Charles próbował ją powstrzymać, ale nie mógł nawet kiwnąć palcem.
Bez wspomagania respiratora jego oczy otwarły się szeroko, a oddech stał się szybki i płytki.
Obserwując, jak walczy na jej oczach, Madilyn wydała z siebie cichy, mrożący krew w żyłach śmiech.
Trzymając odłączoną rurkę z tlenem, uśmiechnęła się pogardliwie: – Tsk, tsk... czy to nie idealny sposób, by odejść? To uczucie bezsilności,






