RAVEN
Jej pytanie mnie zaskoczyło, ale tylko wzruszyłam ramionami.
– Długo mnie tu nie było, ciociu.
Uśmiechnęła się z wyższością.
– Wy dziewczyny wiecie, ty i Kia – stwierdziła. – Ale jeśli nie chcesz mi teraz powiedzieć… W porządku, ale nic nie pozostaje w ukryciu. Poza tym, mam swoje przypuszczenia.
To takie typowe dla cioci Red. Nie była głupia, musiałam jej to przyznać. Naprawdę nie chciałam pytać, co przypuszczała, bo mogłabym coś zdradzić…
– Och, cóż, mam nadzieję, że w końcu się dowiesz. Ciociu, jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała opieki nad tym małym żelkowym misiem, chętnie to zrobię. Jest taka urocza!
Uśmiechnęłam się do Azury, która bawiła się moimi włosami i, nie zaprzeczę, podobało mi się to. Była taka słodka.
– Och, na pewno będę o tym pamiętać – powiedziała ciocia z uśmiechem.
– Dobrze – odpowiedziałam, myśląc, że to miejsce jest o wiele przyjemniejsze do spędzania czasu.
-
Zapadła noc, a ja byłam w swoim pokoju. Moje rzeczy nie były praktycznie ruszane, odkąd wyjechałam, i robiłam porządki. Wyrzucę to, czego nie chcę, a to, co chcę, spakuję. Musiałam też powiedzieć mamie i tacie o przeprowadzce… Ale ponura mina taty mnie zniechęciła, nie chciałam więcej dramy.
Włączyłam kilka klasycznych piosenek Disneya, śpiewając razem z „Kolorowym wiatrem”, gdy zabierałam się za swoją szafę. Niektóre z tych rzeczy były zdecydowanie zbyt dziecinne. Zadzwonił mój telefon i pospieszyłam do niego, uśmiechając się, gdy zobaczyłam imię Kii na ekranie przychodzącego połączenia wideo.
– Kiki! – powiedziałam, odbierając. – Ach, i moje maleństwa!
Kiara roześmiała się, siedząc i karmiąc jedno z nich. Bogini, ta dwójka była przepiękna, miały teraz około trzech miesięcy i wyglądały jak dwie małe laleczki.
– Pomyślałam, że zadzwonię na wideo, póki karmię. Jak się masz? – zapytała.
Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się.
– Świetnie, od jutra zaczynam treningi. Widziałam Liama i Damona, obaj mają się dobrze, i zapytałam twoją mamę o przeprowadzkę do domu watahy – zakończyłam szeptem.
Uśmiechnęła się delikatnie, ale po jej świadomym spojrzeniu wiedziałam, że przejrzała moją fasadę. Przez lata Kiara stała się o wiele bardziej spostrzegawcza. Nie nabierała się na moje fałszywe uśmiechy.
– Jesteś odważna – powiedziała cicho. – Dasz radę.
– Dzięki, kochana – szepnęłam.
– Spróbuję przyjechać za kilka tygodni – powiedziała.
– Naprawdę? Nie mogę się doczekać, żeby poznać te dwa szkraby.
Widziałam je tylko, kiedy odwiedziłam jej watahę z ciocią Angelą.
– Jestem pewna, że one też chcą zobaczyć swoją ciocię – odpowiedziała Kiara z lekkim śmiechem.
Siedziałyśmy tak, rozmawiając i gadając, jak to często robiłyśmy. Chociaż Kiara miała całą watahę do prowadzenia, a jako królowa to było więcej niż tylko wataha, wciąż znajdowałyśmy czas, żeby ze sobą porozmawiać i to było dobre uczucie.
Po dobrych trzydziestu minutach pożegnałyśmy się, a ja wróciłam do porządkowania szafy. Właśnie skończyłam, gdy przez myślową więź dotarł do mnie spanikowany głos.
„Ktoś został zabity po zachodniej stronie rzeki!” Mężczyzna brzmiał przerażony, a moje własne serce waliło na jego słowa.
Fala głosów napłynęła przez więź, gdy podbiegłam do okna. Otworzyłam je i wyskoczyłam, nie zdając sobie nawet sprawy, że jestem boso, dopóki kamienie pod moim oknem nie wbiły mi się w stopy, ale byłam zbyt zmartwiona, by się tym przejmować, gdy pędziłam w stronę rzeki.
„Teren jest zabezpieczony, nikt nie panikuje i zostaje w domach” – dobiegł przez więź chłodny głos Liama, posyłając falę ciepła przez moje ciało.
Tęskniłam za tym… tęskniłam za myślową więzią z nimi…
Zignorowałam jego rozkaz, gdy zbliżyłam się do miejsca, zwalniając, by zobaczyć kilku mężczyzn stojących wokół i patrzących na coś na ziemi. Moje serce waliło, gdy podeszłam bliżej. Był tam Damon, a kiedy się zbliżyłam, spojrzał w górę, nie przeoczając sposobu, w jaki mnie zmierzył wzrokiem. Wtedy zdałam sobie sprawę, że miałam na sobie tylko legginsy i krótki top. Moje serce biło mocniej, ale starałam się na nim nie skupiać, podchodząc bliżej.
– Nie podchodź bliżej, Raven – jego głęboki, uwodzicielski głos mnie zatrzymał. – To nie jest przyjemny widok.
– Potrafię znieść o wiele więcej, niż myślisz – powiedziałam, cicho idąc naprzód.
Ale może jednak nie. Twarz ciała była rozcięta od ucha do ucha, a oczy zostały usunięte. Mój żołądek się skręcił i zakryłam usta dłonią, czując mdłości.
– Zęby też zostały wszystkie usunięte – powiedział cicho Delta, Zack.
Znałam go, był tylko trochę młodszy ode mnie.
– Co tu się, kurwa, stało? – dobiegł głos Liama zza nas. Odwróciłam się i zobaczyłam go bez koszulki; najwyraźniej był w trakcie prysznica.
Spojrzał na mnie, jego zmarszczone brwi pogłębiły się, gdy spojrzał na Damona, po czym minął nas obu. Iskry przeleciały przeze mnie przy jego dotyku i wstrzymałam oddech.
Kurwa…
– Przeszukajcie teren. Czy ktoś coś widział? Kto znalazł ciało? – zapytał, a jego aura Alfy wirowała wokół niego.
– Ralf… jego brat – powiedział Zack, wskazując głową na bok.
Odwróciłam się i zobaczyłam chłopca w wieku około dwunastu, trzynastu lat, siedzącego pod drzewem, trzęsącego się i kołyszącego. Dziecko omega.
Cholera, dlaczego nikt go nie pocieszał?!
Pospieszyłam do niego i usiadłam obok, obejmując go ramionami.
– Hej, wszystko w porządku, jestem przy tobie – szepnęłam, widząc jego dłonie mocno wplątane we włosy.
– To nieprawda. To nieprawda – powtarzał.
Liam podszedł, patrząc na niego z góry.
– Kiedy go znalazłeś? – zapytał.
Chłopiec wciąż mamrotał, nawet nie słysząc Liama, który zmarszczył brwi.
– Nie widzisz, że to nim wstrząsnęło, a ty zadajesz pytania? – zapytałam lodowato.
Jego spojrzenie przeniosło się na mnie, a jego oczy błysnęły.
– A czy nie powiedziałem wszystkim, żeby zostali w domach? – warknął.
– Powiedziałeś.
Ale to nie znaczy, że będę słuchać!
Odwróciłam od niego wzrok, czując na sobie dwie pary oczu, ale mogli patrzeć i wściekać się, ile chcieli, bo w tej chwili bardziej martwiłam się o to dziecko, które widziało swojego brata w tym przerażającym stanie. Wiedziałam, że jego twarz również będzie nawiedzać moje sny.
– Przeszukajcie teren, wytropcie każdy zapach, który tu pozostał, i chcę, żeby każdy, czyj zapach tu jest, został przyprowadzony na przesłuchanie. Może coś widzieli... To nie wygląda na normalne zabójstwo.
– Jaka była przyczyna śmierci?
– Cholera wie…
– Może trucizna. Zleć sekcję zwłok – mruknął Liam.
– Nie czuć od niego żadnego dziwnego zapachu…
– Czekaj, co to jest? – powiedział nagle Damon, co sprawiło, że gwałtownie podniosłam wzrok, gdy schylił się i wziął kawałek papieru z dłoni mężczyzny.
Grupa mężczyzn zamilkła, a ja spojrzałam na nich z ciekawością.
– Co tam jest napisane? – zapytałam.
Nikt się nie odzywał, a ja zmarszczyłam brwi.
– Powiedzcie mi.
Damon odwrócił się, jego oczy spotkały się z moimi, i zmarszczył brwi, podnosząc kartkę.
– Kto następny?






