Uśmiechnęłam się. Przynajmniej dwie osoby tutaj szczerze się ze mnie cieszyły.
Trzy osoby! Pan Gannon! Podszedł i uścisnął mnie mocno. Miał na sobie biały T-shirt, który napinał się na jego ogromnych mięśniach.
– Gratulacje, Amity! – powiedział, spoglądając na mój pierścionek.
– Dziękuję, panie Gannon! – odparłam z uśmiechem.
– Nie ma za co, Luno! Mów mi Garrett! – nalegał.
– Dzięki, Garrett – pow






