Dwa dni wcześniej.
Punkt widzenia Cadena
Las trwał w milczeniu, gdy przemierzałem labirynt drzew, a moje buty chrupały na suchych liściach. Blask księżyca przebijał się przez gęste gałęzie, rzucając cienie, które zdawały się za mną podążać. Nienawidziłem tego sojuszu z lisiołakami. Byli przebiegli, a ich lojalność była nietrwała niczym woda. Ale potrzebowałem ich. Przynajmniej na razie.
Odkąd mój






