languageJęzyk

Rozdział 9 Pierwszy oddech

Autor: Jacqueline31 maj 2026

ELARA

Moje zmysły były w najwyższej gotowości, wychwytując każdy dźwięk i zapach wokół mnie. Po piętnastu latach w zamknięciu wreszcie byłam na zewnątrz, zamężna, w samochodzie, jadąc w nieznane. Uderzenie świeżego powietrza w twarz niemal przyprawiło mnie o zawrót głowy.

– Chodź – powiedział, prowadząc mnie naprzód z dłonią na moich plecach. Odruchowo się wzdrygnęłam.

– Co myślisz, że ci tu zrobię? – zapytał, robiąc krok w moją stronę. Ciemne okulary ukrywały jego oczy, a to tylko pogarszało sprawę. Jego dłoń musnęła moją talię, kierując mnie w stronę budynku przed nami. Może to było centrum handlowe.

Słońce grzało, było zbyt ciepło po latach spędzonych wśród zimnych, kamiennych ścian. Powietrze było przesycone zapachem pieczonych kasztanów, spalin i perfum. Wszystko uderzyło we mnie naraz. Zbyt głośno. Zbyt jasno. Zbyt żywo.

Szklane drzwi rozsunęły się, ukazując miejsce tak wypolerowane, że od samego patrzenia niemal bolały oczy. Złote wykończenia. Powietrze o zapachu cytrusów. Marmur, który lśnił jak lód.

– Panie Varkas, przybył pan – przywitała się młoda kobieta, idealny uśmiech, idealny ton. Nawet na mnie nie spojrzała.

– Przygotowaliśmy to, o co pan prosił – powiedziała.

– Dobrze – odparł Voktor. – Przynieście to do mojego stałego miejsca.

Szliśmy przez ciche tłumy. Wydawało się, że każda para oczu śledzi mnie wzrokiem. Serce łomotało mi w piersi, gdy chowałam się za swoimi włosami.

– Siadaj.

Zapadłam się w miękką kanapę, z nerwów wykręcając palce na podołku. Świat wokół mnie pędził szybko, zbyt szybko, podczas gdy ja siedziałam — nieruchoma, mała, niewidzialna.

Kobieta wróciła z naręczem ubrań. – Dla niej – powiedział Voktor, a jej uprzejmy uśmiech zadrżał na ułamek sekundy.

– Tędy, panienko.

Spojrzałam na niego. Kiwnął głową tylko raz.

Wewnątrz przymierzalni kazała mi się rozebrać. Zrobiłam to, a jej ciche westchnienie powiedziało mi, że dostrzegła to, co już wiedziałam — blizny, siniaki, pamiątki. Nie powiedziała ani słowa, po prostu podała mi sukienkę i wyszła.

Żółta suknia leżała idealnie, jakby od dawna znała moje kształty. Ledwie rozpoznałam kobietę w lustrze.

Kiedy wyszłam, Voktor lekko skinął głową. Bez słowa. Taki stał się rytm przez następną godzinę — sukienka, skinienie, cisza.

Później siedziałam w samochodzie, podczas gdy on ładował torby. Było ich zbyt wiele. Zbyt wiele tego wszystkiego. Moje ciało bolało od udawania, że wszystko jest w porządku.

Prowadził w milczeniu. Nie przeszkadzało mi to. Cisza była bezpieczniejsza.

Kiedy wjechaliśmy na teren posiadłości, dostrzegłam samochód, na widok którego żołądek podszedł mi do gardła. Znajomy. Niewłaściwy.

A potem zobaczyłam jego.

Jaxona.

Ten uśmiech, krzywy, okrutny, niezapomniany. Moje ręce zaczęły drżeć. Stare siniaki pod skórą zapiekły, jakby one również go pamiętały.

Tylko nie to. Błagam, tylko nie znowu.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 9: Rozdział 9 Pierwszy oddech - Jego Cicha Obsesja: Własność Króla Podziemia | StoriesNook