Kinsley
„Idziesz do domu?” – zapytał mnie nagle, podchodząc bliżej.
Dlaczego, do diabła, go to obchodziło?
„Tak...” – powiedziałam, ruszając dalej i oddalając się od niego tak szybko, jak tylko mogłam. Ale po kilku sekundach był już obok mnie.
„Chcesz, żeby... ci potowarzyszył?” – zapytał. „Wiesz... jest ciemno i...” Zamurowało mnie.
„Mieszkam blisko, a to bezpieczne miasto” – odparłam.
Ale on wciąż szedł u mojego boku. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Wyglądał na zmartwionego.
„W związku z tym, co się stało... to nie powinno mieć miejsca... reszta Alf była bardzo nieuprzejma...” – powiedział, robiąc kilka kroków w moją stronę, na co ja cofnęłam się o dwa kroki.
„To niczym nie różni się od tego, jak wilkołaki traktowały mnie w przeszłości, więc nie jestem zaskoczona” – stwierdziłam. Widziałam, że moja odpowiedź mu się nie spodobała. Ale to była prawda.
„Kins, ja...”
„Kinsley” – powiedziałam stanowczo.
Nie wiedziałam, czego ten człowiek chce, ale najwyraźniej nie rozumiał, że nie życzę sobie jego towarzystwa.
„Słucham?” – zapytał z zagubionym wyrazem twarzy.
„Nazywam się Kinsley”.
Nie był moim przyjacielem ani nikim, o kogo musiałabym dbać. Zauważyłam dziwny wyraz jego twarzy, gdy spojrzał na moją torbę. Nagle zrozumiałam, o co chodzi.
„Ach, chcesz z powrotem swoją koszulę? O to chodzi?” – zapytałam. Stał tam z rozchylonymi ustami, gdy wyciągnęłam ją z torby i mu podałam.
„Nie zamierzałam jej zatrzymać, nie jestem złodziejką. Chciałam ją tylko wyprać, zanim oddałabym ci ją rano” – powiedziałam, gdy ją odbierał.
„Nie trzeba...” – mruknął z grymasem na twarzy. Potem wyciągnął rękę w stronę mojej dłoni z zatroskanym spojrzeniem. „Boli cię to? Powinnaś to zakryć... dbaj o siebie... nie goisz się tak szybko i...”
„Tak, wiem... nie jestem wilkołakiem, tylko zwykłym człowiekiem” – powiedziałam, cofając rękę. Wyglądało na to, że pożałował swoich słów.
„Cóż... coś jeszcze? Jeśli nie masz nic przeciwko, idę już. Nie muszę ci służyć ani cię zadowalać. Nie jestem już tutaj twoją kelnerką, tylko zwykłą obywatelką” – wyrzuciłam z siebie.
„Nigdy bym nie...”
„Po prostu... zostaw mnie w spokoju” – ucięłam, idąc w stronę domu i nie odwracając się. Usłyszałam jego westchnienie, gdy przeszedł jeszcze kilka kroków za mną. Ale wkrótce zrezygnował.
…
Gdy weszłam do środka, bracia wyszli mi na spotkanie z uśmiechami. Nagle na ich twarzach pojawił się dziwny wyraz.
„Dlaczego pachniesz Alfą Zanem?” – zapytał Bryce.
„To długa historia, o której nie chcę teraz rozmawiać. Ale przyniosłam resztki z restauracji, więc zjemy miłą kolację” – powiedziałam, dając każdemu z nich całusa. „Idę pod prysznic”.
Kiedy wyszłam spod prysznica i skierowałam się do kuchni, zauważyłam, że bliźniacy mają dziwne miny. Brooks ciągle wyglądał przez okno.
„Wszystko w porządku?” – zapytałam. Udawali, że nic się nie dzieje. Wyjrzałam przez okno i nie zobaczyłam absolutnie nic. „Pewnie jakieś wilcze sprawy”, pomyślałam.
Następnego ranka poszukałam spódnicy i pasującej bluzki; pomyślałam, że sam Silas nawet nie zauważy, że nie mam na sobie munduru. Kiedy dotarłam rano do restauracji, przywitano mnie fatalną wiadomością. „Wierzysz, że burmistrz wydaje specjalne przyjęcie z okazji przyjazdu tych prezesów? Mówi, że chce rozsławić nasze miasto! Czy to nie fantastyczne?” – wykrzyknęła radośnie Brielle.
Wiem, że księżycowa bogini mnie nie wysłucha, bo nie jestem wilkołakiem, ale... Serio?
Dzień był koszmarem. Alfa Varg krytykował moją pracę tak często, jak tylko mógł, ale jakoś udało mi się przez to przebrnąć.
„Rogue'owie są całkowicie poza kontrolą i muszą zostać wyeliminowani!”
„Rada musi nam pomóc, położyć temu kres” – słyszałam, jak mówili do siebie. I nie wiedziałam dlaczego, ale przez cały czas czułam na sobie wzrok Zana.
„Więc... co zamierzasz założyć?” – zapytała Brielle, opierając się o bar z rozmarzonym wyrazem twarzy.
„Co zamierzam założyć na co?”
„Na przyjęcie, głuptasie! To dzisiaj!” – powiedziała podekscytowana.
„O cholera!” – rzuciłam głośno.
„Na twoim miejscu... założyłabym tę czerwoną sukienkę, którą razem kupiłyśmy... tę z ładnym dekoltem, wiesz... tę, w której wyglądasz jak syrena” – powiedziała, puszczając do mnie oczko.
„Nie mam zamiaru iść... moi bracia są w domu, więc chcę zostać z nimi....” – mówiłam, gdy akurat przechodził Silas.
„Wybaczcie, dziewczyny, burmistrz właśnie dzwonił z pytaniem, czy moglibyśmy pomóc przy przyjęciu. Wiem, że harujecie jak woły, ale to tylko kilka dni, a zapłata jest doskonała” – powiedział. Chciało mi się umrzeć.
…
Moi współpracownicy pojechali już do budynku urzędu, gdzie odbywało się wydarzenie. Przygotowaniom towarzyszyło mnóstwo ruchu i zamieszania, wszyscy byliśmy w pełnej gotowości.
Byłam sama w restauracji, gdy ktoś zaskoczył mnie w jednym z korytarzy. Serce mi zamarło, gdy zorientowałam się, że to Alfa Varg.
„Zobaczcie, kogo my tu mamy... kłamczucha! Powiedz mi, jak to jest zostać wyrzuconym z jednej z najważniejszych watah w regionie, tylko po to, by skończyć jako brudna służąca?” – zadrwił, praktycznie osaczając mnie w przejściu.
„To uczciwa praca, a otaczają mnie dobrzy ludzie. To więcej, niż mogłam powiedzieć o moim poprzednim życiu” – odparłam.
Ryknął. „Wy, ludzie, naprawdę nie macie instynktu przetrwania! Jesteś niewdzięczną suką!” Jego ciało przycisnęło mnie, a jego spojrzenie mnie przeraziło.
„Puść… mnie...” – powiedziałam, teraz już drżąc. Zaśmiał się i przysunął jeszcze bliżej.
„Jesteś tylko człowiekiem, ale... muszę przyznać, że z czasem wypiękniałaś. Powiedzmy, że wilkołacze kobiety... nie są tak hojnie obdarzone... ani nie mają tyle ciała, za które można by złapać” – powiedział, kładąc dłoń na moim biodrze. Zdrętwiałam.
„Kinsley, wszystko w porządku? Potrzebuję cię tutaj” – usłyszałam głos Silasa i było oczywiste, że zauważył mężczyznę, który mnie nękał.
„Tak, Silas...” – powiedziałam, korzystając z okazji, by odsunąć się od Alfy Varga. Słyszałam, jak śmieje mi się za plecami.
„Ci ludzie.... mam nadzieję, że niedługo wyjadą. Bądź ostrożna, Kins, i miej oko na dziewczyny” – powiedział. Teraz nie chciał zostawiać mnie samej.
…
„Mój Boże, jeśli myślałam, że ci faceci wyglądają dobrze, cóż... teraz wyglądają jeszcze lepiej! Tacy seksowni... to nieprawdopodobne!” – mówiła Brielle, rumieniąc się na widok umięśnionych mężczyzn w bardziej formalnych strojach.
„Brielle, obiecaj mi, że nie zadasz się z tymi ludźmi” – powiedziałam, patrząc na nią niemal błagalnie.
„Dlaczego, co jest nie tak?”
„Cóż, wiesz... potężni mężczyźni... zazwyczaj nie dbają o innych... zwłaszcza o kobiety” – powiedziałam nerwowo.
„Coś wiesz, prawda? Znam cię! Powiedz mi prawdę”. Jasne, powiem jej, że to nadprzyrodzone istoty, które nienawidzą ludzi i mogłyby ją zabić jednym uderzeniem.
„Wiem tylko, że moi bracia pracowali z jednym z nich i opowiadali mi pewne... dziwne... rzeczy... okej?” – rzuciłam, próbując ją przekonać.
„W porządku, pewnie masz rację. Będą chcieli tylko pośmiać się z takich miastowych jak my” – powiedziała z westchnieniem.
„Szkoda jednak... ci mężczyźni wyglądali, jakby byli... wilkołakami” – dodała. Stanęłam jak wryta.
„Co?!”
„No wiesz! Te opowieści o wilkołakach... seksowni, dzicy Alfowie...” – mówiła, przygryzając wargę.
„Czytasz takie historie?” Skinęła głową z lekkim rumieńcem.
„Czasami są całkiem gorące. I gdyby tacy namiętni i seksowni mężczyźni naprawdę istnieli, byliby dokładnie tacy jak ci prezesi. Szczególnie ten ciemnowłosy przystojniak, który nie spuszcza z ciebie wzroku” – powiedziała.
Przewróciłam oczami.
…
Przyjęcie przebiegało pomyślnie i wszyscy zdawali się dobrze bawić. Przygotowywałam się do wyniesienia śmieci, gdy poczułam, że ktoś za mną idzie. Kiedy się odwróciłam, zdałam sobie sprawę, że to Zan.
Miał na sobie ciemną koszulę, która wyglądała, jakby była przyklejona do jego ciała, i dżinsy, które wyglądały na szyte na miarę. Wyglądał tak dobrze. Kiedyś był seksownym nastolatkiem, ale teraz jest po prostu nie do zniesienia.
Świetnie, wygląda na to, że dzisiaj jest dzień, w którym jestem śledzona przez wielu Alfów. To musi być jakaś karma.
„Czego chcesz?” – zapytałam.
„Dlaczego pachniesz Vargiem?” – odparł złością. Widziałam jego Betę, Vance'a, stojącego z boku niczym cień.
„To nie twój interes” – odpowiedziałam, kierując się z powrotem do środka. Stanął w samym przejściu.
„Co ty robisz?” – zapytałam go. Zdawał się szukać odpowiednich słów.
„Nie powinnaś zbliżać się do Alf... ani do nikogo innego” – powiedział.
„Myślisz, że to ja do niego podeszłam, że go szukałam?” – zapytałam. Zmienił postawę, teraz wyglądał na zmartwionego.
„Zrobił ci coś? Skrzywdził cię?”
„To nie twoja sprawa”.
„Po prostu porozmawiaj ze mną, Kinsley, proszę?” – błagał, chwytając mnie za nadgarstek i przyciągając bliżej.
„Co ty robisz? Puść mnie!” – powiedziałam, ale uścisk na moim nadgarstku stawał się coraz mocniejszy.
„Nie będziesz zbliżać się do żadnego Alfy, rozumiesz?”
„Wierz mi, wiem, że żaden z was nie ma dobrych zamiarów! A teraz puść, bolisz mnie!” – krzyknęłam, szarpiąc się z nim. Natychmiast mnie puścił, patrząc na mnie z udręką. Odeszłam, rozcierając palce i nadgarstek, by uśmierzyć ból.
„Dupek...” – wyszeptałam, ale jestem pewna, że to usłyszał.
…
„Dzięki, Kins! Dobra robota!” – powiedział Silas, machając na pożegnanie.
„Masz jakieś plany na weekend?” – zapytała Brielle.
„Po prostu spędzę weekend z braćmi. No i mam jutro... randkę” – powiedziałam, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Prawie o tym zapomniałam, dopóki nie dostałam SMS-a od Brantley'a.
„O! Brawo dziewczyno, powodzenia!” – wykrzyknęła radośnie. Usłyszałam stłumione warknięcie. W oddali widziałam Zana patrzącego na mnie z nienawiścią.






