Perspektywa Kaia
Gdyby pewnego dnia mój najlepszy przyjaciel podszedł do mnie i powiedział, że jest gejem... prawdopodobnie nie miałbym z tym problemu. Prawdopodobnie nawet bym go wspierał... chociaż oglądanie mojego przyjaciela z jego "chłopakiem" publicznie nadal mogłoby być dla mnie niekomfortowe i mogłoby nawet wywołać napięcie w naszych relacjach, bez względu na to, jak bardzo starałbym się być postępowy lub jak bardzo zmienił się świat.
Zawsze byłem stanowczy w swoich przekonaniach. Zawsze wierzyciłem, że mam być tym, kim jestem, i dokładnie wiedziałem, kto mi się podoba.
Zaufajcie mi; nie miałem nic przeciwko społeczności LGBTQ+, dopóki nie mieli ze mną nic wspólnego. Widziałem już mężczyzn całujących się z innymi mężczyznami. Widziałem dziewczyny ostro zabawiające się w klubie. To było całkiem przyjemne widowisko. Zwłaszcza, gdy patrzyłem, jak dwie cholernie seksowne kobiety całują się ze sobą w klubie, gdzieś w głębi duszy sam miałem ochotę do nich dołączyć.
Ale patrzeć, jak dwóch mężczyzn całuje się tak, jak robili to teraz? Patrzeć, jak eksplorują swoje ciała i dotykają się nawzajem? To nigdy nie była moja bajka. Może dlatego, że czułem się z tym trochę niekomfortowo?
Zawsze znajdą się hejterzy, przeciwnicy zmian. I zawsze będą ludzie tacy jak ja, którzy dorastali słysząc, że "chłopaki nie płaczą" i "faceci to faceci", i dla których było to częścią społecznej "normy" od dnia narodzin.
Ale oni... dlaczego...?
Dlaczego nie mogłem oderwać od niego wzroku?
"Hej, Kai!" Cole, mój najlepszy przyjaciel od czasów gimnazjum, szturchnął mnie w ramię po tym, jak skończył myć ręce w łazienkowej umywalce. "Przestań się gapić, to strasznie dziwne."
"Hę?" Zajęło mi dłuższą chwilę, zanim zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście się na nich gapiłem... na niego.
Drzwi do kabiny były tylko lekko uchylone, prawdopodobnie dlatego, że tak bardzo spieszyli się do środka, że zapomnieli ich dokładnie zamknąć, zapominając o tym, że ta maleńka szczelina dawała każdemu na zewnątrz możliwość podejrzenia, co dzieje się w środku, pomimo cichych jęków.
"Wcale się nie gapię." Kłamałem w żywe oczy. "Powinni być bardziej świadomi tego, gdzie są, jeśli nie chcą, żeby ludzie..."
"Ah!"
Dźwięk tego szorstkiego, ochrypłego głosu sprawił, że znieruchomiałem z dłonią pod bieżącą wodą. Dlaczego zapragnąłem zobaczyć jego twarz? Dlaczego nagle byłem tak ciekawy, do kogo należał ten głos?
"Spadajmy stąd." Cole odsunął się od umywalki i po wytarciu rąk garścią papierowych ręczników, wrzucił je do kosza na śmieci i niemalże wybiegł z męskiej toalety.
Ogłuszający dźwięk głośników w klubie na moment wdarł się do toalety, gdy drzwi otwierały się i zamykały, zagłuszając dźwięki jęków dobiegających z kabiny, ale nie minęło dużo czasu, zanim w pomieszczeniu znów zapanowała cisza, a dźwięki powróciły ze zdwojoną siłą, ponownie przyciągając moją uwagę w ich stronę.
Szczerze... nie do końca rozumiałem, czy powodem, dla którego moje serce waliło w piersi, było dudnienie basów wibrujących w podłodze, czy fakt, że mogłem dostrzec coś więcej niż tylko zarys tego, co działo się w kabinie.
"Szlag!" Przekląłem, gdy zorientowałem się, że zmoczyłem rękawy bieżącą wodą.
Zakręcając kran, cofnąłem się i wyciągnąłem kilka ręczników z dozownika, aby wytrzeć ręce, a moje oczy po raz kolejny powędrowały w stronę wąskiej szczeliny w drzwiach kabiny, gdzie dwaj mężczyźni namiętnie się całowali.
Ale teraz... robili o wiele więcej niż tylko całowanie.
Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem, było jedno piwne oko i burza ciemnobrązowych włosów. Opierał się plecami o przeciwległą ścianę i przez sekundę myślałem, że moje oczy spotkały się z jego w przyprawiającym o zawał serca momencie, zanim wyrwałem się z transu i spróbowałem skupić na czymkolwiek innym niż te oczy.
Okazało się to jednak zaskakująco niemożliwe. Wciąż spoglądałem w tamtą stronę, nawet gdy zobaczyłem, jak zamyka oczy i odrzuca głowę do tyłu, kiedy stojący przed nim blondyn zaczął całować jego szyję, a on podniósł dłoń, by wczepić się w jego włosy.
Jego dłonie były kolejną rzeczą, od której nie mogłem oderwać wzroku. Nie były gładkie ani kobiece, jak się spodziewałem, ale silne, z wyraźnie zarysowanymi żyłami. Wyglądał, jakby dużo trenował.
Tym razem jednak z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk rozpinanych klamer od pasków i rozsuwanych suwaków. Wiedziałem, że czas stąd spierdalać. Bo nie byłem nawet pijany, żeby użyć tego jako wymówki, gdybym został przyłapany na podglądaniu.
Zatrzymałem się jednak tuż przed minięciem kabiny. Z tego kąta nie widziałem, co dzieje się w środku, ale wciąż mogłem dostrzec jego dłoń, opartą płasko o ścianę kabiny. Na palcu wskazującym miał srebrny sygnet o misternym wzorze... i choć nie miałem absolutnie żadnego prawa być tak wścibskim, wciąż nie mogłem oderwać wzroku od jego dłoni... od tego sygnetu... dopóki nie wyciągnąłem ręki i nie zamknąłem drzwi kabiny tak ostrożnie, jak tylko potrafiłem; uniemożliwiając komukolwiek innemu podziwianie przedstawienia, które odstawiali.
Wyciągając telefon z kieszeni, sprawdziłem, czy nie mam żadnych nieodebranych połączeń ani wiadomości, bo wiedziałem, że Cole czeka na mnie tuż za drzwiami i zapyta, dlaczego tak długo mi to zajęło. Ale jedyne telefony i SMS-y, jakie dostałem, pochodziły od Ruby, mojej niedawnej ex, która wciąż próbowała do mnie wrócić pomimo faktu, że to ona zdradziła pierwsza.
I tak nie miało to znaczenia, bo Ruby i ja nigdy nie traktowaliśmy tego poważnie i wcale nie mieliśmy takiego zamiaru. Jedynym powodem, dla którego dzwoniła, było prawdopodobnie to, że czuła się "samotna" i chciała, abym dotrzymał jej "towarzystwa".
To był kolejny powód, dla którego unikałem alkoholu. Nie chciałem skończyć, dzwoniąc do Ruby po pijaku na seks, a potem żałować tego rano, kiedy próbowałaby wykorzystać to przeciwko mnie, żeby znów do siebie wrócić.
"Długo ci zeszło." Przesadzony ton Cole'a sprawił, że oderwałem wzrok od ekranu i spojrzałem na niego. "Kto dzwoni?"
"Uratowany przez dzwonek." Pomyślałem sobie, gdy mój ekran podświetlił się ze zdjęciem Ruby na identyfikatorze połączenia.
"Nikt." Wyłączyłem go i wsunąłem z powrotem do kieszeni, ale nie wcześniej, niż Cole zdążył się pochylić, by zerknąć na mój ekran. "Przestań być taki wścibski."
"Czy to ta laska, z którą umawiałeś się od ponad dwóch tygodni?" Cole zagwizdał nad rykiem głośników, gdy wróciliśmy przywitać się z naszymi przyjaciółmi w klubie. "Czy ty z nią nie zerwałeś w zeszłym tygodniu albo coś w tym stylu?"
"Zerwałem." Tylko tyle odpowiedziałem, gdy dołączyliśmy do naszych kumpli z uniwersytetu.
Czwórka z nas wyszła na miasto, by uczcić koniec egzaminów na drugim roku i prawdopodobnie wrócić do domu z kimś z klubu. Sądząc po jego zachowaniu, Joshua był już na najlepszej drodze, by dobrać się komuś do majtek, podczas gdy Cole, Devon i ja siedzieliśmy, topiąc smutki w drinkach i patrząc, jak flirtuje bezwstydnie na naszych oczach.
Gdy kobieta w końcu ustąpiła i przywołała go do siebie, wiedzieliśmy, że ta dwójka będzie miała dzisiaj niezłą zabawę.
"Szlag!" Wstałem z krzesła, gdy tylko zobaczyłem godzinę. "Godzina policyjna w akademiku jest o północy. Mamy piętnaście minut na powrót."
"Skurwysyn!" Przeklął Cole, opróżniając swoją ostatnią szklankę. "Chłopaki, musimy lecieć. Widzimy się jutro na uczelni."
"Jedźcie ostrożnie." Devon pomachał nam na pożegnanie. "Na razie."
"Czekaj... jak wracasz do domu?" Zapytałem, zanim wyszliśmy.
"Nie martw się" machnął na nas ręką, wyciągając telefon z kieszeni i wybierając do kogoś numer. "Mam podwózkę."
Dopiero kiedy Cole i ja byliśmy już na parkingu, przypomniałem sobie, że przyjechaliśmy jego samochodem, a obaj wypiliśmy dzisiaj ładnych parę drinków.
"Kurwa... zamawiamy Ubera?" Zaproponowałem.
"Nie mamy czasu." Wyciągnął kluczyki z kieszeni i rzucił nimi we mnie. "Ty prowadzisz. Wypiłeś nie więcej niż jedno piwo."
"Dobra." Nie była to bezpieczna opcja, ale żaden z nas nie chciał dostać grzywny ani donosu za spóźnienie się do akademika. Więc usiadłem za kółkiem i ruszyłem w stronę akademika, gdy tylko obaj zapięliśmy pasy.
"Udało się!" Powiedziałem do Cole'a dziesięć minut później, niemal dysząc z ataku paniki, gdy wjechaliśmy na parking akademika, a stary strażnik zamknął za nami wielkie żelazne bramy.
Ale ku mojemu wielkiemu przerażeniu... Cole był nieprzytomny na siedzeniu obok mnie, chrapiąc głośno z głową przekrzywioną pod dziwnym kątem i szeroko otwartymi ustami. Nie wspominając o tym, że dosłownie się ślinił.
"Kurwa!" Jęknąłem, nie chcąc być tym, który będzie musiał zanieść go do jego pokoju, ale wiedziałem, że nie było z tego innego wyjścia. Gdybym zostawił go strażnikowi, ten stary zrzęda z pewnością doniósłby Dyrektorowi Domu Studenckiego, kiedy ten rano przyszedłby do pracy, za picie, spóźnienie i Bóg wie co jeszcze.
Ten pieprzony stary zgred nienawidził nas z całego serca, ale wciąż pracował jako ochroniarz w męskim akademiku! Czy on urodził się stary, czy nigdy nie miał okazji dobrze się bawić za dzieciaka?
"Hej!" Potrząsnąłem nim gwałtownie. "Wstawaj! Nie mam kurwa zamiaru cię nieść! Wstawaj!"
Cole jęknął i z dużym trudem otworzył oczy, zanim zaczął szarpać się z pasem bezpieczeństwa. Wzdychając, odpiąłem mu pas, wysiadłem z samochodu i obszedłem go od strony pasażera, żeby pomóc mu wysiąść.
"Kurwa, ale jesteś ciężki!" Walczyłem, by utrzymać się na nogach, gdy Cole oparł na mnie cały swój ciężar. "Tylko mi tu nie zasypiaj, idioto!"
"Uuuchmmm...." Cole wymamrotał pod nosem coś niezrozumiałego, po czym usłyszałem, jak znów zaczyna chrapać.
"Skurwiel!" Zawyłem, zamykając jego samochód i bezpiecznie chowając kluczyk do swojej kieszeni.
Zarzucając sobie ramię Cole'a na szyję, skierowałem się do holu akademika, ciągnąc śpiącego Cole'a z ogromnym trudem. Ale kiedy miałem właśnie nacisnąć przycisk przywołujący windę, żeby móc dotrzeć na jego piętro... inna dłoń ubiegła mnie i nacisnęła przycisk przede mną.
"Ugh..Dzięki stary..." I wtedy zauważyłem srebrny, grawerowany sygnet na jego prawym palcu wskazującym... a moje oczy powędrowały w górę, by napotkać piwne tęczówki wpatrujące się we mnie z twarzy, od której nie mogłem już oderwać wzroku.






