Angela
Nasze spojrzenia się spotkały, gdy tylko te słowa opuściły jego usta. Myślałam, że patrzę na niego z wściekłością, planując milion sposobów na to, jak go zabić, dopóki z mojego oka nie spłynęła samotna łza. Zmarszczył brwi, chłonąc ten dziwny wyraz mojej twarzy, podczas gdy jego oczy przewiercały mnie jeszcze mocniej.
"Jesteś tak samo podejrzana, jak każdy tutaj. Ci ludzie zginęli straszną śmiercią, a ja jestem pewien, że ktokolwiek ich zamordował, musiał odczuwać silną potrzebę przyjścia na pogrzeb i obejrzenia swojego najnowszego arcydzieła."
Jasne! Taki psychopata jak ty właśnie tak by postąpił.
"Te bramy pozostaną zamknięte, dopóki nie zweryfikuję każdego, kto uczestniczył w pogrzebie" - oparł się wygodniej na krześle i uniósł brew w oczekiwaniu na moją odpowiedź.
"Powiedz coś, Kąseczku" - wyszeptał.
Nienawidziłam tego przezwiska! Jednocześnie nie miałam nic do powiedzenia. Błagałabym, jeśli zaszłaby taka potrzeba, tarzałabym się po podłodze, zrobiłabym wszystko, czego chciał, byleby tylko nie musiał mnie dotykać.
Wyczuwając moje wahanie, dał znak dwóm mężczyznom w swoim biurze – swojemu Becie i jednemu wojownikowi – by go zostawili, i tak też zrobili.
"Muszę stąd wyjechać. Cokolwiek będzie do tego potrzebne, jestem gotowa to zrobić" - odpowiedziałam. Czułam ścisk w klatce piersiowej, nienawidziłam tego, jak dużą władzę miał w tym momencie nade mną, ale bardziej martwiłam się o moje dziecko. Nie chcę, żeby była przestraszona ani żeby martwiła się o mamę.
Choć jest to możliwe, że w tej chwili nie jest sama, jestem pewna, że w ciągu najbliższych kilku godzin już będzie. Nauczycielka, z którą zostaje po lekcjach, odwiezie ją do domu za parę godzin.
"Jak bardzo zależy ci na wyjeździe?" - zapytał Darius, a jego oczy zatańczyły na moich wargach, zanim zassał swoją dolną wargę.
Powinno mnie to obrzydzać, ale w pewien sposób wręcz mnie to podnieciło.
"Bardzo zależy, ale przysięgam, że wolałabym pocałować świnię, niż pozwolić ci się dotknąć" - wyplułam.
Uśmiechnął się krzywo. Wyciągnął w moją stronę dłoń, a ja podałam mu dokument, który trzymałam – ten, który miał podpisać. Darius przyjrzał mi się uważnie, po czym chwycił długopis i złożył podpis.
Dlaczego nagle zmienił zdanie? W jaką grę on teraz pogrywa?
"Mogę iść?" - zapytałam, nie będąc pewna.
"Oczywiście, Kąseczku" - wzruszył ramionami. Nie potrafiłam odczytać jego wyrazu twarzy ani umysłu. Nie był jak ten Darius, którego kiedyś znałam. Ten mężczyzna nie był otwartą księgą; na jego twarzy malował się dziwny, przerażający wyraz, przez który trudno było odgadnąć, co planuje lub co chodzi mu po głowie.
"Przestań mnie tak nazywać" - rzuciłam z pretensją.
"Nie będziesz mi mówić, co mam robić z moimi ustami." Uniosłam brew, wyczuwając seksualny podtekst pod jego słowami.
Muszę stąd wyjechać!
Odwróciłam się, gotowa wyjść z jego biura i z jego życia tak, jak tego pragnęłam.
"Wychodzisz bez »dziękuję«?" - zapytał zza moich pleców.
Uśmiechnęłam się kpiąco, odwróciłam do niego i pokazałam mu środkowy palec. Wychodząc z biura, słyszałam za sobą jego śmiech.
Zanim dotarłam do bram, robiło się już późno i byłam bliska spóźnienia się na lot. Miałam szczęście, że na najbliższym przystanku złapałam autobus jadący do sąsiedniego miasta. Tak dużo szczęścia, bo to był ostatni autobus, a gdybym go przegapiła, pewnie bym tam utknęła.
Podczas lotu do domu czułam się niesamowicie niekomfortowo. Mój wilk był poruszony i pomyślałam, że to może mieć coś wspólnego z ponownym spotkaniem z Dariusem.
"Ty też wyczuwasz wampiry?" Odwróciłam gwałtownie głowę w bok. Te słowa wypowiedział mężczyzna siedzący obok mnie. Był niesamowicie przystojny. Miał piegi rozsypane na nosie i tuż nad prawym policzkiem. Nie zauważyłam go, ponieważ skupiałam się głównie na tym, by jak najszybciej dotrzeć do mojego dziecka.
"Wampiry?" - zapytałam, a on się uśmiechnął. Takim szerokim uśmiechem, który odsłaniał wszystkie zęby, a miał chyba najdoskonalsze zęby, jakie kiedykolwiek widziałam.
"Tylko żartowałem. Wyczułem twoje poruszenie."
Uniosłam brew. "Jak to możliwe?"
Odchylił głowę do tyłu i przewrócił oczami. "Za bardzo wiercisz się w fotelu."
"Aaa" - skinęłam głową. Prawdopodobnie miał rację. Odwróciłam wzrok, gotowa uspokoić mojego wilka i zebrać myśli.
"Lecieliśmy dziś rano tym samym lotem."
"Nie zauważyłam cię" - odpowiedziałam, nie spoglądając na niego z powrotem.
"Cóż, ja cię zauważyłem. Jesteś piękna" - powiedział.
To był najbardziej bezpośredni komplement, jaki kiedykolwiek otrzymałam.
"Dziękuję" - zmrużyłam oczy, nie będąc pewna, czy to właśnie powinnam odpowiedzieć.
"Następnym razem, gdy cię zobaczę, zaproszę cię na randkę."
"Może powinniśmy postarać się unikać siebie nawzajem, bo moja odpowiedź zawsze będzie brzmiała nie" - cmoknęłam językiem.
"Jestem pewien, że zmienisz zdanie, jeśli znów mnie zobaczysz" - był bardzo pewny siebie i w jakiś sposób mi się to podobało.
"Jestem pewna, że nie."
"Jestem Mason."
Chwyciłam jego dłoń i uścisnęłam ją. "Angela."
Zmarszczył brwi, jakby już gdzieś słyszał moje imię, ale kiedy nie skomentował tego ani nic nie powiedział, odpuściłam i ponownie zrelaksowałam się w fotelu.
Mason również nie odzywał się więcej, aż do momentu, gdy samolot się zatrzymał. Nawet jeśli miał zamknięte usta, jego oczy wciąż były zwrócone na mnie. Za każdym razem, gdy na niego spojrzałam, wpatrywał się we mnie tymi cudownymi oczami, które przypominały mi Dariusa.
"Do zobaczenia wkrótce, Angelo" - przeszedł obok mnie i pomachał, gdy tylko dotarliśmy na lotnisko.
Nawet nie zdążyłam mu odmachać czy wypowiedzieć choćby słowa. Pozbyłam się myśli o nim i o tym, jak bardzo przypominał mi Dariusa.
Kilkanaście minut później dotarłam do domu młodej kobiety, aby odebrać moje dziecko i na całe szczęście spotkałam je na zewnątrz, właśnie gdy wychodziły.
"Babeczko" - krzyknęłam. Z radością pobiegłam w jej stronę, a ona powitała mnie z otwartymi ramionami.
"Mamo."
"Tak, kochanie" - przytuliłam ją mocno. Tak bardzo się bałam, że jej dzisiaj nie zobaczę, a jej widok sprawił, że wszystkie moje zmartwienia zniknęły.
"Spóźniłaś się" - udała złość.
"Tak mi przykro, mój pluszowy potworku. Mama bardzo przeprasza." Nie chciałam wymyślać wymówek, bo wiedziałam, że bym kłamała.
"Tęskniłam za tobą, mamo."
"Już jestem, kochanie. Już tu jestem" - podziękowałam jej uroczej nauczycielce i poszłyśmy do domu.
"Więc, widziałaś babcię?" - zapytała mnie, gdy spacerowałyśmy. Opowiedziałam jej o mojej mamie i moim tacie.
"Oczywiście. Powiedziała, żebym cię przyprowadziła następnym razem."
"Naprawdę? Kiedy to będzie?" - dopytywała.
"Wkrótce."
Roześmiała się. To był nasz wewnętrzny żart. „Wkrótce” oznacza, że nie będziemy o tym rozmawiać ani za chwilę, ani przez kilka lat.
"Nauczyłam się dziś w szkole nowej piosenki."
"Czy chciałabyś mnie jej nauczyć?" - pokiwała radośnie głową i zaczęła podskakiwać i huśtać się, a ja trzymałam ją za rękę, by nie upadła.
Śpiewała z radością, ucząc mnie słów, podczas gdy ja próbowałam nadążyć za nią.
"Robisz to źle, mamo."
"Wybacz mi, młoda damo, nie jestem tak mądra jak ty" - pociągnęłam ją za policzki, a ona zachichotała.
"Tak, jesteś. Musisz się tylko skupić."
"To wielkie słowo. Skupić się! Co to w ogóle znaczy?"
Odrzuciła głowę do tyłu i znów wybuchła śmiechem.
"Kąseczku" - zawołał nagle czyjś głos. Moje stopy wrosły w ziemię. Dlaczego słyszę głos Dariusa?
Odwróciłam się w kierunku dobiegającego głosu.
"Co się stało, mamo?" - zapytało moje dziecko, gdy tylko się obróciłam.
Szybko ukryłam ją za swoimi plecami, po czym uniosłam głowę, by spojrzeć na Dariusa.
Nie patrzył na mnie. Patrzył na Reinę, moją córkę.
"Kąseczku!" - szepnął ponownie, a jego oczy przeszukiwały moje, poszukując odpowiedzi na niewypowiedziane pytania.






