Jazzy
– Przepraszam, to zabrzmiało źle. Pozwolisz mi to wyjaśnić? – pytam Tychona, i przez moment boję się, że odrzuci mnie na miejscu.
Nie jestem pewna dlaczego, ale po prostu kiwa głową i kieruje się do schodów, a ja podążam za nim do jadalni z ołowiem w butach.
Wiem, że nie zrobiłam nic złego, ale rozumiem też, że moje słowa zabrzmiały niewłaściwie, a Tychon niestety nie miał pojęcia, co skłon






