Keir
Lakota wyłania się zza drzewa po drugiej stronie granicy, a Lance jedynie kręci głową, podchodząc do niej; oboje machają na pożegnanie dwóm Wilkom stojącym obok mnie.
Zanim wschodzi słońce, jesteśmy już w pobliżu małego miasteczka o nazwie Castaway; kręci się tam kilka Wilków i Likanów, ale nikt nie zwraca na nas uwagi, więc szybko znajdujemy dom należący do członka Rady, Armasa.
"Keir, dobrze cię znów widzieć. Zakładam, że to twoja córka, Lakota." – odzywa się, uśmiechając się do niej, a Lakota robi krok do przodu, by uścisnąć mu dłoń.
"Witaj, Członku Rady Armasie. Bardzo miło mi cię poznać; wolałabym tylko, żeby okoliczności były nieco lepsze. To jest Lance i idzie z nami; jego Przeznaczona go odrzuciła, by móc zostać wybraną Partnerką mojego Przeznaczonego." – mówi.
Armas prosi, byśmy weszli do środka na śniadanie, i wszyscy z wdzięcznością przyjmujemy zaproszenie; każdemu z nas przyda się trochę odpoczynku, zanim znów wyruszymy w drogę.
Podczas śniadania opowiadam mu o wszystkim, co się wydarzyło, i widzę, że ma problemy z zapanowaniem nad swoim Likanem; nic w tym dziwnego, skoro to, co właśnie mu wyjawiłem, jest wbrew Prawu.
"Nie jesteśmy pewni, czy to, co dał nam Doktorek, jest prawdziwe, ale domyślam się, że jesteś w stanie to zweryfikować. Zakładamy też, że przyszły Beta i przyszły Gamma mają to samo w planach dla swoich Przeznaczonych, choć przypuszczam, że po moim zniknięciu będą sami strzec tych samic." – stwierdza Lakota, a my wszyscy wiemy, że prawdopodobnie ma rację.
"Rada to zbada, a od teraz będziemy mieć na nich oko; jeśli jeszcze raz spróbują zrobić to innej samicy, podejmiemy odpowiednie kroki. Jeśli okaże się, że Jace nie jest synem Luny, możemy mieć dla nich kolejną niespodziankę, co tyczy się również przyszłego Bety." – oznajmia Armas.
Zostawiliśmy nasze telefony w pokoju Lakoty, więc cieszę się, że mam nowy; od teraz oznacza on odrobinę więcej wolności.
Lance wpatruje się w swój nowy telefon, a ja tłumaczę mu, że to mój sposób na podziękowanie. Lakota prosi Armasa, by zapisał swój numer w jej telefonie na wypadek, gdyby kiedykolwiek go potrzebowała, a ten wpisuje go nie tylko do jej urządzenia, ale także do mojego i Lance'a.
Gdy mamy już wszystko, o co prosiłem Armasa, żegnamy się. Czuję się teraz trochę lepiej, wiedząc, że Rada będzie miała Alfę Geofry'ego na oku.
Przechodzimy prosto przez małe miasteczko, ponieważ wiemy, że nikt z mieszkańców, nawet jeśli ktoś ich kiedyś o to zapyta, nie piśnie ani słowa, że nas widział.
Tuż przed tym, jak miasteczko znika z pola widzenia, Lakota odwraca się, by spojrzeć na nie po raz ostatni.
"Dobrze wiedzieć, że istnieje chociaż jedno miejsce, do którego można się udać, jeśli się nigdzie indziej nie pasuje." – mruczy pod nosem, zanim z powrotem odwraca się do niego plecami.
Idziemy przez kilka godzin, zanim siadamy, by zjeść lunch, a ja uśmiecham się, widząc w torbie kilka zdjęć.
Zdjęcie Lakoty trenującej z Lance'em, zdjęcie Lakoty i Lance'a szkolących Szczenięta, zdjęcie ze sparingu mojego i Lakoty i kilka innych w tym samym stylu.
Puszczam je w obieg podczas jedzenia i dostrzegam uśmiech na twarzy Lakoty, gdy spogląda na fotografię, na której we dwójkę przyglądamy się trenującym Szczeniętom.
"Kiedy już się ustatkujemy, chcę powiesić je na ścianach; nasze dowództwo mogło być do bani, ale nasze życie z pewnością nie." – mówi Lakota, pokazując Lance'owi wspólne zdjęcie naszej trójki, a on odpowiada jej, że to będzie dla nas przypomnienie, iż to my trzymamy klucz do własnej przyszłości.
Po spakowaniu wszystkiego ruszamy w dalszą drogę; w ogóle nam się nie spieszy, poświęcamy więc czas na podziwianie krajobrazów, snując przypuszczenia na temat naszej przyszłości.
Jedyne, co do czego jesteśmy zgodni, to to, że chcemy żyć w pokoju, a czy będzie to z Partnerem drugiej szansy, czy nie, nie ma większego znaczenia.
Zostały jeszcze trzy dni, zanim Alfa Geofry wróci do Stada Srebrnego Cienia, więc to minimalna ilość czasu, jaka musi dzielić nas od nich. Już wcześniej podjęliśmy decyzję, że wieczorami będziemy biec w postaci Likana i Wilka, a noce przesypiać, z kolei w ciągu dnia będziemy po prostu maszerować.
W końcu spodziewają się, że Lakota jest słaba i niezdolna do biegu czy choćby do przemiany, lecz czeka ich niemała niespodzianka, jeśli nasze ścieżki jeszcze kiedyś się przetną. Ze względu na Lance'a nie pędzimy na pełnej prędkości, ale i tak nie ma takiej potrzeby, a Echo cieszy się, że może biegać ze swoim Szczenięciem.
"Keir, zbliża się północ. Myślę, że powinniśmy znaleźć jakieś miejsce na nocleg." – odzywa się Lance przez więź umysłu, co uświadamia mi, że musimy porozmawiać o utracie tego połączenia, gdy zerwiemy więź ze Stadem.






