Perspektywa Kaia
Uniósł pytająco brwi i zdałem sobie sprawę, że stoję w całkowitym bezruchu jak idiota, podczas gdy drzwi windy otworzyły się za moimi plecami.
"Przepraszam." Mruknąłem pod nosem, balansując ciężarem Cole'a na moich ramionach.
Ale chyba nie doceniłem jego wagi, bo w momencie, w którym odwróciłem się, by wejść do windy, potknąłem się o własne nogi i prawie runąłem na podłogę.
"Uważaj!"
Zanim się zorientowałem, zostałem wciągnięty do pozycji stojącej, z czyjąś dłonią na mojej talii, gdy mężczyzna z wcześniej rzucił mi się na ratunek.
"Dzięki." Mój głos zabrzmiał bardziej jak szept, kiedy spojrzałem na jego twarz, napotykając piwne oczy, które z tak bliska wydawały się bardziej zielone niż brązowe.
W tych tęczówkach dostrzegłem również kilka złotych plamek, ale to, na co zwróciłem największą uwagę, to fakt, jak bardzo był przystojny. Jego skóra była nieskazitelna, w jasnozłotym odcieniu, który stawał się jeszcze bardziej wyraźny w górnym świetle.
"Nie ma sprawy" kąciki jego ust uniosły się w lekkim półuśmiechu. "Uznaj to za odwdzięczenie się za przysługę z wcześniej."
Na ułamek sekundy w mojej głowie zapanowała całkowita pustka. "Z wcześniej?"
"Za zamknięcie drzwi od kabiny."
I wtedy dotarło do mnie, co powiedział.
Zatrzymałem się tuż przed minięciem kabiny. Z tego kąta nie widziałem, co dzieje się w środku, ale wciąż mogłem dostrzec jego dłoń, opartą płasko o ścianę kabiny. Na palcu wskazującym miał srebrny sygnet o misternym wzorze... i choć nie miałem absolutnie żadnego prawa być tak wścibskim, wciąż nie mogłem oderwać wzroku od jego dłoni... od tego sygnetu... dopóki nie wyciągnąłem ręki i nie zamknąłem drzwi kabiny tak ostrożnie, jak tylko potrafiłem; uniemożliwiając komukolwiek innemu podziwianie przedstawienia, które odstawiali.
Kurwa!
Wyrwałem się z jego objęć i znalazłem się w windzie w rekordowym czasie, podczas gdy Cole jęknął na moich ramionach z powodu tak brutalnego szarpania. Nie zwracałem jednak na to uwagi, bo w tamtym momencie moje serce biło tak szybko, jakby miało mi wyskoczyć z piersi.
Ożeż kurwa mać!
Widział mnie!
Widział, jak podglądam go w łazienkowej kabinie! Kurwa! KURWA!!!!
Dlaczego ziemia nie mogła się po prostu pode mną zapaść?
Ale kiedy już myślałem, że uda mi się przezwyciężyć to zawstydzenie, zobaczyłem, jak wchodzi do windy tuż za mną, z małym plecakiem przerzuconym przez ramię. W jednej chwili zamarzłem w bezruchu.
"Pozwól mi pomóc." Stanął po mojej drugiej stronie i zanim zdążyłem go powstrzymać, wziął wolną rękę Cole'a i przełożył ją przez swoje ramiona.
Mógłbym protestować, ale gdy część ciężaru Cole'a została ze mnie zdjęta, nie miałem serca narzekać, zwłaszcza że chłopak robił mi przysługę... a mój najlepszy przyjaciel był cholernie ciężki.
"Jeszcze raz dzięki..."
"Night." Powiedział mi. "A ty jesteś?"
"Kai." Odsunąłem się nieco dalej. "Kai Hunter."
"Spoko." Uśmiechnął się krzywo, gdy drzwi windy zaczęły się zamykać. "Które piętro?"
"Szóste."
"Och?" Spojrzał na mnie lekko zaskoczony. "Ja też tam jadę."
"Odwiedzasz kogoś?" Zapytałem po chwili ciszy.
Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego byłem taki ciekawy. Nie lubiłem wtrącać się w nieswoje sprawy, nie podobało mi się też, gdy inni zbytnio interesowali się mną. Ale mimo to...
"Och, nie. Właśnie wprowadziłem się do tego akademika." Powiedział. "Będę dzielił pokój ze współlokatorem."
"Rozumiem."
Gdy drzwi otworzyły się na szóstym piętrze, Night i ja zaciągnęliśmy Cole'a na drugi koniec korytarza do jego pokoju, gdzie solidnie zapukałem w drzwi kilka razy, zanim ostatecznie doczekaliśmy się reakcji ze strony współlokatora Cole'a.
"Co do kurwy!" Samuel, student czwartego roku medycyny, który dzielił pokój z Cole'em, otworzył drzwi ze zirytowanym wyrazem twarzy... który zamienił się w morderczy, gdy tylko jego wzrok padł na Cole'a. "Chyba sobie żartujecie!"
"Przepraszam, Samuel." Posłałem mu najbardziej przepraszające spojrzenie, na jakie było mnie stać. "Proszę, po prostu przytrzymaj drzwi, żebym mógł wrzucić go do łóżka."
"Uważajcie na moje książki!" Samuel posłał nam kwaśne spojrzenie, zanim odsunął się na bok, aby nas wpuścić.
Odwróciłem się do Nighta, oferując mu wdzięczny uśmiech. "Stąd już sobie poradzę. Dzięki za pomoc, stary."
"Nie ma sprawy." Puścił ramię Cole'a i po raz kolejny jęknąłem, gdy cały jego ciężar spadł na moje barki.
Odwracając się, ostrożnie wciągnąłem Cole'a do środka, starając się ze wszystkich sił nie nadepnąć na żaden z miliona podręczników rozrzuconych w stosach po całej podłodze, po czym dosłownie rzuciłem go na łóżko. Rozluźniając ramiona, gdy wreszcie uwolniłem się od jego ciężaru, pomogłem Cole'owi zdjąć buty i naciągnąłem pościel na jego ciało, po czym rzuciłem się do wyjścia.
Samuel łatwo wpadał w irytację, jeśli zostawaliśmy u niego w pokoju dłużej niż to konieczne, dlatego Cole rzadko kogokolwiek zapraszał. Dziękując mu w drodze do wyjścia, udałem się na drugą stronę korytarza, gdzie znajdował się mój pokój... tylko po to, by zastać Nighta stojącego tuż przed drzwiami z kartą magnetyczną w dłoni.
Miałem go zapytać, co tam robi, ale wtedy zauważyłem dwie duże torby u jego boku i fakt, że właśnie otworzył drzwi kartą.
Czekaj, kurwa, moment... czy to oznaczało?
O ja pierdolę!
Podbiegając do mojego pokoju, przytrzymałem drzwi jedną ręką, akurat w momencie, gdy Night zamierzał je zamknąć.
Spojrzał na mnie zaskoczony, z szeroko otwartymi piwnymi oczami, po czym zlustrował mnie z góry na dół, zwalniając nacisk na klamkę.
"Mogę ci w czymś pomóc?" Zapytał zdezorientowany, odsuwając się od drzwi, by pozwolić mi wejść do środka, podczas gdy ja zamknąłem je za sobą.
"Ja tu mieszkam." Szybko sprawdzając kieszenie, wyciągnąłem swoją własną kartę magnetyczną i pokazałem mu numer na karcie. "To jest mój pokój."
"Och?" Powolny uśmiech rozkwitł na jego ustach, gdy przyjrzał się karcie, po czym jego oczy napotkały moje. Było coś w jego spojrzeniu, co wyprowadziło mnie z równowagi... wywołało w moim brzuchu to dziwne, mrowiące uczucie, którego nie potrafiłem do końca nazwać.
Wiedziałem tylko, że mi się to nie podoba. Ani trochę mi się to nie podobało...
"W takim razie chyba powinienem przedstawić się ponownie" posłał mi łobuzerski uśmiech, wyciągając do mnie rękę. "Nazywam się Night Winters, student pierwszego roku na Wydziale Komunikacji. Witaj... współlokatorze."






