languageJęzyk

Sześć

Autor: Aeliana28 mar 2026

Ciepłe dłonie potrząsnęły mną, wyrywając mnie ze snu; teczki spadły mi z kolan na podłogę. Szlag, zasnęłam. W panice zerwałam się na równe nogi. Tobias patrzył na mnie, zaskoczony moim rozczochranym wyglądem. Uszczypnął się w nasadę nosa, kręcąc głową. Walczyłam z chęcią ziewnięcia i przeciągnięcia się jak kot.

"Miałaś pójść do domu, pracowałaś całą noc?"

"Szlag". Moje dłonie powędrowały do ust na myśl o słownictwie, jakiego użyłam przy szefie. "Musiałam przysnąć... Dajcie mi tylko minutę, ogarnę się przed spotkaniem".

Theo wkroczył do gabinetu, wyglądając równie oszałamiająco jak zawsze w swoim szarym garniturze. Zlustrował mój wygląd. Moja koszula była cała pognieciona, włosy w nieładzie, Bóg jeden wie, jak wyglądała moja twarz, ale domyślałam się, że nie zachwycająco, a przez rozmazany makijaż oczu prawdopodobnie przypominałam szopa pracza. Uniósł brew, patrząc na Tobiasa.

"Zasnęła podczas pracy", stwierdził, ewidentnie niezadowolony z faktu, że znów spałam w pracy.

Gdyby tylko wiedzieli, że sypiam tu co noc, tylko nie w biurze. Uśmiechnęłam się do siebie na tę myśl. Jeśli to uważali za szalone, to kompletnie by spanikowali, wiedząc, że parking jest moją obecną rezydencją.

Zbliżając się do mnie, Theo chwycił moją bluzkę. Pisnęłam z powodu jego bliskości i cofnęłam się o krok. Theo znów wyciągnął do mnie rękę i chwycił dół mojej bluzki; jego palce musnęły mój brzuch, gdy ściągał mi ją przez głowę. Szybko zakryłam fioletowy koronkowy biustonosz, próbując ukryć się przed jego przeciągłym spojrzeniem na mojej klatce piersiowej. Miałam świetne piersi, ale to nie znaczyło, że chciałam się nimi chwalić przed szefem.

Tobias otworzył drzwi, które wyglądały jak swego rodzaju szafa. Bez względu na to, ile czasu spędziłam w tym biurze, nigdy nie wiedziałam, że w ścianie znajduje się szafa. W środku wisiało kilka męskich koszul. Jak mogłam nigdy nie zauważyć, że w ścianie jest szafka? Czy są tu jeszcze jakieś ukryte schowki? Co jeszcze się tu kryje?

Ściągając z wieszaka białą koszulę, Tobias podszedł i stanął przede mną. Theo przesunął się na mój bok i obserwował. Tobias chciał odciągnąć moje ręce od klatki piersiowej, ale wyrwałam się i cofnęłam poza jego zasięg, odmawiając odsłonięcia się. Oczy Tobiasa pociemniały w świetle, sprawiając, że zaczęłam wiercić się pod jego intensywnym spojrzeniem.

"Mamy spotkanie za pięć minut i nie możesz tam wejść w takim stanie". Ponownie sięgnął po mój nadgarstek.

"Sama potrafię się ubrać", powiedziałam, sięgając po koszulę jedną ręką. Gdy tylko moja dłoń opuściła klatkę piersiową, wsunął moje ramię w rękaw koszuli i szybko mnie obrócił, tak że moja druga ręka znalazła się w drugim. Poddałam się i pozwoliłam mu dokończyć ubieranie mnie. Nie byłam w ich typie; to nie tak, że będą się gapić na moje piersi.

"Zakładam, że to i tak bez znaczenia, skoro obaj jesteście gejami", powiedziałam, zdając sobie sprawę, że zachowuję się dziecinnie z powodu bycia przed nimi w połowie nagą.

Dłonie Tobiasa zamarły na moim dekolcie, gdzie zapinał guziki. Theo podszedł i z głupkowatym uśmiechem na twarzy zaczął podwijać mi rękawy. Widziałam, że próbuje powstrzymać śmiech. Obserwowałam to w milczeniu, wyglądało na to, że coś ich rozbawiło. Uniosłam brew na Tobiasa, który wciąż trzymał palce na guziku dokładnie między moimi piersiami; wyglądał, jakby głęboko się nad czymś zastanawiał.

Theo parsknął, próbując powstrzymać śmiech, aż prawie się nim udławił.

"Co?" zapytałam, zirytowana, że nie wtajemniczono mnie w ten ich wewnętrzny żart.

"Nie jesteśmy gejami", powiedział Tobias z ironicznym uśmieszkiem na twarzy. Łapiąc mój wzrok, szybko z powrotem spuścił oczy na koszulę, którą zapinał. Poczułam, jak skóra mnie piecze, a krew uderza mi do głowy. Pracowałam tu przez ten cały czas, myśląc, że są gejami. Jak mogłam to tak źle odczytać? Przecież widziałam, jak się całowali...

"Nie jesteście gejami?" zapytałam z niedowierzaniem. Moje brwi powędrowały aż do linii włosów.

"Zdecydowanie nie jesteśmy gejami… obaj lubimy kobiety", powiedział Theo, podwijając mi rękawy. Właśnie rozebrałam się do połowy przed moimi szefami. O czym oni sobie myśleli? To gotowy pozew sądowy, nie żebym zamierzała ich pozwać. Potrzebuję tej pracy, ale ta mała scenka nagle stała się upokarzająca.

"Ale widziałam cię, jak całowałeś go w szyję", wyplułam z siebie to zdanie, jakbym nie mogła powstrzymać słowotoku. Tobias uniósł na mnie brew.

"Nie wszystko, co widzisz, jest tym, czym się wydaje".

"Cóż, jestem całkiem pewna, że tego sobie nie wyobraziłam, poza tym mieszkacie razem".

"Dzielimy dom, ale to nie jedyne, czym lubimy się dzielić", powiedział głos Theo za moimi plecami. Aż podskoczyłam z powodu jego bliskości; jego oddech był zimny na mojej szyi i sprawił, że przeszły mnie dreszcze.

"Nie jesteśmy gejami, my też lubimy kobiety", Tobias położył nacisk na ostatnie słowo.

Kręcąc głową, wyszłam z gabinetu. Mogłabym przysiąc, że wychodząc, słyszałam, jak obaj cicho się śmieją.

Spotkanie zdawało się ciągnąć godzinami. Kiedy weszłam, kilka osób odwróciło głowy na widok mojego wyboru koszuli, ale nikt nic nie powiedział. Nawet gdyby chcieli, wątpię, by się odważyli, widząc Tobiasa i Theo wchodzących tuż za mną. Kiedy tylko pojawiali się w pobliżu, ludzie zdawali się znikać lub odchodzić w przeciwnym kierunku. Nikt nie lubił wchodzić im w drogę w obawie przed utratą pracy, byciem okrzyczanym lub oberwaniem jakimś przedmiotem.

Fakt, że każda inna sekretarka zwolniła się, pracując dla nich, pokazuje, jak potrafią być wymagający. Gdy tylko spotkanie dobiegło końca, pospiesznie opuściłam salę i wracałam do swojego biurka, kiedy zadzwonił mój telefon. To dzwonił szpital. Odebrałam bez wahania. "Słucham".

"Imogen, to ja, Sally". Jej głos brzmiał nagląco i mówiła w pośpiechu. Moje serce natychmiast zgubiło rytm. Czekałam na ten telefon, po prostu nie spodziewałam się, że to będzie dzisiaj.

"Komisja Etyki Lekarskiej orzekła na twoją niekorzyść. Zdecydowali o odłączeniu aparatury podtrzymującej życie twojej matki, twierdząc, że jej dalsze podtrzymywanie nie ma już medycznego uzasadnienia".

Moje płuca zacisnęły się boleśnie, ucisk stał się niemal nie do zniesienia. Przygotowywałam się na ten telefon. Myślałam, że jestem gotowa się pożegnać. Ale nie jestem... Nagle poczułam, że się duszę, i zaczęłam hiperwentylować. Nie mogłam sobie pozwolić na omdlenie teraz. Nie wtedy, kiedy moja matka mnie potrzebuje. Poczułam, jakby serce spadło mi do żołądka. Walczyłam ze łzami, by nie popłynęły z oczu. Zacisnęłam dłoń na telefonie tak mocno, że czułam, jakby knykcie miały przebić mi skórę.

"Kie… Kiedy?" Mój głos drżał tak okrutnie, że byłam zaskoczona, iż Sally w ogóle mnie zrozumiała. Sama nie mogłam rozpoznać tego prostego słowa, które właśnie wyszło z moich ust.

"Dziś wieczorem, Imogen. Tak mi przykro". Rozłączyłam się jak w letargu. Czułam, że działam na autopilocie, gdy chwyciłam klucze i torebkę. Moje dłonie trzęsły się, kiedy próbowałam wymyślić, co powinnam w tej chwili zrobić. Zbierając tych kilka potrzebnych rzeczy, ruszyłam w stronę windy. Moje ciało przeszło w tryb paniki, gdy próbowałam walczyć z emocjami i wziąć się w garść. Właśnie kiedy miałam wcisnąć guzik, drzwi się otworzyły. Z windy wyszli Tobias i Theo.

Rozmawiali, ale natychmiast zamilkli, gdy weszłam do środka, przechodząc między nimi. Obaj odwrócili się, patrząc na mnie. Theo coś powiedział, ale nie słyszałam ani słowa z tego, co mówił; całkowicie ogłuchłam na otoczenie. Spróbował wyciągnąć rękę i mnie złapać, ale uniosłam dłonie. Trzęsły się w niekontrolowany sposób.

"Nie dotykajcie mnie, ja… ja muszę iść", wydukałam, po czym zaczęłam gorączkowo uderzać w przycisk zjazdu na parter. Szybko odsunęli się z drogi zamykających się drzwi, a na obu ich twarzach malowała się troska.

Wiedziałam, że się martwią, ale w tej chwili nie obchodziło mnie tłumaczenie mojej obecnej sytuacji. Nie żeby to ich dotyczyło albo żeby miało ich to obejść. Musiałam po prostu do niej dotrzeć. Dotrzeć do mojej mamy.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Sześć - Ich Zakazana Ludzka Sekretarka: Zdobyta przez Alfę i Wampira | StoriesNook