VOKTOR
„Witajcie z powrotem, ekipo! Nadajemy na żywo i głośno z najgorętszej miejscówki w mieście!” Skierowałem telefon na tłum, pulsujące światła, bas trzęsący podłogą. Czat eksplodował emotikonami serc i komentarzami śliniącymi się na mój widok.
Oparłem się o oparcie w loży VIP, w czarnej, do połowy rozpiętej koszuli, z kieliszkiem szampana w dłoni. „Oglądacie kanał Voktora Varkasa, życie, na które was nie stać, ale które uwielbiacie oglądać” – powiedziałem z uśmieszkiem.
Posypały się komentarze. Voktor, jesteś bogiem! Zauważ mnie! Co dzisiaj pijesz?
„Szampana” – powiedziałem, unosząc kieliszek. „Tego drogiego, a nie ten tani, sklepowy badziew”. Dwie modelki u mojego boku wybuchnęły śmiechem. Pocałowałem jedną z nich wystarczająco długo, by czat oszalał, a potem zakończyłem transmisję na żywo.
Kolejną rzeczą, jakiej byłem świadom, był budzik wrzeszczący mi prosto do ucha. Czułem się, jakby po mojej czaszce przemaszerował słoń. Cisnąłem zegarkiem o ścianę. „Zamknij się!”
Przewróciłem się na drugi bok i zamarłem. Ciało obok mnie było ubrane. I twarde.
„Nie lubię być obmacywany, Voktorze” – odezwał się głęboki, męski głos.
Usiadłem jak oparzony. „Co jest, do cholery, Drakan?” Mój kierowca i zarazem ochroniarz. W moim łóżku.
„Pańskie towarzyszki zostały wyproszone, panie Varkas. Na polecenie pańskiego ojca”.
Zanim zdążyłem go zwyzywać, drzwi się otworzyły. Mój ojciec wypełnił framugę niczym zła nowina w garniturze. „Ubieraj się. Musimy porozmawiać”.
Pięć minut później, na wpół rozbudzony, wpatrywałem się w niego z drugiej strony stołu, gdy zrzucił bombę.
„Ożenisz się z Elarą Vance. Jutro”.
Wyplułem sok. „Żartujesz”.
Jego wyraz twarzy mówił co innego. „Nie. Ożenisz się z nią albo stracisz wszystko – pieniądze, apartament, firmę”.
„Słucham? Nie możesz tak po prostu…”
„Och, mogę. Masz prawie trzydzieści lat, Voktorze. Zero dyscypliny, zero skupienia. Ożenisz się z nią i dasz mi dziedzica”.
„Dziedzica?” – powtórzyłem, a mój głos się załamał. „Tato, ja nie chcę nawet psa!”
Zignorował mnie, przesuwając po blacie zdjęcie. Dziewczyna, może sprzed lat. Nie wydawała się znajoma.
„Ona nie jest nastolatką” – powiedział, zanim zdążyłem się odezwać. „Znałeś ją jako dziecko. Elara Vance. Przypomnisz ją sobie”.
Wpatrywałem się w zdjęcie; coś zaszamotało się na skraju mojego umysłu, duch z innego życia.
„Nie zrobię tego” – powiedziałem cicho.
Wstał, poprawiając marynarkę. „Jutro to zrobisz. I uwierz mi, nie jest kimś, kogo zapomnisz po raz drugi”.
Drzwi zamknęły się za nim. Siedziałem tam, zapominając o kacu, a moje serce waliło jak bęben.
Żonaty. Jutro.
Z nieznajomą, którą mogłem już znać.






