languageJęzyk

Pięć

Autor: Aeliana28 mar 2026

Obaj wyglądają na zmartwionych. Zrobiłam coś niepokojącego? Przecież tylko się kłócili, a może to też sobie wyobraziłam, o co się kłócili, dlaczego nic już nie pamiętałam? Wyglądają normalnie. Stoję tam równie zdezorientowana jak oni. Tobias przerywa ciszę. Jego głos wyrywa mnie z moich własnych myśli.

"Imogen… Imogen, co się dzieje? Nic ci nie jest?" Przez sekundę zdaje się lekko węszyć w powietrzu. Przechylam głowę, obserwując ich. Zerkają na siebie nawzajem. Pokój zaczyna się wykrzywiać i wirować, widzę, jak Tobias przepycha się obok Theo, wyciągając do mnie rękę. Moje mięśnie są tak ociężałe. O nie, wiem, co to jest, mam atak paniki. Szlag. Próbuję oddychać, ale moje ciało odmawia posłuszeństwa i nie mogę złapać tchu. Kolejną rzeczą, jaką widzę, jest ciemność.

Odzyskując przytomność… Ociężale unoszę się na łokciach, ale dłoń Theo na moim ramieniu zmusza mnie do powrotu do parteru. "Hej, połóż się jeszcze na chwilę". Wpatruję się w niego, zdezorientowana. Leżę na brązowej, skórzanej kanapie w gabinecie Tobiasa. Widzę, jak siedzi na krawędzi swojego biurka ze skrzyżowanymi na piersi ramionami, przez co wydaje się jeszcze bardziej onieśmielający niż zwykle. Na jego twarzy maluje się troska, gdy odwzajemnia moje spojrzenie. Theo z kolei siedzi obok mnie na kanapie i masuje mi nogi. Szlag, zrobiłam coś zawstydzającego, po prostu to wiem.

"Co się stało?" pytam, kompletnie zdezorientowana; próbuję przypomnieć sobie ostatnią rzecz, jaką pamiętam. Ale pamiętam tylko podsłuchiwanie rozmowy między Tobiasem i Theo o… A potem brak tchu i ciemność.

"Zemlałaś, po prostu poleż jeszcze chwilę i masz, wypij to", mówi Tobias, podchodząc z powrotem ze szklanką wody w dłoni. Siadam i opieram się o podłokietnik. Wyciągam rękę i chwytam lodowatą szklankę, a moje opuszki palców ocierają się o dłoń Tobiasa. Cofa ją gwałtownie, jakbym go oparzyła, po czym wraca do swojego biurka.

Po kilku minutach rozlega się pukanie do drzwi. Tobias każe wejść, a do gabinetu wkracza długonoga blondynka z kilkoma styropianowymi pojemnikami z jedzeniem w dłoni. Pachniało chińszczyzną. Blondynka rozejrzała się po pokoju, niepewna, co ze sobą zrobić. Jej jasnoniebieskie oczy gorączkowo przenoszą się na każde z nas, aż w końcu dostrzega Theo i zamiera.

Była niezwykle atrakcyjna; miała na sobie białe spodnie od garnituru, marynarkę i czarny top na ramiączkach.

"Po prostu zostaw to na biurku, Merida", odezwał się cicho Theo. Merida podskoczyła lekko, ale posłuchała, po czym szybko wypadła z pokoju, w którym zrobiło się nagle niesamowicie napięto. Czego ja właśnie byłam świadkiem? Dlaczego wydawała się taka przerażona? A co ważniejsze, jak długo byłam nieprzytomna? Spoglądając na zegar wiszący nad drzwiami, zauważyłam godzinę. 15:15… oczy wyszły mi z orbit. Byłam nieprzytomna przez kilka godzin. Zrywając się na równe nogi, szybko ruszyłam w stronę drzwi. Szlag, miałam przygotować dokumenty dotyczące fuzji na 16:00. Kiedy tylko otworzyłam drzwi, jakaś dłoń zatrzasnęła je z powrotem, a zamek kliknął, blokując się. Poczułam, jak na moje plecy spływa gorąc. Instynktownie zamarłam z powodu nagłej brutalności, z jaką zatrzaśnięto mi drzwi przed nosem.

"Siadaj z powrotem, Imogen". Jego głos był stanowczy. Zimny dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie, gdy jego gorący oddech łaskotał mnie w kark.

"Muszę przynieść dokumenty dotyczące fuzji na wasze spotkanie", próbowałam się spierać. Mój głos drżał, sama słyszałam w nim strach. Ale dlaczego nagle tak bardzo bałam się własnego szefa?

Pochylając się nade mną, przycisnął swój przód do moich pleców. Zniżając głowę do mojego ucha, wyszeptał: "Powiedziałem, siadaj z powrotem". Odwróciłam się w stronę pokoju tylko po to, by napotkać surowe spojrzenie Tobiasa, który patrzył na mnie z góry. Skurczyłam się pod tym wzrokiem i zrobiłam krok w tył, uderzając w drzwi, nagle czując się przy nim niezwykle mała. Kogo ja oszukuję? I tak byłam przy nim mała, ale w tej chwili czułam się malutka i słaba.

Jego oczy złagodniały, gdy spotkały się z moimi. "Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć". Odezwał się łagodnie. Sięgnął dłonią i założył mi niesforny kosmyk włosów za ucho, po czym odsunął się, dając mi znak, bym usiadła z powrotem obok Theo. Szybko posłuchałam.

Theo miękko ścisnął moje kolano, po czym puścił.

"Nie przejmuj się nim, jest trochę spięty. Odwołaliśmy też spotkanie. Przełożone na jutro rano", uspokoił mnie Theo. Pokiwałam głową ze zrozumieniem, ale jedyne, czego pragnęłam, to uciec z tego pokoju. Nie mogłam uwierzyć, że przespałam cały dzień na kanapie mojego szefa. Jakie to żenujące. Boże, mam nadzieję, że nie gadałam przez sen ani nie puszczałam bąków. O mój boże, a jeśli tak? Nagle zapragnęłam, żeby podłoga się otworzyła i mnie pochłonęła.

"Masz!" powiedział Tobias, rzucając przede mną styropianowy pojemnik, po czym postawił kolejny przed Theo. Chciałam im powiedzieć, że nic mi nie jest, ale powstrzymało mnie mordercze spojrzenie Tobiasa.

"To nie był wybór, Imogen... Jedz". Każde słowo było pełne autorytetu, ale brzmiało też tak, jakby wyzywał mnie, bym mu się sprzeciwiła.

Zrobiłam, co mi kazał. Mogłabym przysiąc, że widziałam, jak Tobias uśmiecha się pod nosem, gdy posłusznie jak dziecko spełniałam jego żądania. Czy to mogło być jeszcze bardziej niezręczne i zawstydzające? Ale jedzenie było dobre, a ja umierałam z głodu. Może to dlatego zemdlałam – między przyłapaniem mnie na podsłuchiwaniu a brakiem porządnego jedzenia od miesięcy, może po prostu zbyt mocno się przemęczyłam.

Kiedy skończyłam jeść smażony ryż i kurczaka satay, siedziałam cicho, czekając, aż pozwolą mi opuścić gabinet, ale to nigdy nie nastąpiło. Zamiast tego Theo pozbierał puste pojemniki po jedzeniu i je wyrzucił. Tobias podszedł do szafki obok okna i wyciągnął trzy szklanki, nalewając do nich brązowy płyn, który przypominał whiskey. Odwracając się, wręczył mi jedną z nich. Theo podszedł, wziął swoją i opróżnił ją jednym haustem. Patrzyłam, jak Theo w ciszy opuszcza pokój, zostawiając mnie samą z Tobiasem. Nagle zapragnęłam, żeby wrócił; odwróciłam się, wpatrując się w drzwi. Moje dłonie zaczęły się pocić.

Przy Theo Tobias wydawał się mniej onieśmielający. Odwracając się z powrotem przodem do pokoju i poprawiając pozycję na kanapie, zauważyłam, że Tobias obserwuje mnie znad swojej szklanki. Zaczęłam bawić się naczyniem w palcach. Podnosząc drinka do ust, wypił go do ostatniej kropli. Powąchałam swój napój, po czym zmarszczyłam nos; pachniał słodziej niż wódka. Nic nie było tak ostre jak wódka czy tequila. Przybliżając szklankę do ust, wypiłam jej zawartość na raz. Smak był słodki i gładki. Trochę paliło, ale nie tak jak niektóre butelki alkoholu, które trzymałam w bagażniku, zwłaszcza te tańsze, które lubiła pić mama.

Wstając, chciałam odstawić szklankę, kiedy Tobias chwycił ją, dolał alkoholu i podał mi z powrotem. Uniosłam na niego brew, ale przyjęłam drinka. Theo wrócił, a zamek w drzwiach cicho kliknął za jego plecami.

W dłoniach ściskał jakieś pudła z papierami. "Będziemy mieli audyt, więc musimy posortować te wszystkie akta i uporządkować wszystkie umowy datami. Rozgość się, to będzie długa noc". Tobias mówił wyraźnie. Spojrzałam na cztery pudła, które przyniósł Theo, wiedząc, że to nawet nie połowa z nich. Wypijając do dna szklankę whiskey, usiadłam na podłodze i zaczęłam wyciągać teczki z pudeł.

W połowie nocy ktoś zamówił więcej jedzenia i przyniósł nam kawy. Nie jestem pewna, kiedy mieli czas, żeby cokolwiek zamówić, bo ani razu nie widziałam, żeby sięgali po telefony, ale cieszyłam się. Pracowaliśmy głęboko w noc, a ja byłam wyczerpana. Kiedy nadszedł czas zamknięcia budynku o 21:00, Tobias spojrzał na ochroniarza, który wszedł do gabinetu, aby poinformować nas, że zaraz zamyka.

"Wy idźcie. Niewiele już zostało, skończę to i niedługo sam wyjdę". Tobias i Theo wyglądali na niepewnych, ale w końcu zgodzili się wyjść. Dali mi komplet kluczy do wyjścia z budynku, a także kod bezpieczeństwa, abym mogła włączyć alarmy, gdy będę wychodzić.

Kiedy skończyłam ostatnie pudło, ułożyłam je równo jedno na drugim, po czym sprawdziłam godzinę – była 2:00 w nocy. Zostały mi tylko 3 teczki. Sadowiąc się wygodnie na kanapie, przysunęłam je do siebie. Oczy zaczynały mnie boleć, a wszystkie słowa zlewały się w jedno. Moje palce drętwiały od wertowania stron…….

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Pięć - Ich Zakazana Ludzka Sekretarka: Zdobyta przez Alfę i Wampira | StoriesNook