ELARA
— Dobra, leć już — powiedziała Zoya, wycierając ręce w fartuch z uśmiechem. — My tu pozamykamy. Idź po swoje małe potwory.
Popatrzyłam na nie obie — Kaira układała już ostatnie tace, Zoya sprawdzała kasę — i pokręciłam głową, czując nagłe ściskanie w gardle.
— Co ja bym bez was zrobiła? — szepnęłam cicho.
Kaira przewróciła oczami, ale jej uśmiech był ciepły. — Przeżyjesz. Przeżyłaś gorsze rz






