Z perspektywy Crystal
"Musisz wyjechać do watahy Uśpionego Księżyca, Crystal. Książę przybywa, by uczestniczyć w ceremonii alfy i zaślubin Adama. Nie możesz się przed nim pokazać. Powiedz wszystkim, że chcesz szukać swojego partnera w wataże twojej ciotki, ponieważ nie znalazłaś go tutaj, w tym stadzie" poinstruował mnie alfa Adrian łagodnym tonem, a ja kiwnęłam głową.
Prawdę mówiąc, również chciałam stąd wyjechać. Nie miałam najmniejszej ochoty patrzeć, jak Adam przejmuje tytuł alfy i kłamie prosto w oczy wszystkim wokół, że Rachel była przeznaczoną mu partnerką. Nasza więź została już całkowicie zerwana i niczego już nie czułam, mimo to nie uśmiechało mi się oglądanie tej oszukańczej pary.
"Zrozumiałam, alfo. Powiem to wszystkim. Obiecałam już Theo, że go odwiedzę i to będzie dla mnie świetna wymówka" odpowiedziałam mu tym samym, spokojnym tonem.
"On też jest alfą, Crystal. Powinnaś zacząć okazywać mu szacunek, na jaki naprawdę zasługuje" zbeształ mnie alfa Adrian pełnym troski tonem, a ja po prostu się wyszczerzyłam.
"Jest alfą i do tego bezwzględnym, zgadzam się. Ale wciąż jest moim bratem i wiem, że kocha mnie dokładnie w ten sam sposób" odpowiedziałam mu z radością. Westchnął zrezygnowany i ze zniechęceniem pokręcił głową. Znałam hierarchię watahy. Ale znałam też Theo.
"Ty nigdy się nie zmienisz, Crystal" dodał, a ja po prostu szczerzyłam się od ucha do ucha.
"Dobrze... a teraz idź do domu i przygotuj się do wyjazdu do watahy swojej ciotki. Już z nią rozmawiałem i teraz czeka tam na ciebie" poinstruował mnie, a ja skinęłam głową, zanim podniosłam się z krzesła.
Skinęłam mu głową z szacunkiem, zanim opuściłam gabinet. Mojego ojca tu nie było. Ruszyłam prosto w stronę salonu, jako że nasza Luna Elena, partnerka alfy Adriana, poprosiła mnie o spotkanie przed powrotem do domu. Zatrzymałam się na widok Adama i Rachel siedzących z nią na kanapie, przyklejonych do siebie nawzajem.
"Crystal... chodź tu, kochanie" zawołała wesoło Luna Elena akurat w momencie, gdy miałam zawrócić.
Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na nią z lekkim uśmiechem. Zbliżyłam się do nich, nie patrząc w stronę Adama i Rachel.
"Naprawdę jedziesz odwiedzić Silvię?" zapytała, ujmując moją dłoń w swoją i sadzając mnie obok siebie na kanapie.
"Tak, Luno.... Theo również mnie o to prosił, a do tego chcę spróbować poszukać tam swojego partnera" podałam jej ten sam powód, o przekazywanie którego poprosił mnie alfa Adrian.
"Theo… masz na myśli alfę Theo Blakefielda?" zapytała mnie Rachel zdziwionym tonem, a ja przeniosłam na nią wzrok.
"Tak, Luno... Theo Blakefielda, przyszłego alfę watahy Uśpionego Księżyca" odpowiedziałam jej formalnie, a ona prychnęła.
"Z niego to dopiero arogancki dupek" wylała na Theo jad, a ja w ułamku sekundy zerwałam się z kanapy, zaciskając mocno pięści i wpatrując się w nią ze złością.
"Powinnaś zastanowić się nad swoimi słowami, Luno, zanim kogoś obrazisz. On jest moim kuzynem i nie zamierzam tolerować żadnego braku szacunku w stosunku do któregokolwiek z moich braci" powiedziałam do niej lodowatym, pełnym gniewu tonem. Natychmiast wstała, a w ułamku sekundy jej dłoń zacisnęła się na mojej szyi.
"Rachel" krzyknęli jednocześnie Adam i Luna Elena. Utrzymałam z nią kontakt wzrokowy i położyłam swoją dłoń na jej nadgarstku spoczywającym na mojej szyi.
"Jak śmiesz w ogóle otwierać w mojej obecności usta, co? Nie zapominaj, że jestem twoją przyszłą Luną, a ty jesteś tylko śmieciem, słabeuszem, który nawet nie potrafił zmienić postaci w odpowiednim czasie" wypluła z siebie, a ja na początku uniosłam ze zdziwieniem brwi, a potem uświadomiłam sobie, skąd wzięło się to gówno.
Kąciki moich ust uniosły się, gdy zacisnęłam palce na jej nadgarstku, lekko przechylając głowę. Zwiększyła nacisk na moją szyję, a ja mocniej wpiłam się w jej nadgarstek.
"Rachel... zostaw ją.... Zostaw ją" Adam spróbował oderwać jej dłoń z mojej szyi, wrzeszcząc na nią gniewnie. Luna Elena również próbowała mnie od niej odciągnąć.
"Mówiłam, żebyś uważała na to, co mówisz, zanim otworzysz usta, Rachel. Wygląda na to, że jesteś nie tylko arogancka, ale wręcz głupia" zadrwiłam, pogłębiając chwyt na jej nadgarstku. Jej oczy rozszerzyły się z szoku, a wyraz twarzy zmienił się ze złości w ból.
Spojrzała na mnie wstrząśnięta, ale moje spojrzenie skierowane na nią pozostawało tak chłodne, jak powininno. Luna próbowała wyjść, by dać jej nauczkę, ale opanowałam ją i poprosiłam, by tym razem się nie wtrącała. Rachel syknęła z bólu, a jej uścisk na mojej szyi zelżał.
"Jak... jak to w ogóle możliwe?" krzyknęła z bólu i spróbowała wyrwać swój nadgarstek z mojego uścisku.
"Co się tutaj dzieje?" w pomieszczeniu rozbrzmiał nagle rozgniewany głos alfy Adriana. Westchnęłam i odrzuciłam od siebie jej ramię.
"Ona... ona mnie zaatakowała" wrzasnęła Rachel, a ja przewróciłam oczami.
"To ty zaatakowałaś ją, Rachel. Powinnaś się wstydzić. Najpierw obraziłaś Theo, a potem miałaś czelność zaatakować Crystal w mojej obecności. Jestem tobą głęboko rozczarowana" Luna Elena zganiła ją za kłamstwo i atak na moją osobę. Spuściłam wzrok, a Luna Elena od razu przyciągnęła mnie w ramiona.
"Nic ci nie jest, Crystal? Daj mi spojrzeć na szyję" poprosiła, podnosząc moją brodę.
"Wszystko w porządku, Luno. Będę już lecieć. Muszę się spakować" upewniłam ją z uśmiechem. Patrzyła na mnie zmartwiona, a ja mrugnęłam wesoło by pokazać, że naprawdę czuję się dobrze.
"Jestem tobą naprawdę rozczarowany, Rachel. Masz niebywałe szczęście, że jesteś partnerką mojego syna, w przeciwnym razie poniosłabyś srogie konsekwencje swoich działań. To pierwszy i ostatni raz, kiedy wyrażasz się źle o Theo i atakujesz członka mojego stada. Zostawię tę kwestię do rozwiązania przez Adama" powiedział do Rachel alfa Adrian. Nie spojrzałam na nich, ale popatrzyłam na alfę Adriana.
Położyłam mu dłoń na ramieniu. Spojrzał na mnie ze złością, która natychmiast zelżała, gdy jego wzrok spoczął na mojej szyi.
"Jesteś ranna, Crystal?" zapytał mnie z troską. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. "Nic mi nie jest, alfo. Uświadom jej tylko jedną rzecz – może i nie stoję z nią w tej samej hierarchii, ale wiem, jak chronić ludzi, których kocham. Okazała brak szacunku mojemu bratu i to był ostatni raz, kiedy to zignorowałam. Następnego razu już nie będzie" odpowiedziałam alfie Adrianowi spokojnym, ale niezwykle stanowczym tonem. Westchnął i ujął w dłonie moją twarz.
"Uspokój się, Crystal. Nie będzie żadnego następnego razu" zapewnił łagodnie, a ja się uśmiechnęłam. Po czym zdjęłam dłoń z jego ramienia. Pokłoniłam się alfie Adrianowi i Lunie Elenie przed opuszczeniem salonu.
"Widziałeś ją? Zobacz, jak jest arogancka. Jestem jej przyszłą Luną, a ty jej przyszłym alfą. Mimo to ona nawet nie..." usłyszałam narzekania rzucającej się za moimi plecami Rachel, ale zignorowałam ją, ponieważ tym razem warknął na nią sam alfa Adrian. Otworzyłam pięści i westchnęłam, widząc na nich krew. Naprawdę działała mi na nerwy.
"Crystal" zamarłam w połowie kroku i zamknęłam oczy, po raz kolejny zwijając dłonie w pięści wzdłuż ciała. Otworzyłam oczy, gdy podszedł bliżej.
"Czy jest coś jeszcze, co mogłabym dla ciebie zrobić, alfo Adamie?" zapytałam lodowatym i formalnym głosem, patrząc mu prosto w oczy. Jego wzrok spoczywał nieruchomo na mojej szyi. Moja wilczyca, Luna, prychnęła z tyłu głowy i się wycofała.
"Co tak dokładnie łączy cię z Theo?" zapytał po chwili, a ja ponownie uniosłam ze zdziwieniem brwi.
"Nie rozumiem, w jaki sposób miałoby to cię w ogóle interesować, alfo. Powinieneś zająć się swoją przeznaczoną (rzuciłam to słowo kpiąco) partnerką, która zamierza sprowadzić na ciebie bardzo poważne kłopoty wprost proporcjonalne do bogactwa, jakiego od niej oczekujesz" odpowiedziałam kpiąco. Posłał mi mordercze spojrzenie, ale ja tylko z satysfakcją wykrzywiłam usta.
"Jestem twoim przyszłym alfą, Crystal. Musisz okazać mi chociaż trochę szacunku" zażądał, a ja przyłożyłam palec wskazujący do brody, udając wielkie zaskoczenie.
"Czyżby, alfo Adamie? W takim razie muszę zastanowić się nad opuszczeniem tej watahy. Jestem pewna, że Theo chętnie powita mnie w swojej. Wystarczy, że powiem mu, co wygadywała na jego temat twoja przeznaczona (ponownie z naciskiem zaakcentowałam) partnerka" zagroziłam przesłodzonym tonem, a jego oczy rozszerzyły się z szoku. Wpatrywał się we mnie oniemiały, a ja stałam dumnie przed nim z wysoko uniesioną głową.
"Zamierzasz odnaleźć tam swojego partnera?" zapytał znowu po jakimś czasie, a ja jęknęłam głośno z irytacji.
"Tak... chcę odnaleźć tam swojego partnera. Chcę też w końcu się ustatkować i jestem przekonana, że mój partner przyjmie mnie z otwartymi ramionami" zadrwiłam z niego ponownie, a na jego twarzy wykwitł perfidny uśmiech, na który zareagowałam zmarszczeniem brwi.
"A któż chciałby partnerki pozbawionej wilka, co?" zaszydził ze mnie, a ja zmrużyłam oczy w dezorientacji.
"Kto ci w ogóle powiedział, że nie mam wilka?" zapytałam wyraźnie zmieszana, a jego złośliwy uśmiech poszerzył się.
"Nie zmieniłaś postaci podczas swoich osiemnastych urodzin" odparł, na co zmarszczyłam czoło. "Tak... nie przeszłam przemiany, bo byłam zmęczona i nie musiałam tego robić tylko dlatego, że wypadały moje urodziny" odpowiedziałam mu, wciąż zachodząc w głowę, dlaczego nazwał mnie pozbawioną wilka.
"Zapomniałeś, że normalne wilki przechodzą w swoje osiemnaste urodziny przemianę po raz pierwszy" odpowiedziała na moje obiekcje Luna, a ja obróciłam szyję wywołując trzask i spojrzałam na Adama pozbawionym wyrazu wzrokiem. Luna uwolniła swoją aurę, którą zawsze trzymała w ukryciu, by nikt nie mógł jej wyczuć. Zesztywniał i zaczął gorączkowo węszyć.
"Ty... ty masz wilka?" zapytał w szoku, a ja przewróciłam oczami.
"Oczywiście, że mam wilka, alfo Adamie, a ona jest o wiele bardziej arogancka ode mnie" odpowiedziałam na chłodno, a Luna roześmiała się do rozpuku w mojej głowie.
"Idź zaopiekować się swoją partnerką, alfo Adamie. Moje sprawy nie są twoim zmartwieniem i nie mam w ogóle zamiaru zostać tu dłużej, by patrzeć na tę twoją szopkę" zadrwiłam z niego pyskatym tonem, i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, odwróciłam się na pięcie, by pójść do domu. Jedyne, czego teraz chciałam, to jak najszybciej znaleźć się jak najdalej stąd.






