languageJęzyk

3. My Mates

Autor: Avelina Moreau 12 mar 2026

RAVEN

Następnego dnia poszłam pobiegać, po czym wzięłam prysznic i ubrałam się w czarne rozszerzane spodnie, czarny top z wysokim kołnierzem, i nałożyłam mój charakterystyczny, dramatyczny eyeliner z odrobiną fioletowej szminki.

Otworzywszy okno, wspięłam się na zewnątrz, nie chcąc kolejnego spotkania z rodzicami.

Idąc w stronę domu watahy z pendrivem, na którym miałam kilka reżimów treningowych i pomysłów, skierowałam się w stronę biura Alfy. Zwolniłam, gdy znajomy zapach uderzył w moje nozdrza. Prażone orzechy włoskie i miód. Zapach, który otoczył całe moje ciało i sprawił, że każdy nerw stanął na baczność.

Bogini, proszę, niech go tu nie będzie.

Z każdym krokiem bliżej biura moje serce trzepotało z nerwów. Ostatnie wspomnienie Liama boleśnie ścisnęło mi klatkę piersiową i było mi dość trudno oddychać.

Podnosząc rękę, zapukałam lekko do drzwi, zanim je otworzyłam i weszłam do środka, zatrzymując się jak wryta, gdy mój wzrok padł na mężczyznę w skórzanym fotelu. Jego nogi skrzyżowane w kostkach wyciągnięte były przed nim, łokieć oparty na podłokietniku. Przeglądał akta, gdy jego oczy gwałtownie uniosły się, przeszywając moje.

Był o wiele przystojniejszy, niż go zapamiętałam… Miał na sobie dopasowaną czarną koszulkę, która wcale nie ukrywała jego potężnych ramion. Bogini, był nawet większy niż wcześniej. Tatuaż pokrywał jego lewe ramię, wystając spod rękawa. Jego włosy były ułożone w quiff, krótko z tyłu i po bokach, a blizna biegła w dół jego prawego oka. Jak się zranił?

Ale rzeczą, która najbardziej się w nim zmieniła, był chłód w tych błękitnych oczach. Zniknęło ciepło, które lata temu kojarzyłoby się z Liamem.

Rzucił na mnie jedno spojrzenie, zadając mi kolejny miażdżący cios bólu.

Niechciana, ale nie obchodziło mnie to. Będę żyć dla siebie, z partnerami czy bez.

Kiedy stało się jasne, że nie zamierza się odezwać, podeszłam do biurka.

– Przepraszam, myślałam, że Alfa El tu będzie, mam kilka reżimów treningowych, które przygotowałam – powiedziałam, gdy jego wzrok wrócił do akt.

– Dlaczego go szukałaś? Jako twój Alfa, czy nie powinnaś tego omawiać ze mną? – zapytał chłodno.

Mój Alfa?

– Ja…

Uniósł brew, opierając się.

– Nie mów mi, że przyjęłaś to stanowisko, nie wiedząc nawet, kto jest Alfą... Ładnie – jego sarkazm mnie zirytował, ale nic nie powiedziałam.

Nikt mi nie powiedział. Z pewnością Kia i ciocia Angela wiedziały…

– Przepraszam, chyba jestem trochę w tyle z najnowszymi wiadomościami. Gratuluję objęcia stanowiska Alfy, będę się modlić, żebyś był chociaż w połowie tak dobrym Alfą, jak twój ojciec – powiedziałam, starając się ukryć sarkazm w głosie, pokazując fałszywy uśmiech.

Jego oczy błysnęły głębokim, magnetycznym błękitem, a ja poczułam, jak wzbiera w nim gniew.

– Zapamiętasz sobie, z kim rozmawiasz – powiedział lodowato. – Poza tym, nie mam czasu na jakieś głupie plany treningowe. Omów je z Betą.

Serce mi podskoczyło na dźwięk urazy w jego głosie, gdy powiedział „Beta”.

– Ok… Przepraszam za marnowanie twojego cennego czasu, Alfo Liam – nie przejęłam się, że mój głos brzmiał gorzko.

Nie czekałam na odpowiedź, odwracając się i wychodząc z biura, zanim zdążył odpowiedzieć, trzaskając za sobą drzwiami. Ruszyłam korytarzem, czując rosnącą irytację, świetnie, teraz musiałam zmierzyć się z Damonem…

Chociaż nie był tak zły jak Liam, on też tak naprawdę nie starał się nawiązać ze mną kontaktu. Na moje urodziny i na Boże Narodzenie wysyłał wiadomość, a kiedy w zeszłym roku poważnie się zraniłam, wysłał krótką wiadomość, ale to wszystko…

Tamtej nocy straciłam nie tylko moich partnerów, zanim w ogóle ich miałam, straciłam dwóch najlepszych przyjaciół. Żałuję, że nie poszłam na bal, gdybym nie poszła, nic by się między nami nie zmieniło.

Byłam tak pogrążona w myślach, że nie zauważyłam, dokąd idę, gdy dźwięk zdyszanego chichotu kobiety zatrzymał mnie w miejscu.

Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam przepiękną kobietę. Niejasno ją rozpoznawałam. Opierała się o ścianę, jej dłoń na piersi mężczyzny, który pochylał się nad nią, mówiąc coś cicho.

Mężczyzny, którego zapach korzennego cynamonu i świeżego deszczu uderzył we mnie jak burza, a wraz z nim, miażdżące uczucie bólu skręciło mi żołądek.

Jego głowa gwałtownie odwróciła się w moją stronę, a ja wpatrzyłam się w głębokie, pudrowo-niebieskie oczy Damona. Szybko odsunął się od kobiety i to zabolało. Dlaczego by to robił, chyba że jego intencje nie były niewinne?

– Raven… Nie wiedziałem, że wróciłaś… – powiedział cicho, a jego głos wywołał we mnie dreszcze.

– Tak, przyjechałam wczoraj wieczorem. Ja, uh, Liam powiedział mi, żebym omówiła z tobą reżim treningowy. Hmm, spójrz na nie, kiedy będziesz miał czas i zobacz, co myślisz – powiedziałam, podchodząc do niego. Wyciągnęłam pendrive.

Spojrzał na mnie, a ja zobaczyłam troskę w jego oczach. Jego serce biło trochę szybciej, gdy go wziął. Szybko puściłam, nie chcąc go dotykać.

Mimo wszystko, poczułam odrobinę winy za to, co stało się dwa lata temu. Odwróciłam wzrok, posyłając kobiecie mały uśmiech. Była naprawdę przepiękna…

– Hej – powiedziała.

– Cześć.

– Robyn – powiedziała, wyciągając rękę.

– Raven – ujęłam jej dłoń, a ona uśmiechnęła się do Damona.

– Miło cię poznać.

– Ciebie też – odwróciłam się i odeszłam, nie chcąc spędzić tu ani minuty dłużej.

Z każdym krokiem mój uśmiech znikał. Kurczę, miałam porozmawiać z Liamem o domu watahy…

Nie chciałam go znowu pytać. Może odwiedzę Azurę i zapytam ciocię Red…

To brzmiało jak lepszy plan!

Szybko opuściłam dom watahy, czując się o wiele lepiej, gdy pędziłam przez las w kierunku domu, który stał nieco z dala od reszty watahy. Domu, w którym spędziłam większość wspomnień z dzieciństwa. Ucieczki od napięcia i ponurości mojego własnego domu.

Serce mi podskoczyło, gdy rozejrzałam się, pamiętając, jak siedziałam z Kiarą pod tym drzewem nad rzeką… pamiętając, jak Liam klepał mnie po tyłku i nazywał „mała”… uśmiech Damona, gdy przynosił wszystkim świeże pączki czy coś w tym rodzaju.

Nie myśl o nich.

Najsmutniejsze było to, że z czasem moja wilczyca również się ode mnie odłączyła.

Zadzwoniłam do drzwi i usłyszałam śmiech.

– Mamo! Ktoś dzwoni!

Uśmiechnęłam się, słysząc głos Azury. Kurczę, nie powinnam przychodzić z pustymi rękami! Przyniosłam jej nawet prezent z północy. Bogini, moja pamięć była śmieszna!

– Raven, wchodź – powiedziała ciocia Red, gdy tylko otworzyła drzwi.

– Z przyjemnością – odpowiedziałam, wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi. – Azura!

Odsunęła się, patrząc na mnie nieufnie.

– Jestem Raven.

– Waven? – powiedziała.

Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową.

– Chcesz, żebym wzięła cię na barana? Albo mogę być konikiem?

– Ooo, na barana!

Uśmiechnęłam się, dobra dziewczynka. Podniosłam ją, obracając, co wywołało jej chichot. Wyglądała bardzo podobnie do Indigo i zastanawiałam się, jak ciocia Red sobie z tym radzi. Pocałowałam ją delikatnie w czoło, zanim postawiłam ją na blacie.

Ciocia Red wydawała się zajęta gotowaniem.

– Widziałaś się w końcu z chłopakami? – zapytała.

Serce mi podskoczyło i przysięgam, że coś wiedziała.

– Tak, widziałam się – powiedziałam gładko. Strojąc miny do Azury, która wybuchnęła śmiechem.

– To świetnie. Zostaniesz na obiad, robię zapiekankę pasterską?

– Nie mam nic przeciwko – nie jadłam, a nie umiałam gotować… – Hmm, przyszłam, bo chciałam o coś poprosić – powiedziałam, siadając na jednym z krzeseł barowych.

– Jasne, o co chodzi?

– Chciałam zapytać, czy mogłabym złożyć prośbę o pokój w domu watahy – powiedziałam, ukrywając nerwowość, którą czułam w środku.

Zmarszczyła brwi, patrząc na mnie z troską.

– Angela mówiła mi, że prawdopodobnie o to poprosisz. Wszystko w porządku?

– Tak, po prostu myślę, że jestem wystarczająco dorosła, żeby mieć własne miejsce – powiedziałam, lekko wzruszając ramionami.

– Jasne, poproszę kogoś, żeby przygotował ci tam pokój. Liam też tam mieszka, odkąd wrócił… – zmarszczyła brwi, a ja starałam się nie reagować na wzmiankę o Liamie. – Bardzo się zmienił, prawda?

– Tak…

– Z pewnością musi być ku temu powód – powiedziała lekko ciocia Red, wkładając tacę do piekarnika, zanim odwróciła się do mnie, jej ostre oczy utkwione we mnie. – Czy masz pojęcie, jaki to może być powód?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: 3. My Mates - Roztrzaskane Bractwo | StoriesNook