– Obietnice? Na co mi teraz twoje obietnice, Chloe? – Głos Jennifer stał się chłodny, wyzuty z emocji. – Nie zostało mi nic. Nie mam nic do stracenia. I tak jestem potępiona. Czego miałabym się bać? – Przycisnęła mocniej ostrze do szyi Roberta. – Chcesz, żeby ten bachor żył? To padaj na kolana. I błagaj. Błagaj, dopóki nie będę usatysfakcjonowana. Może wtedy pozwolę mu odejść.
Chloe przyglądała si






