Lakota
Zdejmuję mapę ze stołu, by ponownie ją przestudiować, a mój palec wędruje po trasie, którą zamierzamy obrać, rejestrując każdą nazwę Stada, które miniemy po drodze.
Zaznaczam kilka miejsc, w których będziemy mogli odpocząć na noc, i zawsze wybieram dwa punkty oddalone od siebie o około godzinę drogi, na wypadek gdybyśmy poruszali się wolniej lub szybciej, niż zakładamy. Naszym pierwszym przystankiem będzie jutro małe miasteczko znane z tego, że zamieszkują je samotne Wilki; a tego nie widuje się zbyt często.
Wszyscy oni z tego czy innego powodu opuścili swoje Stado, ale nie chcieli szukać kolejnego do życia i teraz egzystują tam w spokoju. Mieszka tam nawet członek Rady, i właśnie tam odbierzemy część z naszych pieniędzy, tak dla pewności, by mieć trochę gotówki przy sobie, gdyby zaszła taka potrzeba.
Resztę tego, czego potrzebujemy, zamówimy za pośrednictwem Rady, a Armas zajmie się płatnościami, tak jak to robił, odkąd się tu osiedliliśmy.
Tata wpłacał na to konto każdego zaoszczędzonego centa i w połączeniu z pieniędzmi ze sprzedaży terytorium naszego Stada wystarczy nam tego, by robić to, co nam się żywnie podoba.
Lance ma wszystkie swoje oszczędności w gotówce, podobnie jak ja; nie żebyśmy mieli tego jakoś dużo, ale na razie nam to wystarczy, a po kolacji na zmianę ucinamy sobie drzemki, zanim wyruszymy w drogę.
Keir
Doktorek zjawił się tuż po tym, jak Lakota poszła spać, co pozwoliło mi użyć jej stanu jako wymówki. Wszystko, co miał, przyniósł w małej torbie i powiedział, że ma nadzieję, iż będę wiedział, co z tym zrobić.
"Nie martw się; jeśli Alfa Geofry nie wie, że te rzeczy były w szpitalu, nie odczuje ich braku." – zapewniam go.
Doktorek wciąż nie zdaje sobie sprawy, że Lance jest po naszej stronie, bo Lance postanowił pełnić wartę pod drzwiami, dlatego też Doktorek każe mi dać znać, jeśli będziemy potrzebowali pomocy w wydostaniu się z Domu Stada.
Mówię mu, że damy sobie radę, i wyprowadzam go za drzwi; patrzę, dopóki nie słyszę, jak otwierają się i zamykają drzwi wejściowe.
"Co ci chodzi po głowie, Keir?" – pyta Lance, gdy siadam na kanapie, i wiem, że po wyrazie mojej twarzy poznaje, iż coś mnie dręczy.
Wpadająca do salonu Lakota nie pozwala mi odpowiedzieć Lance'owi, a zanim zdążę ją zapytać, o co chodzi, nakazuje mi gestem zachować ciszę.
"Musimy sprawdzić torbę; może mieć podsłuch." – rzuca, a Lance i ja spoglądamy po sobie, po czym chwytam torbę i zaczynam wszystko z niej wyciągać.
Przejrzenie całej torby zajmuje mi około dziesięciu minut, aż w końcu znajduję pluskwę wszytą w jej wewnętrzną kieszeń.
"Nic takiego, Lance. Myślę, że to po prostu obawa o Lakotę i to, jak będzie się czuła, widząc Jace'a i Jane każdego dnia." – odpowiadam, a przez więź umysłu pytam Lakotę, jak na to wpadła.
"Powiedział, że każdy z pracowników otrzymał rozkaz od Alfy, żeby nigdy więcej o tym nie mówić. Jeśli to prawda, to jak w ogóle zdołał nam o tym powiedzieć?" – odpisuje.
"Keir, nie martw się o Lakotę. Jest silną samicą, a Bogini ześle jej Partnera drugiej szansy; jestem tego pewien." – odpowiada Lance, puszczając oko do Lakoty, która z kolei wystawia mu język.
Myślę o tym przez chwilę, ale nie znajduję innego wyjaśnienia niż to, że Alfa Geofry wycofał swój rozkaz nałożony na Doktorka.
Potrzebował kogoś, z kim mógłby o tym porozmawiać, kogoś, kto byłby w stanie odpowiedzieć na każde pytanie, jakie po drodze mogłoby mu się nasunąć, a gdyby każdy wtajemniczony podlegał rozkazowi Alfy, który zakazywał mu o tym mówić, byłoby to niemożliwe.
Wkładam wszystko z powrotem, a chwilę przedtem wyciągam z torby pluskwę.
"Jak upewnimy się, że nie będzie niczego podejrzewał?" – pyta Lance, a ja już wpadam na to, gdzie ukryć tę torbę, by Doktorek myślał, że wciąż jesteśmy na terenach Stada.
"Dobra, lepiej miejmy pewność, że nikt tego w naszym pokoju nie znajdzie. Zostawię to w bezpiecznym miejscu niedaleko granicy i zaraz wracam, Lakoto." – oznajmiam po wyjęciu wszystkiego z torby i wrzuceniu do niej pluskwy z powrotem.
Przechodzę obok szpitala w stronę granicy i pozwalam Echowi wypatrywać Doktorka; samiec nie rozczarowuje, bo śledzi mnie aż do dziuplastego drzewa. Kucam i chwytam uchwyt torby w prawą dłoń; sięgam w głąb pnia, żeby zaczepić go o tkwiący tam gwóźdź.
Opuszczając rękę, wsadzam głowę do środka, by sprawdzić, czy torba jest na swoim miejscu; wiem, że Doktorek bacznie śledzi każdy mój ruch, a Echo chichocze, gdy zastanawiamy się, jaką minę zrobi, kiedy zorientuje się, że zapadliśmy się pod ziemię.
O drugiej w nocy Lance informuje nas, że w całym Stadzie zgasły światła i że czas ruszać w drogę.
Korzystamy z klatki schodowej dla Omeg, aby zejść na dół, i wychodzimy bocznymi drzwiami Domu Stada, pozostając niewidocznymi dla każdego, kto mógłby nas obserwować.
Moja córka znika z pola widzenia, i nawet ja muszę czasami wytężać słuch, by odgadnąć, gdzie dokładnie się znajduje; stwierdziła, że tak będzie lepiej, jeśli nikt jej nie zobaczy.
Na wypadek, gdybyśmy natknęli się na kogoś, kto doniósłby Alfie; przynajmniej w ten sposób nikt nie wiedziałby na pewno, kiedy opuściliśmy terytorium, a to działałoby na naszą korzyść.
Jeden z moich najbardziej lojalnych Wojowników czeka przy granicy, a obok niego stoi Omega, która mi pomagała; przynajmniej teraz rozumiem, dlaczego była tak uczynna.
"Gammo Keir, życzę tobie i Lakocie całego szczęścia tego świata." – mówi, wręczając mi torbę z prowiantem, a na jej twarzy maluje się zaskoczenie, gdy podaję ją Lance'owi.
Dziękuję im obojgu za wsparcie i rzucam, że być może pewnego dnia nasze ścieżki znów się splotą.






