Kinsley
„Zander, Bogini!” Próbuję do niego mówić, uspokoić go… ale nie było na to szans, leżałam już na łóżku, a lekarz i grupa pielęgniarek zajmowali się mną.
„Jesteś w dobrych rękach, Luno”.
„Szczenię ma się świetnie... dalej, Luno...!”
„Nasza Luna zaczęła rodzić... za kilka godzin będziemy mieć nowego Alfę” – powiedział lekarz. Moje nerwy się spotęgowały, słyszałam też głosy zaskoczenia i ekscy






