Theo chwycił mnie, podcinając mi nogi, i rzucił się do biegu. Przesunął mnie lekko, zmuszając do oplecenia nóg wokół jego bioder, gdy mknął przez las. Krzyk uwiązł mi w gardle, moje przerażone wrzaski zamarły, gdy drzewa mijały mnie z prędkością, a żółć podeszła do gardła. Czułam, jak zbiera mi się w ustach, podczas gdy próbowałam powstrzymać się przed wymiotami. Zacisnęłam mocno oczy z obawy, że






