Kinsley
„Co...” Zasłoniłam swoje ciało, piersi i brzuch.
„Cholera” – warknął, zaciskając dłonie w pięści. Wyglądał, jakby był bliski przemiany w wilka, a ja byłam przerażona. Miał rozczochrane włosy, jakby wielokrotnie przeczesywał je palcami, a jego oczy były dzikie, gdy na mnie patrzył. Nie miałam ucieczki. Był potworem, a ja byłam z nim tu uwięziona.
„Ty… To ty. Co się stało z twoim ubraniem? Dlaczego tak wyglądasz?” – zapytał ze złością. Co on tu robił?
Nie wiedziałam, co zrobić. Słyszałam jego ciężki oddech. Byłam pewna, że mnie zaatakuje. Chciał zemsty. Chciał mnie skrzywdzić. Gdy moimi plecami dotknęłam ściany, wiedziałam, że jestem zgubiona. Wyglądał na napiętego, jakby próbował coś stłumić. Nie miałam wątpliwości, że to nienawiść i obrzydzenie. Albo jego mordercze instynkty. Wiedziałam, że moi bracia nigdy by mnie nie skrzywdzili, tak samo jak ojciec. Ale ten wilk…
„Odpowiedz mi…” – zażądał. Zaparło mi dech, gdy zobaczyłam, jak się do mnie zbliża, pochylając się nade mną. Zan podchodził coraz bliżej, opierając ręce o ścianę i zbliżając twarz do mojej szyi, tak blisko. Wciągnął nosem zapach mojej szyi i włosów, zupełnie jak drapieżnik.
Myślałam, że wyszepcze coś, może coś okrutnego, ale nie padło ani jedno słowo. Zamiast tego słyszałam jego urywany oddech, jakby z czymś walczył. Z moim zapachem? Czy może zastanawiał się, gdzie rozszarpać moją skórę? To byłoby dla niego takie proste.
Próbowałam się odsunąć, ale on wściekły chwycił mnie za ramiona.
„Zamierzałaś wyjść tak na zewnątrz? Nago?”
„Przebierałam się... to jest damska łazienka…”
„Oszalałaś?” – zapytał mnie. Widziałam, jak jego wzrok opada na mój stanik, a potem na brzuch. Na litość boską, to był koszmar. Co zamierzał zrobić? Wyśmiać mnie? To byłby najlepszy scenariusz. Jego dłonie drżały, gdy mnie trzymał, a oczy błądziły po moim ciele. Tym samym ciele, z którego kiedyś drwił. Może po prostu chciał się upewnić, że nadal jestem tą samą grubaską, pośmiewiskiem Lunastone.
„Nie miałaś wcześniej tego munduru. Dlaczego się przebrałaś? Nie możesz tak wyjść. Niemożliwe. Nie ma mowy” – powiedział stanowczo, a ja poczułam się zagubiona. Czy on zauważył, co miałam na sobie wcześniej? Co do diabła się działo?
„Ja… to jest nowy mundur. Muszę się przebrać”.
„Słyszałaś, co powiedziałem?” Nie odpowiadając, zdjął swoją elegancką marynarkę, a potem zaczął rozpinać koszulę. Oddech mi zamarł, gdy zobaczyłam jego tatuaże, jego idealnie opaloną skórę i kilka blizn na ciele. I cholera... był idealny. Wyrósł na niesamowicie pociągającego mężczyznę.
„Co ty robisz…?” – zapytałam, zdezorientowana jego nieoczekiwanym zachowaniem.
Jego ramiona były żylaste i umięśnione, tatuaże – wilki i inne misterne wzory – wyglądały wspaniale. Był wysoki, a jego naga klatka piersiowa znajdowała się tuż przed moją twarzą.
Słodka Księżycowa Bogini. Mogłam z całą pewnością stwierdzić, że był najpiękniejszym i najbardziej seksownym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam.
„Zdejmij ten głupi mundur” – zażądał.
„Słucham?” – odparłam. Co u licha?
„Nie powtórzę tego. Zdejmuj. Ubranie. Rób, co mówię” – powiedział władczym głosem. Czy on chciał, żebym się rozebrała? Nago? Przed nim? Czy zamierzał się ze mnie śmiać?
„Nie zrobię tego...” – wykrztusiłam, przerażona.
„Nie wyjdziesz tak stąd. Po moim trupie. Nikt cię tak nie zobaczy. Stąd widzę twoją bieliznę… jest biała” – warknął. Co do kurwy!
„Nie masz prawa…”
„Kurwa, właśnie że mam! Patrz na to!” – fuknął. Co jest nie tak z tym człowiekiem? Nagle jego ręce powędrowały do mojej koszuli. Odepchnęłam go, ale jednym gwałtownym ruchem rozdarł materiał, a guziki rozprysły się po całym pomieszczeniu.
„Co ty wyrabiasz?!” – wrzasnęłam, a moja twarz płonęła z upokorzenia. Szybko skrzyżowałam ramiona na piersiach, czując się całkowicie odsłonięta. Nigdy wcześniej nie byłam naga przed mężczyzną, nigdy. I ze wszystkich ludzi na świecie, to musiał być on! Chciało mi się płakać. To był koszmar.
„Jak śmiesz...?” – wyjąkałam, patrząc na niego.
Nie odpowiedział. Zamiast tego zdjął swoją koszulę i chwycił mnie za ramiona, pomagając mi się w nią wsunąć, podczas gdy ja desperacko próbowałam się zasłonić. Wydawało się, że się gapi, jakby chciał zobaczyć więcej mnie, więcej moich krągłości. Chociaż ta myśl była niedorzeczna… prawda? Może po prostu chciał mnie upokorzyć. Piekło, nie!
Próbowałam się opierać, ale był silniejszy. Czułam ciepło bijące od jego ciała i zapach, którego nie potrafiłam opisać. Był… upajający. Zapinał koszulę, jego palce drżały, a oczy ani na chwilę nie opuszczały moich, aż do ostatniego guzika, jakby upewniał się, że jestem w pełni zakryta. On mi… pomagał?
Jego koszula była na mnie ogromna, jak sukienka, zakrywając mnie całkowicie. Musiałam przyznać, że to była lepsza opcja niż… cóż, wyjście tam nago. I jakby tego było mało, sięgnął do mojej spódnicy.
Księżycowa Bogini!
Wpadłam w panikę. Przekraczał granicę, której nie chciałam, żeby przekraczał.
„Puść mnie!” – krzyknęłam.
Spojrzał na mnie zaskoczony, ale znów sięgnął do spódnicy. Tym razem odtrąciłam jego ręce.
„Nie. Ruszaj się”. Przełknął ciężko, jakby chciał powiedzieć coś więcej, ale nie mógł znaleźć słów. To nie była sugestia. To był rozkaz alfy.
„Za kogo ty się uważasz?!” – odkrzyknęłam. Wyglądał na zirytowanego, ale zdeterminowanego. Przytrzymał mnie w miejscu, lekko rozpinając suwak spódnicy i wsuwając pod nią dół koszuli. Jego ciało było tak blisko, jego zapach, jego niesamowita klatka i brzuch.
Szamotałam się z nim, czując jego dłonie na biodrach, nogach, nawet na pośladkach, dotykał mnie lekko. Aż w końcu poprawił spódnicę. Jego koszula pomogła, ale mimo to, po tym jak mnie trzymał i dotykał, czułam się obnażona.
„To damska łazienka… i tylko dla pracowników! Wynoś się!” – zażądałam, ale on się nie ruszył. Nie odpowiedział. „Nie masz wstydu!” Gdy tylko nadarzyła się okazja, prześlizgnęłam się obok niego i rzuciłam się do drzwi. W końcu mogłam znów odetchnąć, gdy wyszłam, zwiększając dystans między nami.
„Nienawidzę go, kurwa” – mruknęłam. A on nienawidził mnie… więc dlaczego to zrobił? Przez chwilę chodziłam tam i z powrotem, roznosząc zamówienia do stolików, ale nie mogłam pozbyć się wrażenia jego dłoni na moim ciele, a jego zapach wciąż tkwił mi w pamięci.
„Kelnerka… tak, ty, grubaska” – usłyszałam. To byli Sanguine Talons, a Zan siedział z nimi. Miał na sobie marynarkę i twarz pokerzysty. Powinnam była posłuchać ojca i wziąć wolne.
„Potrzebujemy lepszego wina, tłuściochu. Wiesz, o czym mówię, czy potrzebujesz więcej szczegółów?” – zadrwił Varg.
„Zapytam…”
„Nie pytaj. Zajmie ci to zbyt dużo czasu. Taka słaba ludzka istota, nawet chodzić nie potrafisz” – dodał. Zaczęłam rozstawiać kieliszki. Kiedy podawałam kieliszek Zanderowi, wyciągnął rękę, by go wziąć, a jego palce na krótko musnęły moje. Nigdy nie przypuszczałam, że dotknie mnie w ten sposób, myślałam, że będzie czuł obrzydzenie.
„Potrzebujesz pomocy?” – zapytał jakiś samotny, twardo wyglądający alfa, ale mój niepokój nie pozwolił mi odpowiedzieć. Myślałam, że incydenty się skończyły, ale wkrótce Varg bezczelnie wylał wino na podłogę.
„To wino jest do dupy! Prosiłem o lepsze!” – krzyknął, a ja usłyszałam kilka pomruków.
Uklękłam i ostrożnie zaczęłam zbierać odłamki szkła. Kiedy sięgałam po jeden z nich, skaleczyłam się w kolano. Gdy wstałam, zobaczyłam twarz Zana wykrzywioną w gniewie. Może myślał, że przynoszę wstyd jego watasze. Ale przecież nie należałam do Lunastone.
Jednak ani Zan, ani nikt inny nie zrobił nic, by to przerwać.
Inne alfy krzyczały, wywołując chaos. Silas biegał wszędzie, a Jasper, barman, ledwo miał czas na oddech. Alfy domagały się lepszej obsługi, lepszego wszystkiego, jakby to miasto i ta restauracja były niczym.
„Widzieliście tę grubaskę? Wygląda gorzej niż wcześniej. Obrzydliwe!” – syknął złośliwy głos, gdy obsługiwałam inny stolik.
„Okropność! To dobrze, że nie ma jej już wśród wilków! Zniszczyłaby naszą reputację!” – zaśmiał się inny.
„Domyślam się, że się tu przeprowadziła...” – usłyszałam głos Zana, niski i warczący.
„Nie wolno nam przeszkadzać ludziom. Wykonują swoją pracę najlepiej jak potrafią” – powiedział inny Alfa, jego głos był szorstki. Brzmiało to jak ten z wielkimi tatuażami.
„Czy to tylko ja… czy tutaj śmierdzi tą grubaską? Jakby jej okropny zapach był tu, między nami” – zapytał Varg, ale nikt nie odpowiedział. Wkrótce zaczęli zamiast tego rozmawiać o rogue'ach i swoich problemach. Westchnęłam. Niedługo o mnie zapomną.
Pod koniec nocy byłam wyczerpana i przerażona. Wtedy zdałam sobie sprawę, że wciąż mam koszulę Zana. Pachniała niesamowicie.
W drodze do domu szukałam moich braci, żeby porozmawiać o tym, co się stało i zjeść razem miłą kolację. Wtedy usłyszałam głos.
„Musimy porozmawiać”.
Zander tam był. Wyglądało na to, że… na mnie czekał. Był sam, jego na wpół rozpięta marynarka odsłaniała nagą klatkę piersiową. Jego oczy były utkwione we mnie. Próbowałam nie wpadać w panikę. Znów byliśmy sami, blisko lasu, w najlepszym miejscu, by zamordować niewinną, głupią kobietę.
I nie bałam się już rogue'ów tak bardzo, jak alfy stojącej przede mną.






