RAVEN
Siedzenie w domu było duszące, więc zrobiłam to, co potrafiłam najlepiej: wyskoczyłam przez okno i wyszłam. Cieszyłam się świeżym powietrzem; było lekko chłodno, ale nic, co mogłoby zaszkodzić nam, wilkołakom. Objęłam się ramionami, spacerując i ciesząc się, że założyłam moje zamszowe buty za udo. Chodziłam właśnie po skraju lasu, gdy usłyszałam czyjś histeryczny płacz. Płacz dziecka.
Zaniepokojona, podążyłam za dźwiękiem, by znaleźć Liama mocującego się z bardzo zdenerwowaną Azurą. Jej twarz była ciemnoróżowa i wyglądała na zrozpaczoną.
– Potrzebujesz pomocy? – zapytałam bez namysłu.
Zesztywniał, po czym gwałtownie się do mnie odwrócił. Bogini, był tak irytująco przystojny… Nawet mocując się z wściekłą, czerwoną na twarzy, małą, słodką chibi.
Mój żołądek zakołotał nerwowo, czując się rozebrana pod jego intensywnym, ostrym spojrzeniem, które wciąż mnie dezorientowało.
Był jak obcy, którego nie poznawałam. Jego oczy wpatrywały się we mnie, zobaczyłam, jak ciemnieją, gdy spoczęły na moich nagich udach. Ta głupia, za duża góra była absurdalnie krótka, ale nie spodziewałam się, że na niego wpadnę... Oparłam się pokusie, by ją pociągnąć w dół i zamiast tego zachowałam spokój.
– Oczy wyżej, Westwood – zauważyłam.
Podeszłam, sięgnęłam w górę i wzięłam Azurę z jego ramion. Nienawidziłam tego... sposobu, w jaki moje serce waliło, gdy był blisko. Och, jak bardzo chciałabym cofnąć czas do momentu, gdy był moim przyjacielem, bez tej więzi… Moje serce ścisnęło się boleśnie, więc skupiłam się na Azurze, która zaczęła się ze mną szamotać, krzycząc.
– Chcę mamę!
– Mama i tata wyszli i nie wrócą przez jakiś czas – dodał Liam, co tylko sprawiło, że płakała głośniej.
– Och, Zuzu. Słuchaj, mama wkrótce wróci! – powiedziałam, mocno ją obejmując, ale ona tylko krzyknęła głośniej.
Zignorowałam ponurego wielkoluda za mną, odwracając się i niosąc ją w stronę placu zabaw.
– MAMA! – krzyknęła.
– Co zrobiłeś? – zapytałam Liama, nawet się nie odwracając, wiedząc, że jego wzrok jest utkwiony we mnie.
– Nic. Wypiła trochę napoju gazowanego, a potem chciała wyjść na dwór, więc ją zabrałem… A potem po prostu się zdenerwowała – powiedział ponurym tonem. – To pewnie była kofeina.
– Wątpię – powiedziałam, siadając na huśtawce. Posadziłam ją na kolanach, obejmując ramionami, z jej głową na moich barkach, i zaczęłam ją delikatnie kołysać. – Prawdopodobnie była przemęczona. Jestem pewna, że to była jej pora snu.
– Tak.
Zawiasy huśtawki obok mnie skrzypnęły, gdy Liam ostrożnie usiadł.
Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby na niej siedział... Kiedy byliśmy młodsi, mówił, że jest Alfą i jest na nią za duży. Gdy dorosłam, zdałam sobie sprawę, że robił to po to, by pozwolić mi i Kii korzystać z huśtawki do woli. A Damon nas popychał…
Wspomnienia, które mnie bolały. Pogłaskałam Azurę po plecach, delikatnie ją kołysząc; jej płacz ucichł, chociaż wciąż pociągała nosem.
Ostatni raz byłam tu tamtej feralnej nocy…
Jego bijące serce, jego zapach i jego długie nogi były niemożliwe do zignorowania, nawet gdy próbowałam to robić.
– Wezmę ją? – odezwał się po chwili.
– Niech się uspokoi – powiedziałam, całując ją w czubek głowy.
– Zasypia – mruknął.
Spojrzałam na niego, nasze oczy się spotkały i to samo miażdżące uczucie ścisnęło mnie w środku. W głowie rozbrzmiał odległy skowyt mojego wilka.
Ta więź między nami… Wiedziałam, że muszę ją zakończyć, ale odrzucenie zraniłoby obie strony. Jeśli mielibyśmy to zrobić, musieliśmy to zrobić dyskretnie, a potem upewnić się, że będziemy mieli czas na dojście do siebie.
Złożyłam sobie jedną obietnicę, że kiedy wrócę do domu, odrzucę ich obu. Ale z tym przerażającym morderstwem i wszystkimi innymi sprawami, które się działy, czas po prostu nie wydawał się odpowiedni.
Westchnęłam ciężko, słysząc, jak bicie serca Azury staje się równe.
– Faktycznie udało ci się ją uśpić.
– Potrzebowała tylko trochę pocieszenia – powiedziałam, wstając i trzymając dziecko blisko siebie.
– Chyba tak… – Sięgnął, próbując ją ode mnie odplątać, gdy załkała przez sen i zacisnęła na mnie uścisk.
– Położę ją do łóżka.
Nie sprzeczał się; miałam wrażenie, że cieszył się, że ma ją z głowy.
– Z tym, co stało się wczoraj, nie powinnaś sama wychodzić.
– Jestem wystarczająco silna, żeby sobie poradzić – odpowiedziałam.
Nie potrzebowałam tego. Nie byłam dzieckiem.
– Tak, ale z zabójcą wciąż na wolności...
– Jestem dużą dziewczynką, Liam – przerwałam mu.
– Tak? A z której strony?
Moje oczy błysnęły i odwróciłam się, spoglądając gniewnie na olbrzyma.
– To, że nie wszyscy jesteśmy przerośniętymi rzepami, nie znaczy, że nie jesteśmy wystarczająco silni, by o siebie zadbać – powiedziałam, potrząsając głową z irytacją.
Uniósł brew, ale nic nie powiedział, gdy dotarliśmy do dużego domu w lesie. Światła witały nas ciepłym blaskiem, gdy się zbliżaliśmy. Otworzył zamek, a ja weszłam do środka, dopiero teraz zdając sobie sprawę, jak zimno było na zewnątrz.
Poszłam schodami na górę; nie miałam pojęcia, który to jej pokój…
Jakby rozumiejąc moje wahanie, Liam minął mnie, sprawiając, że mój żołądek zatrzepotał, i otworzył drzwi naprzeciwko pokoju cioci Red. Weszłam i musiałam przyznać, że jej pokój był uroczy, urządzony w motywie jednorożca z różem, różowym złotem i bielą. Tapeta miała chmury na błyszczącym różowym tle. Pościel i zasłony były pokryte jednorożcami, a różowe światełka, które rozświetlały pokój, sprawiały, że chciałam po prostu wskoczyć na łóżko i spać w tym słodkim pokoju.
Zaniosłam ją do niskiego łóżka; było małe, ale wystarczająco duże, by zmieścić moją pięciostopową postać, gdybym chciała. Widzisz, mogłabym tu spać.
Liam odsunął kołdrę, a ja powoli położyłam ją na łóżku. Zaczęła płakać i skrzywiłam się.
O cholera.
– Ciii, jestem przy tobie – szepnęłam, powoli kładąc się na łóżku i klepiąc ją po plecach.
– Cholera… – mruknął Liam. – Dzieciaki są takie trudne.
Sięgnął i zdjął buty Azury. Jej noga spoczywała na mojej talii. Jego ramię otarło się o moje udo, wysyłając przez mnie falę iskier, i nie mogłam powstrzymać westchnienia, które mi się wymknęło. Jego oczy natychmiast spotkały moje, zmieniając kolor na ciemny, magnetyczny błękit. Moje serce waliło, ale szybko odwróciłam wzrok, próbując odplątać Azurę z mojej szyi.
– Ja ją wezmę – powiedział Liam, powoli zdejmując jej ręce z mojej szyi.
Ale jej oczy zamigotały i groźba nowej fali łez była bliska wylania.
– W porządku, potrzymam ją – powiedziałam, nie patrząc na niego. – I tak jest już prawie dziesiąta; ciocia wkrótce powinna wrócić.
– Jesteś pewna?
– Tak – odparłam, nie umknęło mi, jak jego wzrok spoczął na moich nagich nogach.
Bogini, proszę, powiedz, że mój tyłek nie wygląda zuchwale. Gładko odwrócił wzrok, a ja się ucieszyłam, bo inaczej bym mu nawrzucała.
Sięgnęłam w dół, rozpięłam zamek w bucie i zdjęłam go, po czym sięgnęłam po drugi. Już miałam go zdjąć, starając się nie obudzić Azury, gdy Liam sięgnął, rozpiął go i ściągnął za mnie, sprawiając, że moje serce zabiło głośniej.
Jego przenikliwe oczy spotkały moje, gdy rzucił but na podłogę i pochylił się bliżej.
Mocno przywarłam do Azury, mimo że starałam się zachować obojętność. Jednak nie byłam w stanie powstrzymać strachu, który mnie ogarnął, gdy zdałam sobie sprawę, że wciąż jestem podatna na więź. Jego bliskość, jego zapach i te niebezpiecznie seksowne oczy były pułapką, której nie mogłam zaprzeczyć. Odwróciłam głowę, zamykając oczy.
Nie widzę cię. Odejdź.
Wydawało mi się, że usłyszałam cichy chichot, ale nie byłam pewna, gdy poczułam, jak koc okrywa nas obie, a potem poczułam, że się oddala. Nie mogłam oddychać, dopóki nie wyszedł.
– Będę na dole – powiedział cicho, zanim zamknął za sobą drzwi.
Moje oczy otworzyły się szeroko i wypuściłam powietrze, którego nie wiedziałam, że wstrzymuję. Zawsze marzyłam, by Liam był moim partnerem, ale im byłam starsza, tym bardziej czułam to połączenie zarówno z Liamem, jak i z Damonem. Jakby po prostu była między nami chemia. Wiem, że ktoś by powiedział: wybierz jednego i odrzuć drugiego, ale boli mnie sama myśl o zrobieniu tego któremukolwiek z nich. Już sama myśl sprawiała, że mój wilk skomlał, a klatka piersiowa się zaciskała.
To nawet nie był mój własny strach; chodziło o to, że musiałabym zranić jednego z nich i z mojego powodu mogłabym całkowicie zniszczyć ich przyjaźń. Nie chciałam być tą kobietą, ani teraz, ani nigdy.
Dlatego nigdy do nich nie podchodziłam, nie chcąc być powodem zerwania ich więzi. W głębi duszy, na początku, miałam nadzieję, że to zaakceptują i będziemy mogli być szczęśliwi, bez względu na to, jak wyjątkowa była nasza sytuacja. Jednak z biegiem czasu przestałam o tym myśleć i dałam jasno do zrozumienia mojemu wilkowi i sobie, że nie potrzebuję partnera.
Wysunęłam się z uścisku Azury, szybko zastępując swoje miejsce dużą pluszową zabawką. Objęła ją luźno, ale była w głębokim śnie i byłam pewna, że już tak zostanie.
Hura!
Podniosłam buty i powoli podeszłam na palcach do drzwi, wychodząc bezszelestnie. Zamknęłam za sobą drzwi tak cicho, jak to możliwe, i cofnęłam się, gdy nagle na kogoś wpadłam. Zaparło mi dech, gdy dłoń zacisnęła mi się na ustach. Zanim zdążyłam zarejestrować szok iskier, które przez mnie przepłynęły, przerzuciłam go przez ramię, rzucając go na ziemię, jedną ręką sięgając do jego szyi, przygważdżając go kolanem do klatki piersiowej.
Po raz pierwszy od mojego powrotu, na jego ustach pojawił się mały, rozbawiony uśmieszek.
– Niezły ruch, Kruszynko – powiedział Liam, sprawiając, że moje serce przyspieszyło na dźwięk tego starego przezwiska, a jego oczy wędrowały po moim ciele, aż zatrzymały się na moich nagich nogach.
Ale to jego następne słowa sprawiły, że moje oczy otworzyły się szeroko.
– A widok jeszcze lepszy – szepnął uwodzicielsko, a grzbiet jego palców musnął moje lewe udo…






