Ci tak zwani „dręczyciele” w tamtym miejscu byli niczym więcej jak pionkami – zwykłymi marionetkami sterowanymi przez Shane'a.
W sali szpitalnej panowała ciężka cisza. Dickson siedział z lekko otwartymi ustami i wpatrywał się w Sierrę. Nie śmiał zapytać, przez co wtedy przeszła, ani nie miał odwagi dociekać, czy Daphne cierpiała w ten sam sposób.
Przed salą stał w bezruchu Jonathan; jego dłoń spoc






