– To – Enzo wskazuje na mnie – nie jest sukienka. – Piorunuje mnie wzrokiem tak intensywnie, że w połowie spodziewałam się, iż materiał zaraz stanie w płomieniach.
Żadnego: wyglądasz pięknie, ładnie? Kompletnie nic.
Nie podoba mu się? Prychnęłam w duchu, nie stroiłam się dla niego, ale byłoby miło poczuć się docenioną.
– Noszę tylko to, co mam do dyspozycji, mówiłeś, że ma być czerwone... –






