languageJęzyk

Rozdział 7 Plan Beatrix

Autor: Jacqueline31 maj 2026

ELARA

– Przestań bawić się jedzeniem i jedz – rozkazał, a jego niski, głęboki głos był na tyle ostry, że aż drgnęłam. Siedział niekomfortowo blisko mnie na sąsiednim stołku, tuż przy blacie.

Zamarłam. Posiłek wyglądał absolutnie wybornie — makaron lśniący od sosu, idealnie zrumienione klopsiki, delikatnie parujący chleb — ale na samą myśl o zjedzeniu czegoś więcej niż moja "przydzielona porcja" żołądek skręcał mi się ze strachu. Nie chciałam kary. Nie mogłam sobie na nią pozwolić. Nie tutaj. Nie teraz.

– Śmiało, weź więcej – zachęcał, a jego ton był zwodniczo spokojny. Okręciłam spaghetti wokół widelca, zawahawszy się, zanim uniosłam go do ust. Każdy kęs przypominał stąpanie po pułapce. Przełknęłam szybko, modląc się, bym go nie zdenerwowała, chociaż przed chwilą wydawał się miły, niemal… łagodny. Ale ja wiedziałam swoje. Ludzie tacy jak on ukrywali swoją potworną naturę pod wypolerowaną powierzchnią. Nieprzewidywalni. Niebezpieczni.

– Chcesz, żebym cię nakarmił? – Jego niski i lodowaty głos sprawił, że wzdrygnęłam się. Pokręciłam głową, ściskając widelec mocniej. Kolejny kęs. Mój żołądek zaburczał mimo nerwów.

– To nie wystarczy. Dlaczego nie słuchasz? – Przez jego słowa przebijała frustracja, a mnie ścisnęło w gardle. Łzy zapiekły mnie pod powiekami — nie mogłam zjeść nic więcej, a moje ciało się buntowało.

– Dlaczego płaczesz? – warknął ostro. Nawet nie zorientowałam się, że łzy zaczęły płynąć. Moje dłonie drżały. Skuliłam się nad talerzem, przygotowując się na nieunikniony gniew, cios, karę, która, byłam tego pewna, zaraz nadejdzie.

Zamiast tego wzruszył ramionami. – Szczerze mówiąc, dlaczego miałoby mnie to obchodzić? Jedz, jak tylko chcesz. – Milczałam, wpatrując się w talerz. Moje łzy kapały na makaron.

Powtórzył, tym razem wolniej. – Powiedziałem, jedz, jak tylko chcesz. – Krzesło skrzypnęło, gdy zmienił pozycję, a ten cichy dźwięk był niepokojący w zapadłej ciszy. Potem nic. Ostrożnie otworzyłam oczy. W salonie było cicho. Telewizor lekko migotał, szeleściły papiery — jeszcze przed chwilą tu był, po prostu… zniknął.

Dlaczego odszedł? Brak reakcji wybił mnie z rytmu. Z niechęcią skupiłam się na posiłku, biorąc jeszcze pięć kęsów makaronu i jeden ostrożny kęs klopsika, po czym popiłam to haustem zimnego soku. Był orzeźwiający, lepszy niż cokolwiek, co piłam wcześniej, a jednak poczucie winy szarpało mnie od środka za to, że poczułam choćby cień przyjemności.

Zaniosłam talerze do zlewu, starannie pakując resztki na jutro, a następnie zaczęłam zmywać naczynia. Nieznana pralka stojąca obok napawała mnie lękiem. Beatrix nigdy nie pozwalała mi dotykać tej w domu. Majaczyło mi się w pamięci, jak pewnego ranka zniknęła, sprzedana bez słowa wyjaśnienia. Nigdy nie odważyłam się zapytać dlaczego.

– Co ty robisz? – Niski głos za moimi plecami przestraszył mnie tak bardzo, że upuściłam szklany talerz, który roztrzaskał się na podłodze. Serce podeszło mi do gardła.

Podniosłam wzrok, a on tam stał. Tak blisko, że nie usłyszałam, jak podchodzi. Uderzył we mnie strach — padłam na kolana, zbierając odłamki. Kara, pomyślałam. Z pewnością teraz pokaże mi swoje prawdziwe oblicze.

Zamiast tego pochylił się. – Nie zrobię ci krzywdy. Zostaw to i wstań; skaleczysz się. – Jego dłoń mocno chwyciła moją, odciągając mnie od szkła. Tętno mi przyspieszyło. Zamarłam, odruchowo osłaniając twarz, gdy delikatnie odsunął moją rękę od mojej głowy.

Pociągnął mnie na nogi, ostrożnie, ale stanowczo. Zachwiałam się lekko, stając na ostrym fragmencie. Ból przeszył moją stopę, a z moich ust wyrwało się ciche sapnięcie.

– Niech to szlag – mruknął, nie odrywając wzroku od drobnych, czerwonych kropel plamiących nieskazitelne płytki. Ścisnęło mnie w klatce piersiowej.

– Tak to jest, kiedy nie słuchasz. Chodź, musimy to opatrzyć – powiedział, pociągając mnie za sobą. Nogi się pode mną trzęsły.

Wtedy, zupełnie niespodziewanie, wziął mnie na ręce, trzymając jak pannę młodą. Moje serce zaczęło bić jak szalone.

– Mam się opiekować żoną czy dzieckiem? – mruknął, a w jego głosie mieszała się frustracja z troską. Posadził mnie na blacie, unosząc moją zranioną nogę, by się jej przyjrzeć. Z najwyższej półki z głośnym łupnięciem wyłoniła się apteczka, sprawiając, że aż drgnęłam.

Jego dłonie były zaskakująco delikatne, gdy przemywał ranę. Zerkałam na niego ukradkiem przez mokre kosmyki włosów, a w moim wnętrzu narastał mętlik. Wydawał się zirytowany, a jednak powstrzymywał się. Dlaczego? Jaki miał motyw?

Czy to mogła być część intrygi Beatrix?

Kiedy ostrożnie owijał ranę, zauważałam jego drobne ruchy — to, jak zaciskała się jego szczęka, kontrolowaną cierpliwość w jego dłoniach, to, jak jego zielone oczy łagodniały, gdy na krótką chwilę spotykały się z moimi. Nie był tylko człowiekiem uosabiającym autorytet. Był nieprzewidywalny, a jednak… tliło się w nim coś jeszcze. Coś, czego nie rozumiałam.

Kuchnia pachniała delikatnie mydłem i środkiem odkażającym. Słyszałam własne bicie serca, szybkie i głośne w ciszy między nami. Wypuścił głośno powietrze, taksując mnie wzrokiem pełnym mieszaniny irytacji i troski, a ja zdałam sobie sprawę, że nie mam innego wyjścia, jak tylko mu zaufać, przynajmniej trochę.

To był dopiero początek. Każdy czyn, każdy gest, każda jego najdrobniejsza interwencja niosły ze sobą znaczenie, którego nie potrafiłam jeszcze rozszyfrować — ale jedno było pewne: tkwiłam teraz w jego świecie, krucha i przerażona, i nie miałam pojęcia, jak się w nim poruszać.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 7: Rozdział 7 Plan Beatrix - Jego Cicha Obsesja: Własność Króla Podziemia | StoriesNook