languageJęzyk

3

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Angela

Przebywanie w jednym pomieszczeniu z mężczyzną, który złamał mi serce, sprawiało, że mój wilk był niespokojny. Oddychaliśmy tym samym powietrzem wbrew mojej woli, ale nie miałam wyboru. Muszę stąd wyjechać jeszcze tej nocy.

"Angela" - wyszeptał, a jego oczy wbiły się w moje. Stał wyprostowany, a jego wzrost podkreślał siłę, która z biegiem lat wcale nie osłabła. Jego mięśnie były równomiernie zarysowane pod materiałem koszuli. Złapałam się na tym, że znów urzekają mnie jego oczy, te oczy, Boże! Skrywały w sobie wspomnienia wspólnie spędzonych chwil, a ja czułam, że tonę w tych momentach.

Otrząśnij się! Pokręciłam głową, odzyskując zmysły.

Kiedy odeszłam od bramy, nie znalazłam go w miejscu, w którym widziałam go wcześniej, ale natknęłam się na Betę, który poinformował mnie, że on jest w biurze Alfy.

"Darius" - odpowiedziałam. Musiałam ugryźć się w język, żeby powstrzymać się przed nazwaniem go „moim Dariusem”.

"Muszę opuścić to stado" - zażądałam. Nie przyszłam tu, żeby błagać ani z nim negocjować. Stał za biurkiem, obserwując mnie tymi oczami. Patrzyłam wszędzie indziej, byle tylko nie na niego.

"Dlaczego?" - zapytał.

"Chcę wyjechać! Nie przyszłam tu dzielić się powodami ani zostawiać ci wyjaśnień. Chcę wyjechać, a ty masz podnieść swój pieprzony biurowy telefon i zadzwonić do tych dupków przy bramie."

Wpatrywał się we mnie ze zdumieniem, po czym nagle wzruszył ramionami. "Potrzebuję odpowiedzi. Jeśli jej nie usłyszę, zostajesz tutaj" - odparł.

Prychnęłam na jego czelność, gdy ponownie usiadł na swoim głupim, drogim mahoniowym krześle. Wszystko w nim mnie wkurzało.

Chociaż nie byłam mu winna żadnych wyjaśnień, nadal nie miałam innego wyboru, jak tylko mu ich udzielić. Z ważnego powodu, ze względu na tajne dziecko, które zostawiłam w domu, musiałam wrócić.

"Przyjechałam tu rano bez żadnego zamiaru pozostania i muszę wracać." Kiwał powoli głową raz za razem, jakby próbował zrozumieć sens tego, co przed chwilą powiedziałam.

"Pozwól mi się czegoś dowiedzieć, Angelo. Czy twoja mama wie, że wyjeżdżasz?"

"Moja rodzina to nie twój pieprzony interes, Dariusie. Potrzebuję od ciebie tylko jednej rzeczy i wydaje mi się, że wyraziłam się jasno."

"W porządku! Oto formularz przepustki, potrzebuję podpisu twojej matki, zanim pozwolę ci wyjechać."

Co!

Dlaczego tu w ogóle przyszłam? Dlaczego po prostu nie zostałam w domu? Odebrałam od niego formularz i zorientowałam się, że potrzebne są na nim dwa podpisy. Jego i mojej mamy.

"Najpierw ty to podpisz" - oddałam mu dokument.

"A dlaczego miałbym?"

"Nie chcę tu wracać i znów oglądać twojej twarzy."

"Rozumiem, że mnie nienawidzisz, Kąseczku, ale dziś będziesz musiała jeszcze raz zobaczyć tę twarz."

"Słucham!"

"Ponieważ nie jesteś członkiem tego stada, musisz zdobyć podpis matki i tu wrócić."

"Nie jestem dzieckiem. Nie potrzebuję, żeby moja matka podpisywała mi jakąś głupotę, bym mogła wyjechać. To porwanie. Przetrzymujesz mnie tu wbrew mojej woli."

Zanim zdążyłam dokończyć zdanie lub chociażby mrugnąć, znalazł się tuż przede mną. Jak on to zrobił?

Zrobił krok w przód, a ja cofnęłam się o jeden. Zrobił dwa, ja cofnęłam się o trzy, i tak to trwało, aż poczułam drzwi na plecach. Jego oczy wciąż nie spuszczały ze mnie wzroku, a ja nie mogłam oderwać od niego spojrzenia.

"Gdybym cię porywał, Kąseczku, na pewno byś o tym wiedziała. Byłabyś przywiązana w moim pokoju, do mojego łóżka, naga, podczas gdy ja znalazłbym lepsze zajęcie dla tych twoich pyskujących ust" - pochylając się, szepnął mi do ucha. "Zdobądź podpis swojej matki i wróć ze mną porozmawiać."

Nagle otworzył drzwi. Moje serce waliło jak oszalałe, a nogi mi drżały. Rzucając mu gniewne spojrzenie, wyszłam z jego biura.

Jego Beta czekał za drzwiami z zadowolonym uśmieszkiem na twarzy. Nie wiedziałam, czy czeka na mnie, czy na Dariusa, ale gdy wszedł do biura, poznałam odpowiedź.

Wkrótce dotarłam do domu i zastałam matkę w kuchni.

"Angelo, dlaczego to tak długo trwało?" - zapytała. "Robię kolację. Powinnaś wejść na górę i się odświeżyć, twój stary pokój jest dokładnie taki, jaki był" - zanuciła radośnie. Jak może być tak radosna, gdy jej partner właśnie zmarł? Zepchnęłam tę myśl na tył głowy i skupiłam się na mojej osobistej sprawie.

"Nie mogę tu zostać!"

Jej ręka, którą właśnie nakładała jedzenie na talerze, zamarła, a ona odwróciła się w moją stronę.

"Słucham?"

"Masz, podpisz to. Najwyraźniej potrzebuję twojego pozwolenia, żeby stąd wyjechać."

"Co?"

Wzruszyłam ramionami. "Wyjeżdżam i potrzebuję, żebyś to podpisała, abym mogła wyjechać" - powtórzyłam.

"Dopiero dzisiaj przyjechałaś" - odpowiedziała z niedowierzaniem w oczach.

"Tak! I jeszcze dzisiaj stąd wyjadę. Czego ode mnie oczekujesz, mamo? Żebym tu siedziała i udawała, że wszystko jest w porządku? Jakby ostatni raz, kiedy rozmawiałyśmy, nie miał miejsca rok temu? Udam, że taty gówno to obchodziło, że jestem w jego domu."

"Co się z tobą stało, Angelo? Zmieniłaś się, nigdy wcześniej nie używałaś słowa na p." Wzięłam głęboki oddech. "Proszę, podpisz to" - błagałam. To była moja ostatnia deska ratunku.

Pokręciła głową. "Nie mogę tego podpisać. Nie! Nie podpiszę tego. Chyba że zostaniesz tu na dwa dni, wtedy rozważę podpisanie tego."

Co, do cholery, jest nie tak ze wszystkimi w tym przeklętym Stadzie?

"Proszę, mamo. Musisz to podpisać, potrzebuję tego podpisu."

"Nienawidzisz mnie tak bardzo, że nie możesz mnie znieść nawet przez dwa dni?"

Moja matka była uparta. Dumna i uparta.

"Nie o to chodzi. Tak, nienawidzę cię, nienawidzę siebie i nienawidzę wszystkiego, ale tu nie chodzi ani o ciebie, ani o mnie. Muszę wyjechać, proszę, błagam. Nie mogę pozwolić sobie na to, żeby przegapić ten lot."

Moja desperacja prawdopodobnie do niej dotarła, ponieważ zatrzymała się na moment, by na mnie spojrzeć. Łzy, które – nawet nie wiedziałam, że je wstrzymuję – popłynęły z moich oczu i szybko je starłam.

"Co się dzieje, Angelo? Czy Darius znów cię zranił?"

Szlag! O czym ona, do cholery, teraz mówi?

Wzięłam głęboki oddech przed wypowiedzeniem kolejnych słów.

"Czeka na mnie dziecko. Nie stać mnie na opiekunkę, a to dziecko czeka na mnie samo w domu, przerażone i prawdopodobnie głodne, więc błagam cię na wszystko, podpisz..." Nie dokończyłam zdania, gdy moja matka wyrwała mi z rąk kartkę i szybko ją podpisała.

Przez dłuższą chwilę obie wpatrywałyśmy się w siebie, a w jej oczach dostrzegałam tysiące krążących pytań.

"Później" - obiecałam szczerze, a ona skinęła głową.

Pędząc z powrotem do biura Alfy, nie kłopotałam się pukaniem, wpadłam do środka i z głośnym plaśnięciem rzuciłam przepustkę na jego biurko.

Robiło się późno i musiałam natychmiast wyjechać.

"Podpisz to, Dariusie" - nie przejmowałam się nawet dwoma pozostałymi mężczyznami, którzy znajdowali się w pomieszczeniu. Skupiłam się wyłącznie na dupku siedzącym przede mną.

"Nie! Nikomu nie wolno opuścić tego stada, dopóki nie skończę śledztwa w sprawie śmierci zmarłego Alfy, twojego ojca i reszty."

Oszukał mnie! Ten bękart znowu mnie okłamał, a ja, głupia, mu uwierzyłam.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: 3 - Sekretny spadkobierca Alfy: Powrót jego odrzuconej partnerki | StoriesNook