Z perspektywy Adama
"Naprawdę zamierzasz pozwolić jej tak po prostu odejść, co? Obraziła mnie... mnie... twoją Lunę" zapytała Rachel agresywnym głosem, pełnym kpiny, po czym ze złością rzuciła we mnie poduszką. Skierowałem na nią surowe spojrzenie i ruszyłem prosto w stronę łóżka. "Ahhh" wrzasnęła, gdy mocno zacisnąłem pięść na jej włosach, ciągnąc głowę do tyłu.
"Mówiłem ci, żebyś nie zadzierała z żadnym z członków watahy. Czy ty nie potrafisz postępować zgodnie z jednym prostym zaleceniem?" wrzasnąłem na nią, mocno pociągając za pasma.
"Robisz mi krzywdę" zbeształa mnie, próbując uwolnić tył swojej głowy z mojego uchwytu. "Tak, robię ci krzywdę, bo zapomniałaś, co jest na szali. Nie zapominaj, że oboje pójdziemy na dno, jeśli ktokolwiek dowie się prawdy" odpowiedziałem jej wściekle.
Posłała mi mordercze spojrzenie, ale nie odezwała się już ani słowem. Wciąż dysząc gniewem pochyliłem się nad jej twarzą. Brakowało mi cierpliwości, by znosić jej arogancję.
"Posłuchaj mnie po raz ostatni, Rachel. Nie dawaj mojemu ojcu powodów, by powstrzymał mnie przed objęciem stanowiska alfy. On kocha stado i jego członków bardziej niż mnie. Zostanie alfą to moje marzenie, a jeśli on odmówi mi go z twojego powodu, nie zawaham się nawet przez sekundę, zanim wyrzucę cię z watahy. Więc zachowuj się rozsądnie i spróbuj zaskarbić sobie u wszystkich zaufanie" zagroziłem, po czym popchnąłem ją z powrotem na łóżko. Pisnęła, ale nie wykrztusiła z siebie ani słowa.
Wściekły, wypadłem z pokoju, nie zwracając uwagi na jej wrzaski. Potrafiła poradzić sobie sama i nie potrzebowała mnie do tego.
"Wow... Co za wspaniałą Lunę sobie znalazłeś, Alfo Adamie... Zapatrzona tylko w siebie" zakpił w moich myślach mój wilk, Neo, jeszcze potęgując moją złość.
Nie zatrzymując się nigdzie, pobiegłem prosto do lasu. Potrzebowałem biegu, ale nie zdecydowałem się na przemianę. Biegłem z całej siły w swojej ludzkiej formie. Zatrzymałem się dopiero w pobliżu klifu, opadając na ziemię. Zbliżał się już wieczór, a zmrok zaczął spowijać okolicę. Tępo wpatrywałem się w ciemniejące niebo.
Zarówno Rachel, jak i ja, byliśmy niezwykle ambitni i pragnęliśmy dokonać czegoś większego niż tylko bycie alfą i Luną watahy. Nasze stada nie były zbyt liczne, a nam najbardziej zależało na władzy i staniu się najbardziej potężną parą na świecie. Poprzez połączenie zasobów obydwu watah, będziemy w stanie awansować do ścisłej dziesiątki najsilniejszych staj wilków.
Westchnąłem z rezygnacją i zamknąłem oczy. Rozesmiana twarz Crystal ponownie ukazała się pod moimi powiekami. Dlaczego to właśnie ona została mi przeznaczona na partnerkę? Nie była pozbawiona wilka, ale nie przeszła przemiany. To oznaczało, że była słaba, słabsza niż normalny wilk. Tymi właśnie słowami powtarzałem sobie, by utwierdzić się w przekonaniu, że dokonałem właściwego wyboru.
Nie żałowałem jej odrzucenia, a jednak z tyłu głowy wciąż dławiło mnie dziwne uczucie. Dlaczego mój i jej ojciec chcieli, by stąd wyjechała? Poszukiwanie partnera to była po prostu wymówka. Dlaczego nie chcieli, by poznała księcia? Westchnąłem i otworzyłem oczy, gdyż te pytania całkowicie zaciemniały mi obraz w głowie.
Theo Blakefield, przyszły alfa watahy Uśpionego Księżyca, był kuzynem Crystal. Była jego rodziną, a i tak ich interakcje wybitnie mi się nie podobały. Gwarzyli jak para zakochanych. Poza tym, powiedziała mu te trzy magiczne słowa... Jak w ogóle mogła coś takiego zrobić?
Podobnie jak cała reszta, Crystal wraz z rodziną również wierzyli w przeznaczonych sobie partnerów. Nie było najmniejszej możliwości, by utrzymywała romantyczną relację z kimkolwiek – a tym bardziej z alfą. Theo nie był aż taki głupi, by pojąć za kochankę aż tak słabego wilka. Moje serce omal nie wyskoczyło z piersi, gdy przez głowę przebiegła mi potworna myśl. Co będzie, jeśli Crystal znajdzie partnera drugiej szansy w wataże Uśpionego Księżyca? Co ja wtedy zrobię? To dręczące uczucie nakazujące mi zatrzymanie jej przy sobie nie dawało mi spokoju.
Rozejrzałem się dookoła z bezradnym westchnieniem. Miałem dziwne przeczucie, że namieszałem w czymś niezwykle istotnym. Oczywiście nikt by się nie zorientował, że Rachel nie jest moją przeznaczoną partnerką, zaraz po tym, jak tylko ją naznaczę. Crystal nie pchała nosa w nie swoje sprawy i doskonale wiedziałem, że nikomu by nie wyznała prawdy o tym, co jej zrobiłem. Gdyby musiała to zrobić... z pewnością by się z tym nie powstrzymała.
"Adam... przyjdź do mojego gabinetu" – ta niespodziewana więź telepatyczna od ojca sprawiła, że jęknąłem z frustracją. "Jestem w drodze, tato" odparłem i podniosłem się z ziemi. "Zgoda" odpowiedział przed ostatecznym zerwaniem połączenia. Z westchnieniem ruszyłem z powrotem do siedziby watahy.
Spojrzałem na krzątających się wokół ludzi zajętych własnymi interesami. Dało się dostrzec zaledwie kilka świeżo połączonych par, miło spędzających ze sobą czas. Sprawiło to, że przypomniałem sobie te iskry, które poczułem, gdy dotknąłem Crystal przed jej odrzuceniem. Już nie doznałem ponownie tych wyładowań przy jej ponownym dotknięciu na urodzinach.
Były to najlepsze odczucia w moim dotychczasowym życiu. Nawet pieszczoty z Rachel nie przynosiły mi aż takiej satysfakcji i tak przytłaczającej fali chęci na zrobienie kogoś moim, z jaką spotkałem się przy Crystal tuż przed pożegnaniem. Iskry z Rachel poczuję od razu, gdy tylko ją oznaczę, ale nie będą nawet w ułamku tak silne, jak miało to miejsce w przypadku Crystal.
Dotarłem do gabinetu ojca w siedzibie watahy i zapukałem. Poprosił bym wszedł do środka. Na widok siedzącego przy nim Warricka mimowolnie wypuściłem ciężko powietrze z płuc. Od dzieciństwa łączyła ich głęboka więź przyjaźni. Syn Warricka, William, był moim najlepszym kumplelem, jednak wydawało mi się, że utworzyła się między nami jakaś przepaść.
Nie miałem pojęcia, co było przyczyną, ale i tak zamierzałem naprawić nasze relacje zaraz przed objęciem funkcji alfy. "Usiądź, synu" zakomenderował stanowczo ojciec, nie zaszczycając mnie chociażby spojrzeniem, tak bardzo pochłonięty był tym, co robił na swoim komputerze. Przysiadłem na krześle przy Warricku, który równie gorączkowo coś sprawdzał.
"Otrzymaliśmy wiadomość z pałacu" zaczął swoją opowieść, na której musiałem skupić sto procent swojej uwagi. "Książę dotrze do watahy z jednodniowym wyprzedzeniem – czyli zjawi się już jutro po południu" – na te słowa uniosłem zszokowany brwi.
"A czemu niby chce przybyć wcześniej?" zapytałem niezwykle zmieszany.
"Chce spotkać się ze wszystkimi wilkami, które niedawno doświadczyły swojej przemiany" poinformował mnie, na co brwi po raz kolejny wyskoczyły do góry z niedowierzaniem. Niemal natychmiast wyczułem rosnące napięcie w mojej krwi. "Cz... Czy ktoś opuścił naszą watahę?" nerwowo wydusiłem z siebie to pytanie, a ojciec popatrzył na Warricka.
"A tak... Wyleciało mi to kompletnie z głowy i zapomniałem powiedzieć wam, że Crystal już opuściła watahę. Poinformowałem o tym Theo, i obiecał zgarnąć ją w ciągu najbliższych trzech godzin na granicy stada" wyjawił mi Warrick, a na ten dźwięk moje serce zamarło. Zniknęła stąd bez choćby jednego słowa wyjaśnienia.
Lada moment będzie spędzać czas ze swoim Theo. "Adam" oderwałem wzrok od podłogi by popatrzeć na spoglądającego na mnie ze sporą troską ojca.
"Słucham cię, tato" powiedziałem dość opanowanym tonem.
"Wszystko z tobą w porządku?" dopytywał, a ja lekko powstrzymywałem nerwowy uśmiech.
"Jasne, wszystko ok, tato" zapewniałem go podtrzymując wykrzywione ze zdenerwowania czoło. Wciąż obserwował moją reakcję, lecz na sam koniec po prostu kiwnął głową.
"Ale po co niby księciu to spotkanie z młodymi wilkami? Jaki to ma w ogóle ze sobą związek?" zagadałem jeszcze raz, a on pociągnął nosem spory oddech, by oprzeć się do tyłu swego fotela.
"Masz objąć posadę lidera tego stada zaledwie w ciągu trzech kolejnych dni. Trzeba żebyś uświadomił sobie co nieco, na temat tych brudów ukrytych przed każdym z członków naszego stada. Do informacji takich jak ta mają dostęp włącznie z monarchami – bowiem my, jako podwładni, stale raportujemy władcy takie anomalie" zdradził spokojnym wręcz nienaturalnie tonem, który spowodował, że moje serce uderzało do głowy podwójnie.
"Swoją drogą, by dołączyć do tematu – książę chce poznać wilka, u którego wczesna przemiana pokrzyżowała wiekowe rozliczenie. Mityczne poznawanie młodych osobników to w stu procentach przykrywka pod jego wizytę, nie dysponujemy w końcu możliwością bezkarnie zdradzać tożsamość młodzika – no przynajmniej nie w bezpodstawny sposób, jak na razie uwięzioną zagadkę rozpracował w sobie na pewno również princ Killian" podciągnął, więc od razu zdziwiony mrużyłem oczy do wielkości fasolki.
"Ona? Ch... Chcesz powiedziedzieć mi, że u wilczycy w tej pieprzonej watasze zaobserwowano tak wczesny przeskok a ja dowiaduje się od was dopiero w tej chwili?" o mało nie uległem eksplozji z furii, gdy ta skrywana, podła notka spłynęła mi właśnie do łba.
"Spokojniej, chłopcze... Właśnie wspominałem, ze zakazy u króla obejmują rozgłaszanie czegokolwiek bez jego oficjalnego nakazu. Skoro będziesz nową twarzą tego stada dowiesz się wszystkiego o czym będziesz potrzebować wiedzy" mówił niewzruszenie, doprowadzając zmysły na moim terytorium do skraju szaleństwa.
Nieprawdopodobna plota od lat przekazywana przez nasze starsze pokolenia, jakoby wilk przybierał na wczesnym etapie swoje nadzwyczajne, niezwykłe usposobienie u ludzi. Wywołała go wielka wola do przeżycia pod atakiem z wrogami bądź jakaś wygórowana potęga ponadprzeciętnych zdolności z kosmosu.
No a przypadek rzuca nam na poddasze samice! Skoro posiedziała w ciele takiej laski to odnosi się także do wspaniałych specjalnych umiejętności – tym samym, zjebałem na wstępie pozbywając się własnej szansy ze złapania takiego wyjątkowego towaru za żonkę. Każda by laska oddałaby tak naprawdę duszę na talerz dla stanowiska u boku kogoś pokroju lidera alfy – ta cała przepychanka gwarantowała niezrównany atrybut ze zdobycia dla siebie tej nad wyraz uzdolnionej wybranki.
"W kim u licha ujawniono z watah tego wilka, tato?" rzuciłem do niego ze zmęczeniem z tyłu. Zrobił oddechem niezłe show wraz z Warrickiem na boku. Gapiłem się niczym ten obłąkany podczas gdy serduszko próbowało dogonić pędzącego pendolino i stukało mi niemal na boki w ciele. No chyba do jasnej nędzy nie była to Crystal, co nie?
Nie pokazała mi transformacji ze swoich urodzinowych obchodów. Przecież jeszcze sobie zagrała perfidnie wytykając moją aluzję do braku z jej wnętrza istoty o dzikich wilczych zmysłach! To po czym niby ten ubytek załatała brakiem wyczerpaniem czy jak mu to tam zwało. Niemożliwe jest to aby sam instynkt powstrzymał wstrząs w tak newralgicznym do tego dniu!
Tylko w jednym przypadku: gdyby to nie była jej pierwsza przemiana. Zbladłem natychmiast, gdy to do mnie dotarło.
"Mowa o Crystal, Adamie. Nie zapominaj ze czas szkoły średniej obejmował straszliwie brutalne mordy od samotników po terytoriach stada?" uderzył przypuszczeniem tato do mojej podświadomości – mogłem jedynie przytaknąć jak w durnym zamroczeniu. Cały tlen wydawało się jakby uleciał wraz z moją podświadomością od wstrząsu. To była z pewnością na bank Crystal. Tak tak... To z tej wilczycy wybudził się uśpiony skarb wykraczającego z ram potencjału natury specjalnej.
Neo uderzył śmiechem we mnie ze złośliwości w psychice pośród tych zakamarków rozwalonego umysłu.
"Zmieniła się jak uleciał jej ludzki cień i to żeby bronić dzieciarni w stadzie tuż w tym roczniku po pięcioro na łeb ze swojej kasty od klasy z tamtych lat szkolnych. W wilczej zbroi rozbiła morderców, przypłacając swoją potężną bitwę okaleczeniem niemal własnego zdrowia z bliskości z trumną na własne życzenie za życie stada – na co władca rzucił rozkazy mojego odtwórstwa – i blokady pod postacią wymyślania magii ograniczając na czas swobody w swobodnym używaniu własnych instynktów przez postawienie przymusu do równej dacie dla 18 urodzin dziewuchy na te dni po jej odnowie. Całe to bagno dotarło jedynie przed 4 dzieciaków, objętych przez nakaz tajemnicy pod przysięgą, nie wydali pary dla jakichś osiedlowych połykaczy z informacjami z tej tak cholernie tajnej zatajonej misji u wczesnej fali przemiany przez Crystal."
Spostrzegłem tę całą złą pozycję po jakiej mnie zostawili po wszystkim na wierzchu do skonsumowania jak gówno.
"To specjalny wilk u rasy, Adam, to powoduje obawę że ujawnią jej moce zaraz podczas zlotu pod spotkanie z elitą jak po przybyciu tego pieprzonego książęcego dworu. On potrafi obwąchać swobodne pokłady jakiegokolwiek potężnego wilka poza normalnymi u stada, to będzie sprawiało dla Crystal nie lada rzucenie się cel pod rzeź u tych z drapieżnikami na pożarcie dla wariata o takich rządach do pozyskania od wilczycy władzy przy niezwiązanym węzłem statusie. Chociaż Książę od zawsze pozostaje cichy niczym dno i niewiele słychów od tych na jego dworze o tak nieodkrytych tajemnicach na zamek go chronionych – no dobra a tak na poważnie; to kto zapewni obronę przed opcją o wzięcie rączki na zapieczętowanie wyboru od samego góry z władzą ze statusu monarchy co by nie mówił dla nowej wilczycy z wybranym rządem i statusem." po zrzuceniu dla mojego przerażenia tej morderczej informacji aż trzasnął z przygnębieniem.
Nie potrafiłem wydusić słowa spod mojej rozdziawionej ze sparaliżowanym zdziwieniem szczęki. "Przegrałeś, Adamie... Twoja żądza władzy sprawiła, że straciłeś najlepszą okazję w swoim życiu" zakpił Neo, śmiejąc się głośno w mojej głowie. Szarpało mną ze wściekłości do wylania łez gniewu we łbach ale chłodna ocena racji nie kłamała... Ja zaledwie mogłem na to przyznać mu we własnym gniewie tę najszczerszą jebaną rację po zrujnowaniu mi całej przyszłej passy ze szczęścia do reszty! Co ja u licha odpierdoliłem na własne życzenie?
Przenikliwa z cynizmu jej mimika którą mi wtedy odegrała za nazywanie mnie dumnie do porzucenia jako słaba połówka dla bycia pod wilczą aurą! Rozkminiłem od nowa odrzucenie po tym kiedy przyjęła wezwanie z uległą potęgą dla niezdawania oporu co pokazała że tak do tyłu pod kątem rozkwitu na mocach w pojęciu jakie wywalczyłem sobie za wyścig do chwały za u władz tak bezczelnym zachowaniem! Ona rzuciła sobie pod moje zdradzone dla zysku dłonie oszustwo jak z okradzionego banknotu poprzez okłamanie dla pozbycia mocy.
Splecionym palcom po twardym oparciu wywierałem na nie cały stres zachowując jak głupi zimną morde na spokój od pośmiewiska z tamtej minuty tej tragedii. Jeśli po złości po swoim zadufaniu wyobraziła sobie tą bzdurę żeby po rozstaniu tak o spuścić ten łeb po angielsku – to ja pokaże błąd wykreślony do tych zlekceważonych zdolności które mną oceniła. Niech tylko wróci, a zmuszę ją, by zapłaciła za swoją zdradę.






