ROZDZIAŁ 2
LUCIA
⪼⚔︎♛⚔︎⪻
Matko Przenajświętsza, co ja narobiłam?
Stojąc na środku penthouse'u Dantego Cummiskeya, mając na sobie tylko strzępy czarnej koronki, byłam całkiem pewna, że oficjalnie postradałam zmysły.
Nie tak wyobrażałam sobie utratę dziewictwa. Dorastając, wyobrażałam sobie blask świec i płatki róż, delikatne szepty o miłości, a może nawet obrączkę ślubną.
A nie stanie w połowie rozebraną w lochu seksu, podczas gdy światła Dublina mrugały do mnie drwiąco w dole.
Spójrzcie tylko na dobrą, katolicką dziewczynkę, która za chwilę zostanie zrujnowana przez Króla Półświatka.
Cóż, chrzanić ich. I chrzanić bycie dobrą.
Jutro będę panią Jak-Mu-Tam, własnością mężczyzny, którego na oczy nie widziałam, skazaną na całe życie w pozycji misjonarskiej i z różańcem w dłoni. Więc dziś w nocy zamierzałam zgrzeszyć tak spektakularnie, że nawet sam diabeł byłby pod wrażeniem.
— Za dużo myślisz — głos Dantego przebił się przez moją spiralę myśli, przesycony rozbawieniem i ciekawością. — Prawie słyszę, jak obracają się te zębatki.
Gdyby tylko wiedział, co te zębatki planują.
Widzicie, jest taka rzecz, o której nikt ci nie mówi, kiedy jesteś idealną księżniczką mafii: uczysz się być cholernie przebiegłą. Uczysz się uśmiechać podczas knucia, dygać podczas przeklinania, wyglądać niewinnie, planując najpiękniejszą z możliwych zemst.
Moja zemsta stała niecałe dwa metry niebezpiecznej pokusy ode mnie i patrzyła na mnie jak na swój następny posiłek.
Dante Lorcan Cummiskey był absolutnie idealny do tego, czego potrzebowałam. Na tyle bezwzględny, że nie obchodziłyby go konsekwencje. Na tyle bogaty, że mój ojciec nie mógłby go tknąć. Na tyle doświadczony, że dokładnie wiedziałby, jak zrujnować mnie we wszystkie właściwe sposoby.
A co najważniejsze? Był typem mężczyzny, który po jednej nocy znika i nigdy nie ogląda się za siebie. Idealny dla dziewczyny, która chciała zostawić po sobie bardzo konkretny rodzaj... pamiątki.
Boże, oby to zadziałało.
— Chodź tu — rozkazał, a autorytet w jego głosie sprawił, że ugięły się pode mną kolana. To był mężczyzna przyzwyczajony do bycia słuchanym, przyzwyczajony do brania tego, czego chciał. Całkowite przeciwieństwo wszystkiego, czego mnie uczono, bym oczekiwała od mężczyzn.
Moje nogi ruszyły, zanim mój mózg zdążył zareagować, przybliżając mnie na tyle blisko, bym mogła poczuć jego niebezpieczną aurę. Na tyle blisko, by dostrzec drapieżną satysfakcję w tych szmaragdowych oczach, gdy patrzył, jak poddaję się jego rozkazowi.
To się dzieje naprawdę.
— Czy wiesz, o co mnie prosisz, bym zrobił z tymi idealnymi cycuszkami? — Jego palce przejechały po krawędzi mojego stanika, ledwie mnie dotykając, a jednak wywołując u mnie dreszcz.
— Wiem. — Kłamstwo przyszło mi z łatwością. Nie miałam pojęcia, co miał na myśli, ale byłam wystarczająco zdesperowana, żeby się dowiedzieć.
Jego śmiech był niski i głęboki, jak droga whiskey. — Kłamczucha. Twój puls pędzi jak u królika. — Jego kciuk przesunął się, by nacisnąć na szybkie trzepotanie w moim gardle. — Ale to niekoniecznie jest strach, prawda?
Gorąc zalał moje policzki. Skąd wiedział?
— Powiedz mi, czego chcesz, Lucio — rozkazał miękko, a jego dłoń zsunęła się, by spocząć u nasady mojej szyi. Nie grożąc, ale obiecując. — I nie dawaj mi jakiejś słodkiej, niewinnej odpowiedzi. Powiedz mi, czego tak naprawdę chcesz.
Czego ja chciałam?
Wszystkiego. Każdej części tego. Czymkolwiek to jest.
Chciałam poczuć, że żyję, zanim jutro umrę w środku. Chciałam dowiedzieć się, co to znaczy płonąć, pragnąć, dojść z wciąż tkwiącymi we mnie palcami obcego mężczyzny. Chciałam zrozumieć, dlaczego dorosłe kobiety szeptały o takich rzeczach z wypiekami na twarzy i tajemniczymi uśmiechami.
Ale przede wszystkim chciałam wziąć coś dla siebie, zanim wszystko inne zostanie mi odebrane.
— Chcę... — Słowa uwięzły mi w gardle, a całe życie właściwego wychowania sprawiało, że wypowiedzenie takich pragnień było niemal niemożliwe.
— Czego chcesz, kochanie?
Jego cierpliwość mnie zaskoczyła. Spodziewałam się, że po prostu weźmie to, czego chce – tak właśnie robili mężczyźni tacy jak on, prawda? Ale on tam stał i czekał, pozwalając mi odnaleźć w sobie odwagę.
Może właśnie dlatego jest tak niebezpieczny. Sprawia, że chcesz oddać mu wszystko.
— Chcę czuć — szepnęłam w końcu. — Chcę wiedzieć, co będzie mnie omijać przez resztę mojego życia.
Coś zmieniło się w jego wyrazie twarzy – satysfakcja, może rozpoznanie. Prawie tak, jakbym wreszcie powiedziała coś, co on zrozumiał.
— To czuj — powiedział po prostu. Zrobił krok bliżej, przygniatając mnie do sięgających od podłogi do sufitu okien. Szkło było zimne na moich plecach. Bardzo zimne. — Problem w tym, że wyglądasz na typ dziewczyny, która oczekuje kwiatów, poezji i delikatnych pocałunków w świetle gwiazd.
Serce łomotało mi w klatce piersiowej. — Nie chcę niczego z tych rzeczy.
— Nie? — Jego kciuk otarł się o moją dolną wargę, a ja poczułam dziwną ochotę, by go ugryźć. — W takim razie czego chcesz, mo stór? Powiedz mi dokładnie.
Chcę, żebyś mnie zniszczył. Chcę, żebyś zrujnował mnie tak doszczętnie, by mój przyszły mąż dokładnie wiedział, jaką kobietę dostaje. Chcę, żebyś zrobił mi dziecko, żebym mogła zobaczyć minę mojego ojca, kiedy zorientuje się, że jego idealny mały sojusz jest zbudowany na kłamstwie.
Ale nie mogłam powiedzieć tego aroganckiemu bogowi seksu, którego właśnie zamierzałam okraść.
— Chcę... — Przełknęłam ciężko ślinę, zbierając każdą kroplę odwagi, jaką miałam. — Chcę, żebyś pokazał mi to, czego nigdy nie będę miała.
Jego brwi uniosły się, jakby usłyszał w moim głosie coś, czego nie zamierzałam zdradzać.
— A co sprawia, że myślisz, iż nigdy tego nie będziesz miała? — Jego dłoń przesunęła się w dół, by spocząć na moim gardle, nie ściskając, ale z pełnym poczuciem własności. — Myślisz, że twój zaaranżowany mąż będzie za stary, żeby dać ci orgazm?
Sprytny skurwiel.
— To nie—
— Kochanie, nie należysz do najsubtelniejszych. — Pochylił się bliżej, a jego oddech owiał moje ucho. — Musisz zrozumieć, że zabiję cię tymi samymi rękami, których użyję dzisiaj, by dać ci wielokrotne orgazmy, jeśli zamierzasz zrobić ze mnie główny punkt fabuły w swojej historii z serii „Dama w Opałach”.
Przełknęłam ślinę. — Co?
Jego palce powędrowały w dół mojej szyi do krągłości moich piersi powyżej stanika. — Pomyśl o tym bardzo mocno, podczas gdy będę cię pieprzył.
Och.
Ale zamiast się odwrócić i wybiec z tego pokoju, zrobiłam coś, co zaskoczyło nawet mnie. Sięgnęłam w górę i zaczęłam rozpinać jego koszulę.
Jego dłoń natychmiast złapała mój nadgarstek, powstrzymując mnie. — Co ty robisz?
— A jak to wygląda? — Spróbowałam się wyrwać, ale jego uścisk był jak z żelaza. — Powiedziałeś, że będziesz mnie pieprzył—
— Będę. — Jego głos stał się niebezpiecznie cichy. — Ale jestem dominantem. Więc robimy to po mojemu, w moim tempie. Nie masz prawa kontrolować niczego, co się tu wydarzy. Zrozumiano?
Skinęłam głową raz.
— Pozwalając mi się pieprzyć, zgadzasz się zostać moją uległą na tę noc.
Znowu skinęłam głową.
Pokręcił głową. — To nie wystarczy. Musisz podpisać umowę o poufności stwierdzającą, że mam twoją zgodę.
Opadła mi szczęka. — Prawny kontrakt, żeby tylko uprawiać seks?
Cofnął się w stronę szuflady, wciąż nie odrywając ode mnie wzroku, wyciągnął pojedynczą teczkę i długopis, po czym wyciągnął je w moją stronę. — Nie musisz tego czytać. Po prostu podpisz.
Utrzymując z nim kontakt wzrokowy, wzięłam długopis i nakreśliłam proste „Lucia” w wymaganym miejscu, zanim oddałam mu dokument.
Uśmiechnął się z wyższością. — Grzeczna dziewczynka.
Dreszcz przebiegł przeze mnie na te słowa, będący w równym stopniu przerażeniem, co podnieceniem. — Teraz jestem bardzo ciekawa. Pocałuj mnie.
Przez chwilę tylko wpatrywał się we mnie. Potem jego usta wykrzywiły się w uśmiechu, który należał do czystego drapieżnika. — Zostaw usta dla swojego męża — powiedział, a moje serce runęło w dół. — Ja się nie całuję.
Nie. Nie, nie, nie.
Ogarnęła mnie panika. Jeśli się nie całował, to czego jeszcze nie robił? Co, jeśli będzie nalegał na zabezpieczenie? Co, jeśli był jednym z tych ostrożnych mężczyzn, którzy wszystko przemyśliwali? Cały mój plan ległby w gruzach, zanim w ogóle by się zaczął.
— Jestem w pełni zdrowa — zaczęłam. — Nie piję, nie biorę. Żadnych chorób wenerycznych. Grupa krwi zero. Żadnych poprzednich partnerów seksualnych. HIV ujemny. Brak opryszczki. Mogłabym pokazać ci wszystkie wyniki badań, gdybyś tylko pozwolił mi wyjąć telefon z torebki. Przysięgam, jestem bardzo...
— Nie jestem zainteresowany. — Jego ręce powędrowały na moje ramiona, odwracając mnie twarzą do okna. Widziałam nasze odbicie w szybie – on w pełni ubrany i mający kontrolę, ja w skąpym stroju i całkowicie na jego łasce. — Chcesz wiedzieć, co cię ominie? To się zamknij i pozwól mi sobie to pokazać.
Jego dłonie przesunęły się po moich bokach, a ja zadrżałam pod wpływem tego dotyku. To w niczym nie przypominało niezdarnego dotyku i kilku niewinnych całusów, których doświadczyłam z moim zmarłym narzeczonym pod czujnym okiem mojego ojca.
— Czy ktoś kiedykolwiek dotykał cię w ten sposób? — Jego palce obrysowały krawędź moich majtek, nie do końca tam, gdzie tego potrzebowałam, ale wystarczająco blisko, bym wydała z siebie zduszony okrzyk.
— Nie. — To słowo wyszło ze mnie zdławione.
— Dobrze. — W jego głosie brzmiała satysfakcja, mroczna i zaborcza. — Lubię być pierwszy.
Gdybyś tylko wiedział, jak wieloma pierwszymi razami będziesz.
Jego dłoń wsunęła się pod koronkę, a ja omal nie wyskoczyłam ze skóry pod wpływem tego dotyku. Dotykałam się już wcześniej – która dziewczyna tego nie robiła? – ale to, że na moim ciele znajdowały się ręce kogoś obcego, było zupełnie innym doświadczeniem.
— Jezu, reagujesz błyskawicznie — mruknął, a ja usłyszałam w jego głosie uśmiech. — Ledwo cię dotknąłem, a ty już drżysz.
Chciałam powiedzieć coś bystrego, coś, co sprawiłoby, że wydałabym się mniej żałośnie niewinna, ale wtedy jego palce poruszyły się w sposób, który uniemożliwił mi jakiekolwiek logiczne myślenie.
Och. O mój Boże.
O to właśnie chodziło w tych wszystkich szeptach. To dlatego zamężne kobiety miały ten tajemniczy wyraz twarzy, gdy myślały, że nikt nie patrzy. Właśnie to mnie omijało, gdy byłam zamknięta w mojej wieży z kości słoniowej, pełnej cnót i przyzwoitości.
— Przestań myśleć — mruknął Dante do mojego ucha, przesuwając wolną rękę, by oprzeć się o okno obok mojej głowy. — Po prostu czuj.
Ale nie potrafiłam przestać myśleć.
Utrzymując wyłącznie mój kontakt wzrokowy, odsunął moje majtki na bok i przejechał jednym palcem po mojej już ociekającej wilgocią łechtaczce. Jęk, który wyrwał się z moich ust, sprawił, że uniósł jedną brew.
— Albo uważasz mnie za cholernie gorącego, co jest dziwne, biorąc pod uwagę, że wciąż jestem ubrany, albo masz naturalne skłonności do bycia tak mokrą. — Uśmiechnął się szelmowsko. — Niezależnie od tego, co to jest, możesz być pewna, że z przyjemnością zrujnuję tę cipkę.
Czy to właśnie tak się czuje płonięcie?
Zaraz. Z jakiego powodu płonęłam? Ze wstydu, zażenowania, czy pożądania?






