Napięcie w powietrzu jeszcze w pełni nie opadło. Trwało, niczym duch wszystkiego, co właśnie razem przeszli. W posiadłości Sterlingów panowała cisza, ale nie ten spokojny rodzaj ciszy – raczej ta, która zwiastuje coś gorszego. Lottie siedziała sztywno na kanapie, ręce splecione na kolanach, paznokcie wbijające się w dłonie. Ciężar na jej piersi nie ustępował, nieważne, jak bardzo próbowała wmówić






