LIAM
Wróciłem do biura, starając się nie pozwolić, by jej złość na mnie wpłynęła. Nie wiem, czego się spodziewałem... Zobaczyć ją znowu, te jej wspaniałe oczy. Czy ta więź przeznaczenia działała tylko na mnie?
Damon też wydawał się, kurwa, radzić sobie świetnie. Czy tylko ja tak cierpiałem?
Na tę myśl zazdrość uniosła swój wstrętny łeb. Nie daj się, kurwa, ponieść, Liam.
Usiadłem. Po wczorajszym morderstwie wataha była nieco niespokojna i wszyscy o tym słyszeli. Chociaż upewniłem się, że wszystko toczyło się jak zwykle, na ile to było możliwe. Napięcie było wyczuwalne w powietrzu. Niepokój po tym, co wydarzyło się poprzedniej nocy, wciąż tkwił w umysłach wszystkich; to nie było coś, o czym można było zapomnieć z dnia na dzień.
Ciemność, która osiadła nad watahą, była namacalna, a ja czułem, jak niepokój i strach wdzierają się przez mentalne połączenie stada.
Naprawdę chciałem, żeby tata i mama wyjechali na tydzień. Tata tego potrzebował, a przy całym tym gównie, myślę, że nadszedł czas, by po prostu odpoczął. Nawet jeśli tego nie okazywał, wiele przechodził, a ja chciałem, żeby wiedział, że może na mnie liczyć. Potrzebowali przerwy.
Zaproponowałbym opiekę nad Azurą… ale nie byłem pewien, czy dałbym radę, biorąc pod uwagę, że to byłby cały tydzień lub dwa. Do tego, w związku z morderstwem, musiałem dotrzeć do sedna sprawy. Nie mieliśmy żadnych tropów. Ostatniej nocy próbowałem wyśledzić i wytropić jakikolwiek zapach, który mógł pozostać, ale nic nie było.
Zmarszczyłem brwi i próbowałem wymyślić, co dalej, gdy ktoś zapukał do drzwi. Moje oczy błysnęły, a nastrój stał się jeszcze mroczniejszy, gdy do moich nozdrzy dotarł znajomy zapach.
– Wejść – powiedziałem zimno.
Drzwi się otworzyły, ukazując nikogo innego jak Damona.
No i po jaką cholerę musiałem go teraz widzieć?
– Hej.
Uniosłem brew.
– Czego chcesz?
– Pomyślałem, że wpadnę zobaczyć, czy mogę w czymś pomóc. To, co stało się zeszłej nocy, jest cholernie szokujące i wiem...
– Jeśli nie masz nic pożytecznego do powiedzenia, wyjdź. Mam swoje sprawy – powiedziałem zimno.
– Liam, możemy po prostu o tym porozmawiać?
– Czy nie powiedziałem ci właśnie, żebyś się, kurwa, wynosił? – rzuciłem, a moje oczy błysnęły.
On tylko zmarszczył głęboko brwi. No cóż, jeśli chciał być uparty jak osioł, to ja nie miałem czasu na jego pierdoły. Otwierając laptopa, postanowiłem go zignorować, ale on, kurwa, nie załapał aluzji.
– Liam… jestem twoim Betą. Musimy współpracować i przynajmniej spróbować się dogadać. Nie możemy tak dalej – powiedział cicho Damon.
– Tak, cóż, szkoda, że jest jak jest. Chyba że chcesz zrezygnować ze swojego stanowiska? – powiedziałem, wiedząc, że zachowuję się jak skończony dupek.
Nie obchodziło mnie to jednak; przez niego nie mogłem nawet nazwać Raven swoją.
– Nie zrezygnuję, zwłaszcza gdy tyle się dzieje. Musimy po prostu przestać się ignorować, stary – powiedział z irytacją.
– Jest różnica między ignorowaniem a po prostu niechęcią do oglądania twojej pieprzonej twarzy – odparowałem, wstając.
Wkurzał się, ale zachowywał spokój. Zastanawiałem się, co trzeba zrobić, żeby wreszcie spierdalał mi z oczu.
– Minęły trzy lata, Liam... Czy nie możemy odłożyć na bok naszych różnic i...
– Poważnie, Nicholson? Różnic? Dla ciebie mogła być tylko przelotną przygodą, bo wszyscy wiemy, że skaczesz z jednego pieprzonego zauroczenia w następne, ale dla mnie była tą jedyną, której pragnąłem od samego, kurwa, początku, więc nie myśl, że trzy czy dziesięć lat to zmieni – warknąłem, podchodząc do niego i patrząc mu w oczy. – Zrozumiano.
– Zrozumiano – powiedział, zaciskając szczękę. – Jedno pytanie jednak, dlaczego po nią nie pójdziesz i jej nie zdobędziesz? Chodzi o nią, prawda? To dlaczego za nią nie gonisz?
– A dlaczego TY jej nie odrzucisz? – odparowałem.
– Chciałem, żebyśmy coś wymyślili. Uciekłeś od niej, Liam, zraniłeś ją.
Uśmiechnąłem się zimno.
Wiem, że to zrobiłem, ale wtedy nie ufałem ani sobie, ani swojemu stanowi psychicznemu.
– Mogłem zrobić o wiele gorsze rzeczy. Odejście, zanim powiedziałem lub zrobiłem coś, czego bym żałował, było najmądrzejszym wyborem. Jedyne, co rozczarowuje, to to, że teraz, gdy wróciłem, muszę oglądać twoją cholerną twarz – powiedziałem zimno, a moje oczy płonęły gniewem.
Zacisnął pięści i wiedziałem, że wystarczająco go sprowokowałem.
– Coś nie tak? Trudno ci zapanować nad temperamentem?
– Odpieprz się, Liam, to nie jest żaden, kurwa, żart. Rozumiem! Rozumiem, że, kurwa, kochałeś ją od pierwszego dnia! Ale to bogini księżyca podjęła tę decyzję! Nie sądzisz, że odrzucenie jej przez kogokolwiek z nas by ją zraniło?! – warknął, lekko mnie odpychając.
– Nie sądzę, żeby ranienie jej było czymś, na czym ci naprawdę zależy, prawda? W końcu nie miałeś problemu...
– Przestań, stary!
– Stwierdzam, kurwa, fakty. Chciałeś ze mną rozmawiać, to, kurwa, rozmawiam – powiedziałem zimno, odpychając go.
Jego oczy błysnęły i nawet, kurwa, nie wiem, który z nas pierwszy rzucił się do przodu. Wymierzyłem cios w jego szczękę, ale on go zablokował i wyprowadził własny. Odepchnąłem go i już miałem chwycić go za kołnierz, gdy do moich nozdrzy dotarł jej pyszny, świeży, kwiatowy zapach. Poczułem jej małą dłoń na mojej piersi, odpychającą mnie od niego, gdy wcisnęła się między nas.
– Co wy robicie?! – warknęła, wzdrygając się, gdy odmówiłem puszczenia Damona, miażdżąc ją między nami. Przycisnąłem go do biurka, zaciskając dłoń na jego szyi, z Raven wciąż uwięzioną między nami. Nagle stałem się, kurwa, świadomy jej brzucha przy moim kutasie i tych cholernych iskier.
Serca całej naszej trójki waliły jak szalone. Burza emocji, która nas otaczała; złość, wściekłość, irytacja, dezorientacja i o wiele, wiele więcej, rozprzestrzeniała się jak toksyczna trucizna.
Ja pierwszy się odsunąłem, odciągając Raven od Damona. Nie chciałem, żeby był blisko niej. Ale ona wyrwała się ode mnie, jej oczy wypełnione były wściekłością, gdy spiorunowała nas obu wzrokiem.
– Musicie się obaj ogarnąć. Żaden z was nie jest wystarczająco męski, żeby zrobić cokolwiek poza jęczeniem? Poważnie? Wczoraj kogoś straciliśmy, a dziś zachowujecie się jak cholerne świnie w wieku licealnym! – warknęła.
– Przyszedłem tu, próbując to wszystko poukładać – powiedział Damon, marszcząc brwi. Nie spojrzał na mnie i wiedziałem, że naprawdę go wkurzyłem. Dobrze.
– No to to, kurwa, poukładajcie! Liam, dla swojego ojca, pokaż, że potrafisz być odpowiedzialnym Alfą. Jeśli obaj wciąż tkwicie w tym, co było na balu przeznaczenia, to się z tym pogódźcie i idźcie, do cholery, dalej. Minęły trzy lata, to, co się wtedy stało, to przeszłość. Cieszę się swoim życiem. Wy powinniście cieszyć się swoim! Odrzućcie mnie, albo, jeśli chcecie, ja też mogę to zrobić…
Na samą myśl o tym żołądek mi się skręcił. Nie mów tak, kurwa.
Potrząsnęła głową, patrząc to na jednego, to na drugiego. Wydawało mi się, że dostrzegłem w jej oczach błysk smutku, ale nie byłem pewien. Już miała opuścić pokój, gdy zatrzymała się w drzwiach, odwracając się i patrząc na mnie.
– A co do Owena, sama sobie z nim poradzę. Nie potrzebuję faceta, żeby walczył w moich bitwach. A już na pewno nie żadnego z was – powiedziała zimno.
Nie miałem żadnego, kurwa, prawa czuć się jak gówno po jej słowach, ale tak właśnie się czułem. Jej odejście pozostawiło w pokoju ciężką ciszę. Spojrzałem gniewnie na Damona.
– Wynoś się – powiedziałem do niego zimno.
Potrząsnął głową z rezygnacją, zatrzymując się przy drzwiach i spoglądając na mnie.
– Cóż, jeśli kiedykolwiek postanowisz wyjąć głowę z własnej dupy, wiesz, gdzie mnie znaleźć – powiedział, zatrzaskując za sobą drzwi.
Zmarszczyłem brwi, mimo że, kurwa, okazał mi brak szacunku... Znaliśmy się od dawna. Był moim najlepszym przyjacielem, jak pieprzony brat, aż do tamtej nocy. Kurwa, dlaczego to musiało się stać? Opadłem na krzesło, kładąc stopy na biurku i przeczesując włosy dłonią.
Stracił ojca w tej ostatniej bitwie, wiele przeszedł, ale ja odciąłem się od wszystkich. Teraz, gdy wróciłem, w głębi duszy wiedziałem, że muszę go tolerować. Ale to oznaczało, że musiałem coś zrobić z nami, z Raven, ze wszystkim. Nie mogłem dalej wszystkiego od siebie odsuwać, bo to nikomu nie pomagało.
Miałem watahę do prowadzenia. On był moim Betą, a ona... Ona miała być moją Luną. Mój wilk poruszył się niespokojnie, a ja zastanawiałem się nad ich słowami... Zrób coś z tym... Chciałem ją wziąć i ogłosić moją partnerką. Byłem Alfą i miałem dość ustępowania. Dałem im szansę... a teraz, gdy wróciliśmy do punktu wyjścia, najwyższy czas, żebym wziął to, co należało do mnie.






