Wróćmy wszyscy razem do domu."

Lilly poczuła ulgę.

Rodzina Crawfordów wyczarterowała prywatny samolot. Lilly wyglądała przez okno na niebo, a chmury zdawały się lecieć razem z nią.

Wyciągnęła szyję, po czym odłożyła pluszowego królika i skrzyżowała ramiona, opierając je na oknie samolotu, wyglądając na zewnątrz.

"Lilly, na co patrzysz?" - zapytał Bryson z ciepłym uśmiechem.

"Wujku Brysonie, czy my jesteśmy teraz na niebie?" - zapytała Lilly, odwracając głowę.

Bryson skinął głową i odpowiedział: "Tak."

Nigdy wcześniej nie leciała samolotem...

Nagle Lilly zapytała: "Więc, czy Mamusia tu jest?"

Bryson i Gilbert, którzy siedzieli obok, zamarli i obaj wykrzyknęli: "Słucham?"

Lilly spuściła wzrok, spojrzała w milczeniu przez okno i powiedziała cicho: "Mówili, że Mamusia umarła i poszła do nieba... Więc czy później będziemy mogli zobaczyć Mamusię?"

Lilly patrzyła przez okno odwrócona tyłem do reszty, a łzy napływały jej do oczu.

Wiedziała, że opowiadana jej historia, jakoby każdy kto umarł trafiał do nieba, to kłamstwo wciskane dzieciom.

Mamusi nie byłoby tu na niebie...

Ale nie mogła powstrzymać uczucia ekscytacji. Naprawdę chciała zobaczyć tu swoją matkę...

Nagle oczy Hugh wypełniły się łzami.

Pozostali bracia również milczeli, ich głowy były odwrócone, by patrzeć na zewnątrz, a pięści mocno zaciśnięte.

Gilbert wziął Lilly w ramiona i wyszeptał czule: "Lilly, czas spać. Będziesz mogła zobaczyć swoją matkę w snach, kiedy zaśniesz..."

Lilly mruknęła na znak zgody, a łzy cicho spływały po jej policzkach, gdy wtulała się w objęcia Gilberta.

Wujek Gilbert też kłamie.

Zasypiała niezliczoną ilość razy, ale ani razu nie śniła o matce.

Sama nie wiedząc kiedy, Lilly zasnęła. Z czerwonej nici oplatającej jej nadgarstek emanował delikatny blask, ledwo zauważalny, chyba że ktoś zwróciłby na to szczególną uwagę.

W swoim śnie Lilly poczuła ciepło otulające jej ciało, jakby wygrzewała się na słońcu. Czuła się niesamowicie lekko, prawie tak, jakby mogła szybować w powietrzu...

Otoczona puszystymi, białymi chmurami przypominającymi watę cukrową, Lilly ostrożnie wyciągnęła rękę, uszczknęła mały kawałek i włożyła go do ust. Jej oczy zabłysły z zachwytu.

Był też słodki!

Łagodny, znajomy głos zawołał z tyłu: "Lilly..."

Oczy Lilly rozszerzyły się, a gdy się odwróciła, zobaczyła swoją matkę stojącą niedaleko. Jej matka wpatrywała się w nią załzawionymi oczami.

"Mamusiu!"

Lilly podbiegła i została mocno przytulona przez matkę.

Jean czule pogłaskała jej małą główkę i wyszeptała: "Od teraz, Lilly, Dziadek i wszyscy twoi wujkowie będą twoją rodziną. Musisz żyć szczęśliwie, dobrze?"

Łzy spływały po policzkach Lilly, gdy posłusznie odpowiedziała: "Tak, Mamusiu. Będę."

Jean kontynuowała: "Babcia też jest słabego zdrowia. Czy pomożesz mi opiekować się Babcią?"

Lilly energicznie skinęła głową, z trudem powstrzymując łzy.

Pogm. Z pewnością zaopiekuję się Babcią.

Jean uśmiechnęła się. Miała powiedzieć coś więcej, ale jej sylwetka zaczęła słabo świecić i zanikać.

"Kocham cię, Lilly. Zawsze będę cię kochać!"

Lilly wołała przez sen swoją matkę, z twarzą zalaną łzami...

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 11: Rozdział 11 Widziałem mamę - Porzucona na śniegu: Rozpieszczana przez moich ośmiu wujków miliarderów | StoriesNook