Seraphina splotła dłonie, obserwując, jak Alistair zatrzymuje się przed nią i siada na krześle.
– Czy prezes nie może odwiedzić swojej doradczyni prawnej? – uniósł brwi, oparł dłonie na stole i utopił wzrok w jej oczach.
– W takim razie… witam, panie prezesie – prychnęła, a on zachichotał.
– Nie widzę nigdzie pani asystentki – powiedział, rozglądając się.
– Cóż, to dlatego, że pana najlepszy przyj






