languageJęzyk

Rozdział 4 Odlot

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Lakota

"Alfo, sam zaopiekuję się Córką. Patrole na dzisiaj są zorganizowane, dopilnuję, by wszystko działało sprawnie, podczas gdy ja zajmę się Lakotą; nie sądzę, aby przebywanie teraz w pobliżu Jace'a wyjdzie jej na dobre." – oznajmia tata, po czym słyszę, jak Doktor pyta go, o czym właściwie mówi.

"Doktorku, to Jace ją odrzucił." – kwituje ojciec, nim nasz Alfa zdąży nakazać mu milczenie (nie to, żeby w przypadku taty by to zadziałało).

Zanim opuszczają piętro Gammy, Doktor otrzymuje od Alfy zakaz rozmawiania o tym, co właśnie usłyszał, po czym zostajemy tylko we dwoje z tatą.

Każdy samiec i każda samica wiedzą, że tylko przeznaczony ci Partner może obdarzyć cię silnymi potomkami, szczególnie jeśli jesteś wysoko postawionym Wilkiem bądź Likanem, i nie zmienia tego fakt, że wcześniej go, lub ją, odrzuciłeś. Oboje z Lotus jesteśmy tym całkowicie oburzone, a ja już wiem, że w ciągu najbliższych kilku dni stąd znikniemy.

"Tato, jak długo Alfy tu nie będzie?" – pytam. Kiedy odpowiada, że pięć dni, uśmiecham się do niego. Opowiadam mu o tym, co podsłuchałam; on jest tak samo zaskoczony jak ja faktem, że Jace wcale nie jest Synem naszej Luny, z drugiej jednak strony – faktycznie nie jest podobny do swojego rodzeństwa. Wreszcie niektóre rzeczy nabierają większego sensu, i już wiem, że na pewno tu nie zostanę.

Nie pozwolę, by zrobiono ze mnie maszynę rozpłodową dla Jace'a, a część mnie nawet ma cichą nadzieję, że Jane nie będzie potrafiła dać mu męskiego Szczenięcia; parę małych samiczek byłoby odpowiednią karą dla nich obojga. Tata wyciąga z tyłu mojej garderoby dwa plecaki i każde z nas zabiera się za pakowanie własnych rzeczy.

Wyciągamy mapę, którą ojciec wydrukował kilka miesięcy temu. Znaczniki na niej wskazują Watahy, i to w trzech różnych kolorach. Czerwony to Watahy, których musimy unikać, pomarańczowy – te mogące sprawiać kłopoty, natomiast zielony to Watahy, o których tata wie, że na ich pomoc w drodze możemy w razie czego liczyć.

Wytyczamy naszą przyszłą trasę; na mapie widnieje jedno terytorium omijane przez wszystkich – kiedyś należało do Watahy, która powoli wymarła, a miało to ścisły związek z wybranymi, a nie przeznaczonymi sobie Partnerami. Zupełnie jak w naszej Watasze, ich Alfowie zawsze pobierali się z wyboru, nie zdając sobie sprawy, że tym samym osłabiają swoje stado, co w ostatecznym rozrachunku doprowadziło ich Watahę do całkowitego upadku.

Tato ma nadzieję, że odnajdziemy to terytorium i zamieszkamy tam w spokoju, tylko we dwójkę. Mam dość tego świata; najpierw mój Wuj wysłał Banitów, by zniszczyli Watahę moich rodziców, a teraz zostałam odrzucona przez to, że jestem Bez Wilka. Gdyby nasz Alfa lepiej szkolił swoich poddanych, wiedziałby, że zarówno ja, jak i tata, jesteśmy Likanami.

Nienawidzę świata, w którym zmuszona jestem żyć; nigdy o to nie prosiłam. Jeśli już nigdy więcej nie zobaczę na oczy żadnego Wilka czy Likana, umrę jako szczęśliwa samica. Dlaczego tak ciężko pozwolić innym żyć tak, jak chcą? Dlaczego te wyżej postawione Wilki i Likany czują ciągłą potrzebę wywyższania się ponad niższe rangi?

Wiem, że nigdy nie poznam odpowiedzi na większość dręczących mnie pytań, dlatego też tata i ja podjęliśmy decyzję, by rozpłynąć się w powietrzu. Po drodze ogołocimy do zera konto, które utworzył dla nas członek Rady, Armas, i będziemy w stanie przeżyć nasze życia na naszych własnych warunkach, a nie tak, jak widzieliby to wszyscy inni.

Tata wstaje bladym świtem, by mieć pewność, że straże na patrolach brzegowych otrzymały odpowiednie rozkazy i żeby pożegnać osobiście rodzinę naszego Alfy. Gdy tylko wyjadą, ojciec poinformuje zaufanych nam ludzi, że Jace mnie odrzucił i wyjaśni im prawdziwy powód, dla którego siedzę teraz zamknięta w pokoju z rozkazu Alfy.

Jeden z Wojowników przydzielonych do strzeżenia piętra Gammy połączył się wcześniej z tatą; gdy tata spytał, dlaczego musi stać na straży, usłyszał w odpowiedzi, że nasz Alfa boi się, iż mogłabym targnąć się na swoje życie. Okazało się, że Alfa wmówił im, że zostałam odrzucona wtedy, gdy rzekomo opuściłam terytorium Watahy, ale ten Wojownik wcale mu nie uwierzył.

Nigdy nie opuszczam terytorium bez wcześniejszego poinformowania o tym taty i co najmniej dwóch Wojowników, do których żywi on zaufanie, o czym każdy z nich doskonale wie. Tato odzywa się do mnie przez więź, informując, że wkrótce dołączy do mnie na naszym piętrze Lance. Momentalnie rozlega się pukanie, po czym klamka opada.

Lance wchodzi do naszego salonu z obojętną twarzą i od razu wiem, że przydarzyło mu się coś złego. Nie trzeba być geniuszem, żeby odgadnąć powód – zostal odrzucony przez Jane.

"Tato, czy ufasz Lance'owi na tyle, byśmy mogli zabrać go ze sobą? Sądzę, że to on był przeznaczonym Partnerem Jane." – przekazuję tacie przez naszą więź.

Keir

Byłem tam w dniu, w którym Jane odrzuciła Lance'a dla Jace'a; skończyła osiemnaście lat dwa dni przed nim, i tego dnia specjalnie próbowała na niego wpaść. Jace był przy tym, gdy Lance zrozumiał, że jego Partnerka przez cały ten czas okłamywała całą Watahę; mimo to przyjął odrzucenie bez cienia wahania.

Jace podniósł Jane i zabrał ją ze sobą, zostawiając wijącego się z bólu Lance'a na ziemi. Nie wiedzieli jednak, że byłem tam, by się nim zaopiekować. Sądzę, że to również główny powód, dla którego Lance nie uwierzył w bajki naszego Alfy i za pomocą więzi uprzedził mnie, że przydzielono pod drzwi Lakoty straże.

Wojownicy, którym z własnym życiem bym zaufał, mają pełną świadomość, co zaszło między Lakotą a Jacem; każdy z nich warknął złowrogo, gdy zdradziłem im prawdę, i każdy zadeklarował swoją pomoc w wydostaniu nas jutrzejszej nocy z terytorium. Jeden z nich zgłosił się nawet na ochotnika do przekazywania Alfie fałszywych, codziennych raportów dotyczących stanu Lakoty.

Nie zostawię jednak Watahy bez obrony, jako że moi Wojownicy są wyszkoleni nieporównywalnie lepiej, niż by sobie tego Alfa kiedykolwiek życzył, o czym on sam nie dowie się pewnie jeszcze długo, o ile w ogóle kiedykolwiek się dowie.

Po wygłoszeniu im dalszych poleceń ruszyłem z powrotem w kierunku Domu Watahy, by pożegnać rodzinę Alfy i Bety wyjeżdżających na spotkanie z Alfą George'em.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki