– Dokument fuzji? – pytam, zerkając na ekran jego komputera. Kiwa głową, a ja klikam „drukuj”, po czym wracam do drukarki. Jego dokument się drukuje, a ja go zszywam, zanim wręczam mu go do rąk.
Theo stoi tam, przypatrując mi się; jego intensywne spojrzenie sprawia, że czuję się niekomfortowo, ale nie potrafię odwrócić wzroku. Nagle odwraca się i wychodzi. Natychmiast nabieram haustu powietrza, nie zdając sobie nawet sprawy, że wstrzymywałam oddech. Wracam do swojego biurka. Od tygodnia Theo zachowuje się dziwnie. Przyłapałam go na wpatrywaniu się we mnie już więcej razy, niż potrafię zliczyć.
Tobias też był ostatnio podenerwowany, kilka dni temu słyszałam, jak o coś się kłócili. Starałam się to ignorować najlepiej, jak potrafiłam, ponieważ ich związek to nie moja sprawa, ale sprawia to, że w biurze panuje nieco niezręczna i napięta atmosfera.
Dzień mija szybko. Tobias cały dzień pozostawał w swoim gabinecie w jednym ze swoich nastrojów. Jedynym momentem, kiedy z nim rozmawiałam, było przekierowywanie połączeń na jego linię. Zanim się zorientowałam, wybiła 17:30. Pan Kane i pan Madden wyszli o 17:00. Skończyłam wyłączać sprzęt, po czym zgasiłam światła i skierowałam się na parking. Będąc już na parkingu, chwyciłam ładowarkę do telefonu oraz trochę ciepłych ubrań na zmianę i wrzuciłam to wszystko do torby.
Musiałam wrócić do samochodu, zanim Tom zamknie obiekty. Tom pracował kilka godzin rano, a potem wracał wieczorem, by opróżnić kosze i umyć podłogę, zanim o 21:00 zamykał parking. To dawało mi mnóstwo czasu na odwiedzenie matki, zanim będę musiała wracać.
Idąc przez pusty parking, wyszłam na parterze, od strony parku. Przecinając park, kieruję się w stronę wielkiego, niebieskiego neonu znajdującego się na szczycie szpitala naprzeciwko Kane and Madden Industries. Szpital Mater. Każdego dnia przychodzę tam, by sprawdzić, co u niej. Kierując się na drugie piętro, idę na oddziały. Sala osiemnasta, łóżko piąte.
Moja matka przebywa tu od nieco ponad trzech miesięcy. Siadam w sterylnej sali. Nienawidzę szpitali, zawsze pachną płynem do dezynfekcji rąk, a ten konkretny oddział po prostu cuchnie śmiercią. Nie, moja matka nie cierpi na żadną wyniszczającą, przewlekłą chorobę. Moja matka, Lila Riley, jest w śpiączce.
Moja matka wracała samochodem z pracy w miejscowym barze. Pijany kierowca przejechał na czerwonym świetle, uderzając w nią. Jej auto zostało całkowicie zniszczone, a ona sama musiała zostać z niego wycięta. Od tego czasu pozostaje w śpiączce. Lekarze mówią, że jej mózg umarł, a jedyną rzeczą utrzymującą ją przy życiu są maszyny, do których jest podłączona.
Szpital oznajmił, że mogą podtrzymywać jej funkcje życiowe i mieć nadzieję na jakąkolwiek zmianę, choć graniczyłoby to z cudem. Udało mi się to przeciągnąć do prawie czterech miesięcy, odkąd złożyłam odwołanie od ich decyzji o odłączeniu aparatury. Wciąż czekam na odpowiedź od Rady Etyki Medycznej. Wiem, że to bitwa, którą przegram. Ale póki co, dało mi to trochę więcej czasu z nią.
To tylko kwestia czasu, zanim odłączą ją od aparatury i powiedzą mi, że muszę się pożegnać. To również dlatego mieszkam w samochodzie. Rachunki medyczne mamy są horrendalnie wysokie, i nawet kiedy nadejdzie czas, by ją odłączyć, będę musiała mieszkać w swoim aucie przez co najmniej kolejne 2 lata, zanim skończę je spłacać. Moje ubezpieczenie zdrowotne obejmuje dziecko na utrzymaniu lub małżonka. Moja matka nie miała ubezpieczenia medycznego. Pracowała na czarno i miała problemy z utrzymaniem pracy na dłużej.
Wiem, że większość ludzi uznałaby wiarę w to, że się obudzi, za pobożne życzenia, ale ja po prostu nie potrafię z niej zrezygnować. Nauczyła mnie chodzić, mówić, używać łyżki. Jeździć na rowerze. Była u mojego boku od samego początku. Była moją pierwszą przyjaciółką; co więcej, jest moją jedyną przyjaciółką. Wychowywała mnie jako samotna matka od momentu, w którym się urodziłam. Mój ojciec odszedł, kiedy dowiedział się, że spodziewa się dziecka. Nigdy go nie spotkałam i szczerze mówiąc, nie zależy mi na tym, by go poznać.
Straciłam nasz dom po trzech tygodniach niemożności opłacenia kredytu hipotecznego; okazało się, że już w chwili wypadku miałyśmy wielomiesięczne zaległości, a matka ukrywała to przede mną. Musiałam wybierać: utrzymać przy życiu mamę, albo zatrzymać dom. Wybrałam ją. Wiem, że zrobiłaby dla mnie to samo. Wiem, że opóźniam to, co nieuniknione, ale jak można zabić własną mamę? Zabić jedyną osobę, która spędziła całe twoje życie na kochaniu cię i wspieraniu? Kiedy nadejdzie ten czas, muszę wiedzieć, że próbowałam wszystkiego, w przeciwnym razie nie dam rady żyć z poczuciem winy.
Patrząc w dół na moją matkę, wyglądała, jakby spała, gdyby nie rurka wystająca z jej ust, wymuszająca na niej oddech i utrzymująca ją przy życiu. Z jej chudych ramion zwisały liczne rurki. Moja matka była kiedyś silną, pełną życia i szczęśliwą kobietą. Zawsze wyglądała młodziej, niż wskazywał na to jej wiek. Dzięki swoim blond włosom sięgającym tuż poniżej łopatek, miała doskonałą cerę, pozbawioną zmarszczek, różowe, pełne usta i opaloną skórę. Jak na kobietę, która ma 45 lat, wyglądała świetnie.
Teraz jej skóra była szara, włosy przetłuszczone i oklapnięte. Straciła całą swoją wagę i masę mięśniową, zostając zaledwie skórą i kośćmi. Dosłownie gasła w tym szpitalnym łóżku. Siedząc na niebieskim krześle, przysunęłam się bliżej łóżka i chwyciłam ją za rękę.
– Cześć mamo, tęsknię za tobą. – Odgarniam włosy z jej czoła, do którego przyklejają się ze względu na pot. Słuchając pikania kardiomonitora, słyszę jak miarowo pika, oraz dźwięk respiratora tłoczącego powietrze do jej płuc. Każdego dnia to samo. Kiedyś przychodziłam codziennie, siedziałam z nią godzinami i opowiadałam o moim dniu lub czytałam jej. Ale po kilku miesiącach przychodzę już tylko po to, by powiedzieć jej, że ją kocham. Skończyły mi się tematy do rozmowy.
Brakuje mi jej głosu. Tęsknię za tym, jak mówiła, że wszystko będzie dobrze. Tęsknię za tym, jak sprawiała, że wszystko wydawało się proste. Lila Riley może nie była matką idealną, ale dla mnie była idealna. Tak, miała problem z alkoholem, ale poza tym wiem, że radziła sobie najlepiej jak potrafiła, dysponując takimi kartami, jakie dał jej los.
Nigdy nie brakowało u nas miłości, i nieważne jak bardzo coś spiep***łam, ona zawsze tam była, żeby pomóc mi pozbierać kawałki i wszystko odbudować.
Teraz patrzę na nią i myślę o wszystkich tych rzeczach, które ją ominą. O wszystkich wspomneniach, których nie będzie już częścią.
Posiedziawszy z nią przez chwilę, szybko przemykam do małej łazienki. Pielęgniarka Sally ma dzisiaj nocną zmianę i zawsze pozwala mi się tu wykąpać. To jedyny moment, kiedy mogę wziąć prysznic w ciepłej wodzie. Nie gorącej, ale przypominającej letnią wodę do kąpieli, ponieważ prysznice mają regulowaną temperaturę. Mimo to nie narzekam. Ciepła lepsza niż zimna. Pozostałe osoby w tej sali wymagają asysty i są przykute do łóżek, tak jak moja matka, więc nie muszę się zbytnio obawiać, że ktoś otworzy drzwi, jednak i tak zawsze je zamykam na klucz na wypadek, gdyby sprzątaczka lub pielęgniarka postanowiła tu zajrzeć.
Kąpiąc się szybko, myję włosy i ciało, upewniając się, że szoruję się wyjątkowo dokładnie, dopóki mogę korzystać z ciepłej wody. Kiedy kończę, szybko wychodzę, wycieram się i wskakuję w spodnie od dresów, aby nie musieć przebierać się w samochodzie. Wsuwam też na stopy skarpetki, po czym wkładam parę płaskich butów. Następnie upycham wszystko z powrotem do mojej wielkiej torebki i ruszam z powrotem do łóżka mamy.
Na szafce, tuż obok mojego ładującego się telefonu, leżą kanapki klubowe. Sally musiała tu wejść, gdy byłam pod prysznicem. Zna moją sytuację i wie, że po opłaceniu rat za szpital nie zostaje mi wiele, więc na każdej jej zmianie zawsze znajduję na stoliku czekające na mnie kanapki lub jakieś resztki jedzenia ze stołówki.






