languageJęzyk

Rozdział 2 Piętnaście lat później

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Keir

Minęło piętnaście lat od chwili, gdy straciłem niemal wszystko, co ceniłem w życiu, ale mijające lata nie przyniosły ukojenia. Jedynym powodem, dla którego wciąż oddycham, jest całkowicie samica, na którą właśnie patrzę.

To dla niej każdego ranka wstaję z łóżka; to dla niej każdego dnia przechodzę przez tę samą rutynę, dziękując Bogini każdego dnia za to, że zapewnia jej bezpieczeństwo.

Odkąd Lakota skończyła piętnaście lat, wymykamy się nocą z Domu Watahy – robimy to przynajmniej raz w tygodniu. Nasz Alfa to nadęty palant, jak mawia Lakota; wydaje mu się, że wie, jak zarządzać Watahą, co działa na naszą korzyść.

Nikt nigdy nie odkrył, że jesteśmy Likanami ani że wywodzimy się z linii krwi Alfa. Są zbyt głupi, by to zauważyć, a nasz Alfa nie trenuje swoich członków w odpowiedni sposób. Za kilka tygodni Lakota skończy osiemnaście lat i to będzie dzień, w którym opuścimy tę Watahę, by wyruszyć na poszukiwanie nowego domu.

Moje myśli uciekają ku Watasze, w której się urodziłem, Watasze, która już nie istnieje, a ja nie czuję niczego na to wspomnienie. Mój Ojciec był Wilkołakiem, a Matka Likanicą, jednak z racji jej niskiej rangi Likanicy, wydała na świat Wilkołaki. Mój Ojciec nie należał do miłośników Likanów, a cała nasza Wataha doskonale zdawała sobie z tego sprawę.

Był niezwykle rozczarowany, gdy odkrył, że jego przeznaczoną Partnerką jest Likanica, i to w dodatku Likanica niskiej rangi. Przed nikim nie krył swojego rozgoryczenia. Jedynym momentem, w którym był zadowolony z Partnerki, był dzień, w którym urodziła mu dziedzica Watahy, choć nawet to nie potoczyło się tak, jak oczekiwał.

Szkolenie mojego Brata na Alfę rozpoczęło się, gdy ten skończył szesnaście lat. Od tamtego dnia byłem ignorowany jeszcze bardziej, choć ani trochę mnie to nie obchodziło. Czerpałem radość z treningów z Wojownikami i byłem w tym naprawdę dobry. Trzy miesiące po tym, jak mój Brat skończył szesnaście lat, ja skończyłem trzynaście i przeszedłem swoją pierwszą przemianę.

Tamtego dnia na śmierć przeraziłem swoją Matkę, ponieważ okazało się, że jestem Likanem, do tego w czarnym futrze – coś, co mojemu Bratu w ogóle by się nie spodobało. Matka ostrzegła mnie, abym nikomu nie pokazywał, że jestem Likanem. Doskonale rozumiałem powód: nieraz byłem świadkiem, jak członkowie Watahy obgadywali swoją Lunę, ponieważ była Likanicą.

Zarówno mój Ojciec, jak i Brat ignorowali sposób, w jaki Wataha ją traktowała, a to był jeden z głównych powodów, dla których nie obchodziło mnie, że Ojciec ignorował mnie. Echo miał trudności z wycofaniem się za każdym razem, gdy słyszeliśmy, jak członkowie Watahy rozmawiają o naszej Matce, ale obaj wiedzieliśmy, że nie przyniosłoby nam to niczego dobrego.

Moja Matka była podekscytowana w dniu osiemnastych urodzin mojego Brata, ale oboje wiedzieliśmy, że Ojciec rozczaruje się nim i jego Wilkiem. Gdy tylko Brat przybrał postać Wilka, Ojciec odszedł, zdegustowany; Wilk mojego Brata był ciemnobrązowy zamiast czarnego, jakiego oczekiwał Ojciec, wszak chodziło o przyszłego Alfę.

Ojciec zaczął włączać mnie w trening dla Alf, przez co mój Brat zapałał do mnie nienawiścią, chwytając się każdej okazji, by mnie poniżyć. Próbowałem z nim o tym porozmawiać, ale nie chciał słuchać tego, co miałem do powiedzenia. Po pewnym czasie przestałem próbować cokolwiek mu wyjaśniać.

Aż do moich osiemnastych urodzin nie miałem pojęcia, co zrobię. Czy przybiorę postać Wilka i pokażę wszystkim, że jestem Likanem Alfa, czy udam, że jestem pozbawiony Wilka? Nie miałem pojęcia, i dopiero budząc się w dniu osiemnastych urodzin, Echo i ja podjęliśmy decyzję o powstrzymaniu przemiany, z nadzieją, że Ojciec wróci do ignorowania mnie.

Sprawy przybrały nieco inny obrót, niż sobie wymarzyłem, i to właśnie to wydarzenie zmusiło mnie, by raz na zawsze opuścić dom. Ojciec faktycznie znów zaczął mnie ignorować, ale dało to również mojemu Bratu wymówkę, by rzucać we mnie obelgami, do czego wkrótce dołączyła większość członków Watahy.

Jedynymi, których nie obchodziło to, że jestem Bez Wilka, były Omegi i Wojownicy; Omegi nie dbały o to, bo wiedziały, jak zawistna potrafi być nasza Wataha, a Wojownicy – bo wiedzieli, jakim jestem wojownikiem.

Matka zaczęła dołączać do Ojca i Brata w ignorowaniu mnie, co bolało bardziej niż obelgi ze strony Brata i członków Watahy. Wracałem właśnie z nocnego patrolu, nieco później niż zwykle przez garstkę Banitów, gdy usłyszałem głos Matki dobiegający z salonu.

"Kochanie, masz rację. Keir jako samiec Bez Wilka jest dla naszej Watahy ciężarem, i nigdy w żaden sposób nie przyczyni się do jej rozwoju." – zachichotała, a następnie dodała – "Jeśli myśli, że kiedykolwiek znajdzie Partnerkę, to się grubo zdziwi. Ten idiota Bez Wilka jedynie się oszukuje."

Słysząc jej śmiech, wtórujący Ojcu i Bratu, wszedłem do salonu. "Ja, Keir, Syn Alfy Matta i Luny Lindy, niniejszym zrywam więzi z Watahą Żółtego Kamienia." – warknąłem, przyjmując formę Echa i zbliżając się do Matki. "Mam nadzieję, że reszta twojego życia w tej Watasze będzie piekłem na ziemi." – warknął Echo.

W swojej likanicznej formie wszedłem po schodach na piętro Alf i przybrałem ludzką postać tuż przed moją sypialnią. Spakowałem do plecaka trochę ubrań oraz kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Przed moim pokojem czekała Omega; wręczyła mi torbę pełną jedzenia i przekąsek, a następnie pochyliła głowę i odeszła, zostawiając mnie samego.

Kiedy wychodziłem z Domu Watahy, wszyscy w salonie nadal tkwili w szoku. To był ostatni raz, gdy widziałem Watahę, w której się urodziłem. Wiem, że Wataha Żółtego Kamienia już nie istnieje; Rada zajęła się nią, kiedy Armand znalazł dowody na to, że mój Brat stał za rzezią Watahy Kryształowej Krwi.

Dowiedział się, że jestem Alfą Watahy większej od jego własnej i mającej lepszych Wojowników. Zazdrościł mi faktu, że mam Partnerkę i jestem szczęśliwy, podczas gdy jego własna Partnerka go odrzuciła za to, jakim był nadętym palantem. Tyle straconych żyć przez zazdrosnego Alfę.

Mój Ojciec został stracony za zabicie Matki; zabił ją, bo wiedziała, że jestem Likanem Alfa i ukrywała to przed nim. Lecz nawet to mnie nie poruszyło. Zamknąłem rozdział mojej rodowej Watahy i rodziny w dniu, w którym z niej odszedłem. Nie żałuję tego, co wtedy zrobiłem, i jestem wdzięczny za czas, który otrzymałem z moją Partnerką.

"Tato, przestań rozdrapywać przeszłość. Nic nie mogłeś zrobić, a liczy się to, co zrobiłeś." – głos Lakoty wyrywa mnie ze wspomnień i wiem, że ma rację. Kiedy przemieniła się po raz pierwszy, opowiedziałem jej całą historię mojego życia, od dnia moich narodzin aż po dzień, w którym wylądowałem w Watasze Srebrnego Cienia.

Lakota od dziesiątego roku życia wie, że Wataha Srebrnego Cienia to nie jest jej rodzinna Wataha; skontaktował się ze mną członek Rady, Armas, i zostałem zmuszony wyznać jej prawdę. Nie była do końca zaskoczona, ale zdumiała mnie, pytając, czy kiedykolwiek chciałbym tam wrócić.

Myślałem o tym przez dłuższą chwilę. Kiedy powiedziałem jej, że to miejsce wiąże się dla mnie z wieloma smutnymi wspomnieniami, kazała mi je sprzedać. To nie był jej dom; nie pamiętała go, a jeśli był dla mnie zbyt bolesny, dlaczego miałbym chcieć go zatrzymać? Jedyną prośbą, jaką miała Lakota, było zachowanie nazwy naszej Watahy; nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego tak jej na tym zależało.

Rada przystała na jej prośbę o zachowanie nazwy Watahy, a w dniu, w którym opuścimy Watahę Srebrnego Cienia, będziemy mieli wystarczająco dużo pieniędzy, by zacząć wszystko od nowa. Nie mamy żadnego konkretnego planu, ale zobaczymy, gdzie wylądujemy i co będzie nam potrzebne do nowego startu.

Wracamy do Domu Watahy w milczeniu – robimy to na wypadek, gdybyśmy kogoś spotkali. Nikogo nie dziwi widok mojej osoby spacerującej w nocy; robię to od momentu, gdy osiedliśmy w Watasze Srebrnego Cienia, co było z mojej strony celowym działaniem.

Dawało mi to swobodę chodzenia tam, gdzie potrzebowałem, by móc przemienić się w Echa. Ale Lakocie nie wolno wychodzić po zmroku, i dopóki wszyscy myślą, że jestem sam, nikt nie zorientuje się, że Lakota chowa się na drzewie.

"Witaj, Gammo." – słyszę głos naszego przyszłego Alfy, spoglądam na niego, udając, że jestem głęboko zamyślony.

"Wybacz, ja..." – zaczynam, ale on przerywa mi, mówiąc, że nie muszę się tłumaczyć.

"Ojciec mówił, że robisz to każdej nocy i uważa, że ma to związek z twoją przeszłością. Nie zatrzymuję cię, Gammo." – rzuca, a brzmi nawet gorzej niż jego Ojciec. Kręcę głową, odprowadzając go wzrokiem; kieruje się w stronę Domu Watahy, a ja uświadamiam sobie, że dla Lakoty to może okazać się problematyczne.

"Jestem na naszym piętrze, Tato." – odzywa się przez naszą więź telepatyczną, a ja uśmiecham się, idąc śladem naszego przyszłego Alfy.

Za dwie godziny skończy osiemnaście lat i będzie mógł odnaleźć swoją Partnerkę; jego Ojciec wydaje się sądzić, że połączy się z Córką naszego Bety. Miałoby to sens zważywszy na fakt, że są ze sobą już od niemal roku, i część mnie ma nadzieję, że tak właśnie się stanie.

Nie obchodzi mnie, kim jest jego Partnerka, dopóki nie jest nią Lakota. To bardzo skomplikowałoby sytuację jej i jej Likana, ponieważ ogłosił już wszem wobec, że odrzuci Partnerkę, jeśli okaże się ona Likanicą lub samicą Bez Wilka.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 Piętnaście lat później - Powstanie Odrzuconego Likana | StoriesNook