Przedzieramy się przez gęste zarośla pod górę przez coś, co wydaje się wiecznością, a mnie już zaczął łapać skurcz od tego marszu. Chwytam za cienki pień drzewa, żeby się podciągnąć. Thaddeus szczypie mój tyłek, który ma tuż przed twarzą, przez co aż piszczę. Posyłam mu wściekłe spojrzenie przez ramię, patrząc na niego z góry.
– Sama podsuwasz mi go przed nos, następnym razem ugryzę ten twój słod






