languageJęzyk

Rozdział 5: Nieproszony

Autor: Elektra King3 cze 2026

Kinsley

Moi bracia i ja spędziliśmy miły dzień, ale zaczęli zachowywać się dziwnie, gdy zbliżał się czas mojej randki.

Znali Brantley'a; to był normalny facet, ale uważałam go za bardzo atrakcyjnego. Dopiero zaczynaliśmy się spotykać, nic poważnego.

„Słyszałam hałas na zewnątrz. Myślę, że to pewnie wilki. Zostawiliście im jedzenie, tak jak wam kazałam?” – zapytałam bliźniaków, ale byli wyjątkowo cisi i podenerwowani.

„Pójdę sprawdzić” – powiedziałam.

„Kins... może powinnaś narzucić szlafrok na swoje...“ – zaczął Brooks, patrząc na moje ubranie. Miałam na sobie krótkie spodenki i bluzkę. Może było to nieco wyzywające. Usłyszałam warknięcie przy drzwiach.

„Cholera, muszą być głodne“ – powiedziałam, chwytając szlafrok i wynosząc resztki na zewnątrz. Zobaczyłam jakieś ślady stóp, ale nic poza tym.

Miałam na sobie czerwoną aksamitną sukienkę, o której wspomniała Brielle. Zgodnie z przewidywaniami, podkreślała moje krągłości.

„Wyglądasz... dobrze” – powiedzieli bracia z niepokojem. Co z nimi było nie tak?

Miałam blond włosy zaczesane na bok i czerwoną szminkę na ustach. Wkładając płaszcz, przekazałam im ostatnie zalecenia.

„Cóż... Brantley powinien tu zaraz być. Mam nadzieję, że wrócę wcześnie” – powiedziałam im. Z Brantley'em nie doszliśmy jeszcze do etapu .... wspólnego spania.

Usłyszałam klakson. „O, to pewnie on!” – zawołałam radośnie, wychodząc. Gdy otwierałam drzwi samochodu, wydawało mi się, że widzę oczy wilka i słyszę warknięcie w ciemności.

„Cześć Kins... wyglądasz pięknie” – powiedział Brantley, całując mnie w policzek.

„Dzięki, ty też świetnie wyglądasz“ – odparłam.

Był wysokim, umięśnionym mężczyzną o jasnobrązowych włosach. Był zabawny i potrafił mnie rozśmieszyć, ale czasami mówił rzeczy bez zastanowienia. Uważałam go za dobrą partię i czasami zastanawiałam się, co on robi z taką dziewczyną jak ja. Wiele się wydarzyło, a ja... wciąż miałam o sobie nieco zbyt niskie mniemanie.

Myślałam, że mógłby mieć każdą kobietę, jakiej by zapragnął, ale on ciągle zapraszał mnie na randki, więc to musiało coś znaczyć, prawda?

Pojechaliśmy do restauracji w pobliskim mieście. Kiedy zdjęłam płaszcz, czułam jego wzrok na całym moim ciele.

Zazwyczaj nie uważałam się za bardzo atrakcyjną kobietę i teraz nie wiedziałam, co zrobić z tym, jak na mnie patrzył.

„Tu jest naprawdę miło, Brantley. Dziękuję”.

„Mówiłaś, że tak ciężko ostatnio pracowałaś, więc pomyślałem, że zasługujesz na miłą randkę”.

Słuchałam jego opowieści i śmiałam się głośno. Brantley zazwyczaj dużo mówił o sobie i zadawał kilka pytań o moje życie i to, jak mi się powodzi. Ale w tamtym momencie pomagało mi to myśleć o czymś innym.

„Wyglądasz dziś naprawdę seksownie....“ – powiedział, biorąc moją rękę i całując ją. Widziałam, że patrzy na mój dekolt, co sprawiło, że poczułam się spięta.

Muszę przyznać... nie podobało mi się, że przez całą noc gapił się na tę część mojego ciała.

Głupio próbowałam się zasłonić, gdy nagle usłyszałam, jak ktoś odchrząkuje... i poczułam, że blednę, gdy stanął przed naszym stolikiem. To był nie kto inny jak Zan.

Co do diabła?

„Kinsley, dobrze cię widzieć” – powiedział głośnym, ochrypłym głosem.

Miał mocno zaciśnięte pięści. Podniosłam wzrok, by na niego spojrzeć, nie mogąc się powstrzymać. Zan miał na sobie tylko T-shirt i dżinsy... Ale wyglądał, jakby właśnie zszedł z wybiegu.

„Zander... Co ty tutaj robisz?” – zapytałam zaskoczona.

Zauważyłam, że wstrzymał oddech, gdy wymieniłam jego imię; do tej pory praktycznie unikałam nazywania go po imieniu.

„A pan kim jest?” – zapytał Brantley, patrząc w górę na uderzająco przystojnego mężczyznę, który się do mnie zwrócił. Nie miałam pojęcia, co Zan zamierza powiedzieć, więc weszłam mu w słowo.

„To znajomy z miejsca, w którym kiedyś mieszkałam” – powiedziałam nerwowo.

„Byłem kimś więcej niż znajomym....“ – rzucił. Spojrzałam na niego przerażona.

Nagle jednak zdałam sobie sprawę, że dzieje się coś jeszcze dziwniejszego: za moim byłym Alfą stali nie kto inny jak moi bracia.

Brooks i Bryce mieli na twarzach zażenowane miny, jakby wcale nie chcieli tu być. Nie rozumiałam, o co chodzi, wyraźnie kazałam im zostać w domu; byli pełnoletni, ale zazwyczaj mnie słuchali.

„Co wy tu robicie?” – zapytałam. Teraz odpowiedział Zan.

„Ja... miałem ochotę zjeść gdzieś indziej, a twoi bracia byli na tyle uprzejmi, że polecili mi to miejsce” – powiedział.

Bliźniacy nie znali tego miejsca... więc był tylko jeden powód, by tu przyjechać: bo tu była moja randka.

„O, Brooks i Bryce! Moja droga Kins nie przestaje o was i waszym ojcu opowiadać” – powiedział Brantley z szerokim uśmiechem, patrząc na moich braci i nie puszczając mojej ręki. Widziałam, że wzrok Zana spoczywa teraz na naszych splecionych dłoniach.

„Cześć... miło cię poznać” – powiedzieli nerwowo obaj naraz, rzucając ukradkowe spojrzenia swojemu Alfie.

„Panowie... tędy...” – powiedział kelner i posadził ich… tuż obok nas.

Wszystko, co mogło pójść źle, właśnie szło źle.

„Cóż, wygląda na to, że mamy towarzystwo“ – stwierdził Brantley. Miałam już zaproponować, byśmy przenieśli się gdzieś indziej, gdy kelner przyniósł nasze jedzenie.

Widziałam, jak Zan spokojnie zamawia kilka dań, podczas gdy moi bracia wyglądali, jakby chcieli, by ziemia się pod nimi zapadła. Ja sama życzyłam sobie, by ziemia pochłonęła ich całą trójkę naraz.

Odniosłam wrażenie, że wcale nie chcieli tu być i że Zan ich zmusza... ale w jakim celu?

„Na czym skończyliśmy? Ach tak! Mówiłem ci, że wyglądasz dziś cudownie. Uwielbiam to, że zawsze zadajesz sobie tyle trudu, by wyglądać jak najlepiej. Myślę, że to bardzo ważne, by kobieta wiedziała, jak się ubrać, wiesz? Jak wyeksponować swoje atuty....“ – mówił Brantley, a wtedy usłyszałam obok siebie warknięcie, które mnie przestraszyło.

Oboje odwracamy się do sąsiedniego stolika i widzę, że Zan patrzy w menu. Jego usta praktycznie drżą. Bliźniacy wyglądali na niespokojnych.

„Przepraszam, to ja. Jestem głodny i burczy mi w brzuchu! Wiecie, jestem w fazie wzrostu!” – powiedział Brooks, wyraźnie zdenerwowany. Jak mógł powiedzieć coś takiego?

„To ja też! Zazwyczaj robimy wszystko tak samo, wiecie? Bliźniacy!” – dodał Bryce do tej niezręcznej sytuacji z wymuszonym śmiechem. Patrzę na nich z niedowierzaniem.

„Chłopaki! Co ludzie pomyślą, że nie dbam o was i głodzę was? Jedliście zaledwie kilka godzin temu!” – szepnęłam do nich zirytowana. Wyglądali na zestresowanych, gwałtownie kręcąc głowami.

„Oczywiście, że nie!”

„Twoja kuchnia jest pyszna, siostra!”

„Tak, naprawdę wspaniała, nigdy nie jadłem nic lepszego niż twoje jedzenie!” – zaczęli mówić jeden przez drugiego, podczas gdy ja tylko się na nich gapiłam. Praktycznie zapomniałam o swojej kolacji, obserwując ten cyrk rozgrywający się wokół mnie. Zan i Brantley obaj wpatrywali się we mnie. Kiedy dotarło ich jedzenie, moi bracia rzucili się na nie, jakby nie było jutra.

„Czy to prawda, kochanie?” – zapytał z uśmiechem Brantley.

Zawsze myślałam, że w jakiś sposób mu się podobam, ale po tej dziwnej randce wydawał się zainteresowany mną bardziej niż wcześniej.

„Cóż... staram się jak mogę...”

„Powinnaś coś dla mnie ugotować... najlepiej śniadanie” – powiedział cicho, tak bym tylko ja go słyszała. Ale nie miał pojęcia, że siedzi obok trzech wilkołaków z bardzo dobrym słuchem.

Znikąd usłyszałam dźwięk pękającego szkła. Kiedy się odwróciłam, obok Zana leżały odłamki rozbitego kieliszka. Kelner podszedł i szybko posprzątał bałagan.

Reszta nocy upłynęła pod znakiem Brantley'a rzucającego mi aluzje, gapiącego się zbyt natarczywie na mój dekolt i opowiadającego mi o całym swoim życiu, praktycznie bez czasu na moją wypowiedź.

Och, był też Zan warczący i robiący uwagi o mojej przeszłości i o tym, jak dobrze się znamy, dając do zrozumienia, że jest znacznie bardziej świadomy naszej rozmowy, niż powinien.

Moi bracia zjedli wszystko przed sobą w milczeniu, patrząc od jednej strony stołu do drugiej, jakby oglądali mecz ping-ponga.

Tortura dobiegła końca. Nawet nie poprosiłam o deser. Chciałam po prostu wrócić do domu. Kiedy Brantley mnie podwiózł, rzucił mi uwodzicielskie spojrzenie.

„Miałem dość dziwną, ale bardzo interesującą noc“ – mówi i pochyla się do pocałunku, przyciągając mnie blisko, biorąc mnie za ramiona i przesuwając dłonią po moich gołych plecach.

To nie był słodki pocałunek. Był zaborczy. Nigdy wcześniej nie całował mnie w ten sposób. Usłyszałam poruszenie w oddali, ale kontynuowałam pocałunek, odsuwając się dopiero, gdy odniosłam wrażenie, że chce czegoś więcej. Pożegnałam się i weszłam do środka.

Trzasnęłam drzwiami i usiadłam na kanapie, ze złością czekając na powrót braci. Biedni bliźniacy weszli ze spuszczonymi głowami, wiedząc, co ich czeka.

„Czy możecie mi wyjaśnić, co to do cholery miało być?!” – naskoczyłam na nich.

„Codziennie haruję jak wół! Proszę tylko o chwilę spokoju i trochę zabawy! Wyraźnie kazałam wam zostać tutaj! I co dostaję?!”

„Głupi i głupszy popsuli mi kolację, w samym środku randki, i to jeszcze z tym ich podłym Alfą!” – wrzeszczałam na nich. Wyglądali na pełnych skruchy.

„Przepraszamy, my...“ – zaczął mówić Brooks, po czym zamilkł.

„Wy co?” – zapytałam i usłyszałam inny głos.

„To ja... to była moja wina”.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5: Nieproszony - Zdobyć jego krągłą partnerkę | StoriesNook