Z perspektywy Giselle:
– Wow! To my tutaj walczymy, a on zgarnia całą miłość i uwagę! – dobiegł mnie znajomy głos, którego tak bardzo starałam się unikać.
– Tyler! – wyrwało mi się z ust, gdy usłyszałam jego głos po tylu latach.
Wciąż tkwiłam w ramionach Kevina, gdy rozejrzałam się i zobaczyłam wszystkie lisy leżące na ziemi, martwe lub na wpół żywe. Niektóre jęczały z bólu. Inne były rozerwane na






