CHAPTER 18
LUCIA
⪼⚔︎♛⚔︎⪻
Obudził mnie dźwięk deszczu uderzającego o okna i zapach kawy unoszący się we wschodnim skrzydle.
Przez błogą chwilę zapomniałam, gdzie jestem – zapomniałam o kontrakcie małżeńskim, więzieniu w penthousie, o mężczyźnie, który posiadał mnie jak mebel.
Potem rzeczywistość uderzyła z powrotem, a ja ukryłam twarz w poduszce.
– Lucio, cara mia – głos Nonny był łagodny. – Chodź.






