ELARA
„Obudź się, ty mały odrzutku”.
Wiadro lodowatej wody uderzyło mnie w twarz, przemiękając przez cienki koc i kłując skórę zimnem. Z trudem łapałam oddech, szczękając zębami i kurczowo trzymając się prześcieradła, podczas gdy nade mną górował cień mojego przyrodniego brata.
Morduk zakpił. „Myślisz, że jesteś kimś z rodziny królewskiej, podczas gdy my ci służymy?”
Zanim zdążyłam mrugnąć, kopnął w ramę łóżka. Ból eksplodował, gdy uderzyłam o podłogę, a moja szczęka trzasnęła o drewniane deski. Podniosłam się na rękach, drżąc, ale nie zostałam na ziemi. Pozostanie na dole oznaczało coś gorszego.
Następny był głos Jaxona – spokojny, niebezpieczny. „Matka chce cię widzieć”.
Podszedł bliżej, odgarniając mokre pasma włosów z mojej twarzy. Od jego dotyku wywróciło mi się w żołądku. Trwałam w bezruchu ze spuszczonym wzrokiem, walcząc z chęcią wzdrygnięcia się.
„I nie każ jej czekać”, mruknął, a jego głos przeszedł w groźbę.
Wymknęłam się, szybko ocierając łzy, zanim mogli je zobaczyć. Płacz tylko pogarszał sprawę.
Na dole czekała Beatrix ze szklanką w dłoni, a jej ostre oczy były przekrwione i zimne. Nawet z progu czułam alkohol.
„Po co tam stoisz?” – warknęła. „Chodź tutaj”.
Posłuchałam, wciąż wpatrując się w podłogę.
Zlustrowała mnie wzrokiem z wykrzywionymi wargami. „Żałosne. Twój ojciec musiał być ślepy, żeby zostawić kogoś takiego pod moją opieką”.
Ścisnęło mnie w piersi. Nie odszedł z własnej woli.
Beatrix wstała, krążąc wokół mnie niczym jastrząb. „Jesteś tylko ciężarem. Brudnym małym odrzutkiem. Gdyby to zależało ode mnie, gniłabyś na ulicy”.
Milczałam, zagryzając język. Popchnęła mnie w stronę zlewu. „Wyszoruj tę kuchnię na błysk. I nie przynieś mi wstydu, kiedy będziesz podawać kolację”.
Jej dłoń z impetem uderzyła mnie w plecy. Ból przeszył moje żebra, ale zdołałam utrzymać równowagę. Jej śmiech odprowadził mnie, gdy sięgałam po ścierkę. „Bądź wdzięczna, że w ogóle masz dach nad głową”.
Zacisnęłam dłonie na blacie, aż pobielały mi kłykcie. Nie będę płakać. Nie tutaj. Nie tam, gdzie mogliby to zobaczyć.
Jeszcze tylko jeden rok. Potem mnie tu nie będzie.
Do zmroku bolało mnie całe ciało. Każdy krok był jak chodzenie po sińcach. Ale przynajmniej coś zjadłam – Beatrix pozwoliła mi dziś zjeść w moim pokoju. W jej świecie to był akt miłosierdzia.
Siedziałam na brzegu łóżka z otwartą na kolanach książką wypożyczoną z biblioteki. Słowa dawały mi namiastkę ucieczki, nawet gdy potykałam się na tych trudniejszych.
Tak bardzo pogrążyłam się w lekturze, że nie usłyszałam otwieranych drzwi.
Nie wyczułam go, dopóki nie poczułam zmiany w powietrzu.
Jaxon oparł się o futrynę, a w jego oczach błysnęło coś mrocznego. „Wciąż nie śpisz?” – zapytał, wchodząc do środka.
Tętno mi przyspieszyło. Potrząsnęłam szybko głową i wstałam, wskazując na dzwonek do drzwi, który właśnie rozległ się na dole.
Uśmiechnął się – powolnym, porozumiewawczym uśmiechem. „Nigdzie się nie wybierasz”.
Wyciągnął rękę w moją stronę, zaciskając palce na moim nadgarstku. Szarpnęłam się z walącym sercem, ale chwycił mocniej, a jego głos stał się niski i drwiący.
Wtem...
„ELARA!” – wściekły głos Beatrix zagrzmiał z dołu.
Jaxon zamarł. Jego uścisk zelżał. Cofnęłam się gwałtownie, łapiąc powietrze.
„Nie ruszaj się” – syknął, po czym wypadł z pokoju.
Opadłam na podłogę, drżąc, a bicie serca huczało mi w uszach.
To nie był koniec.
Nigdy nie był.






