Z perspektywy Adama
"Musimy być ostrożni, kochanie. Słyszałem, że w mojej ceremonii ma wziąć udział nasz książę. Wiesz, że potrafi on z łatwością odróżnić prawdę od kłamstwa. Jeśli przyłapie nas na oszustwie, czeka nas zguba" próbowałem uświadomić Rachel, jak bardzo krytyczna stała się nasza sytuacja. Oboje zgodziliśmy się okłamywać wszystkich i wmawiać im, że jesteśmy przeznaczonymi sobie partnerami. Ona odrzuciła swojego partnera, którym był beta z innej watahy, jeszcze zanim wróciliśmy do mojej sfory.
Chciała alfy za partnera, a jej żądza władzy dorównywała mojej własnej. Dlatego postanowiliśmy połączyć siły, by wspólnie poszerzyć nasze wpływy. Oszukiwaliśmy nasze rodziny i watahy, ale zmylenie członka rodziny królewskiej graniczyło z cudem. Mój plan nie posiadał słabych punktów, jednak nagłe ogłoszenie, że w ceremonii weźmie udział Książę Killian, sprawiło, że siedziałem jak na szpilkach. Jeden błąd i czekałaby mnie pewna śmierć.
"Wiem, kochanie, i uwierz mi, że nigdy nikomu nie pozwolę się dowiedzieć, że nie jestem twoją przeznaczoną partnerką. Kiedy już mnie naznaczysz, nikt nie będzie w stanie nic nam zrobić. Gdy dopełnimy ceremonii zaślubin, staniemy się tak dobrzy, jak każda para przeznaczonych sobie partnerów" uśmiechnęła się złośliwie i szybko cmoknęła mnie w usta. Zmarszczyłem brwi i wciągnąłem ją w ramiona.
"A ty dokąd się wybierasz, co?" zapytałem ją uwodzicielsko, po czym łapczywie wpiłem się w jej usta. Zachichotała, oplatając mi ramiona wokół szyi i odwzajemniła pocałunek z taką samą pasją. Uwielbiałem to, jak na mnie reagowała, kiedykolwiek się obściskiwaliśmy. Nie mogliśmy uprawiać seksu, ponieważ to wymieszałoby nasze zapachy. Musieliśmy poczekać do ceremonii zaślubin.
Nagle w mojej głowie wypłynęła roześmiana twarz Crystal, z czasu gdy rozmawiała przez telefon z kuzynem. Co chwilę przygryzała wargi. To był niewinny gest, a jednak sprawił, że straciłem wtedy nad sobą panowanie. Poczułem, że twardnieję, i natychmiast przerwałem pocałunek.
Rachel spojrzała na mnie pytająco. "Uhhh... tata mnie woła. Ja... właśnie nawiązał ze mną więź telepatyczną" skłamałem, ukrywając swoje zakłopotanie. O czym ja u licha myślałem, całując się z moją dziewczyną? Jak mogłem myśleć o Crystal? Była tylko słabeuszem i podjąłem właściwą decyzję, odrzucając ją.
"Okej... ja też pójdę poszukać twojej matki, jak tylko się odświeżę" oznajmiła z nikłym uśmiechem na ustach. Uśmiechnąłem się do niej i jeszcze raz cmoknąłem ją w wargi, zanim podniosłem się z łóżka. Gdy tylko odwróciłem się do niej plecami, moja twarz natychmiast stała się zimna.
Musiałem coś zrobić, by odesłać stąd Crystal aż do mojej ceremonii zaślubin. Wiedziałem, że nasza więź całkowicie zniknęła. Mimo to to przyciąganie do niej mogło sprawić problemy mnie i moim planom. Wyszedłem z pokoju i zamknąłem za sobą drzwi.
"Cześć, William" przywitałem się z następcą bety i moim najlepszym przyjacielem, który również wchodził do domu watahy.
"Cześć, Adam.... Dokąd idziesz?" odpowiedział na przywitanie i zapytał lekkim tonem.
"Uhhh... Szukałem ojca. Chcę z nim porozmawiać o czymś związanym z moją ceremonią przejęcia tytułu alfy, a potem o ceremonii zaślubin" odpowiedziałem mu, podążając z nim w stronę gabinetu ojca. Skinął głową i szedł obok mnie. Niedługo miałem przejąć wszystko po moim ojcu, a wtedy to biuro należałoby do mnie. Miałem mnóstwo planów, by uczynić moją watahę najsilniejszą i byłem gotów zrobić wszystko, by osiągnąć swoje marzenia.
"Też idę do gabinetu. Ojciec prosił, żebym tam przyszedł" poinformował mnie, a ja uniosłem pytająco brwi. Wzruszył ramionami na znak, że nie zna powodu.
"Słyszałem, że książę przyjeżdża na moją ceremonię?" zapytałem, a on przytaknął.
"Tak, tata też mi o tym wczoraj wspominał. Jeśli naprawdę zamierza się pojawić, będzie to dla nas zaszczyt. To on poprowadzi dla ciebie ceremonię" powiedział wesołym tonem, a ja się uśmiechnęłam, choć ze strachu moje serce pominęło uderzenie.
"Mówiłem ci, żebyś nie podważał decyzji Bogini Księżyca i zaakceptował naszą partnerkę, ale ty wszystko nam zrujnowałeś" zaryczał w mojej głowie mój wilk, Neo. "Zamknij się, Neo" zbeształem go i zerwałem z nim więź. Spojrzałem na drzwi gabinetu, które były lekko uchylone.
"Musimy odesłać ją na czas pobytu księcia" usłyszałem zmartwiony głos ojca w chwili, gdy miałem otworzyć drzwi. Spojrzałem na Williama, który również był w tej chwili zdezorientowany.
"Są tutaj" jego beta, ojciec Williama, Warrick, nagle ogłosił naszą obecność, a ja wziąłem głęboki oddech.
"Co jest nie tak, tato? Kogo musimy odesłać i dlaczego?" zapytałem spokojnym tonem po wejściu do pokoju. "Uhhh... Nie masz się czym martwić, synu" odpowiedział mi z delikatnym uśmiechem na ustach, ale to sprawiło, że pytająco uniosłem brwi. "Za kilka dni zostanę alfą tej watahy, tato. Powinienem wiedzieć o wszystkim, co dotyczy stada" powiedziałem do niego surowym tonem.
Westchnął i spojrzał na ojca Williama. Wymienili spojrzenia, co doprowadziło mnie do wściekłości. Ukrywał coś przede mną, przed własnym synem. "Musimy wysłać Crystal na kilka dni poza watahę" powiedział mi, a ja z zaskoczeniem spojrzałem na Williama.
On również był zdumiony tym, co właśnie usłyszał.
"Co? Ale dlaczego?" zapytał tym razem William. "Wy dwaj nie musicie znać szczegółów. Jeszcze nie. Ja zajmę się rozwiązaniem tego problemu. Wy dwaj musicie zająć się tyloma rzeczami związanymi z waszymi ceremoniami. Mogę wam powiedzieć tylko tyle. Crystal nie może pojawić się przed księciem ani nikim związanym z rodziną królewską" odpowiedział surowym tonem mój ojciec.
Warrick westchnął, patrząc na syna. William był rozczarowany, ja zresztą też, ale nie dałem tego po sobie poznać.
"Wiem, że chcesz, aby twoja siostra była obecna na twojej ceremonii, ale spróbuj zrozumieć, jak pilna to sprawa, synu. To dla dobra Crystal" powiedział poważnie Warrick do Williama.
Byłem teraz zdezorientowany tym, jak bardzo skryci byli obaj ojcowie. "Rozesłałeś wszystkie zaproszenia, Williamie?" zapytał ojciec Williama po jakimś czasie. "Tak, alfo.... Nasi goście zaczną przybywać dwa dni przed ceremonią. Dostałem potwierdzenie od prawie wszystkich" odpowiedział mojemu tacie formalnym i opanowanym tonem.
"Przyjrzyjmy się przygotowaniom do ich pobytu" powiedział do niego ojciec, po czym wstał z fotela. Warrick i William ruszyli w jego ślady, nie zostawiając mi żadnego powodu do pozostania w tym miejscu. Ja również wstałem i westchnąłem w duchu. Wszyscy ruszyliśmy w kierunku wyjścia z pokoju.
"Jak się teraz czuje Crystal?" zapytał ojciec Warricka w drodze do salonu.
"Już z nią w porządku. Zapisała się na zajęcia online do ludzkiego college'u. Chce studiować administrację biznesową i rachunkowość. Znasz jej pasję do liczb" odpowiedział wesoło Warrick.
Prychnąłem w myślach. To nie było nic wielkiego, a mimo to cieszyli się, jakby zdobyła trofeum dla najlepszego wojownika.
"Myślę, że powinniśmy zacząć też jej trening" powiedział ojciec do Warricka, uświadomiwszy sobie coś.
"Właśnie miałem z tobą o tym porozmawiać. Będzie lepiej, jeśli będziemy ją szkolić wspólnie" odpowiedział mu Warrick, a ja zmarszczyłem brwi w dezorientacji.
Dlaczego te dwa stare pryki tak bardzo przejmowały się Crystal? Najpierw nie chcieli, by spotkała księcia, a teraz tata chciał ją trenować. O co tu chodziło? "Też tak myślałem. Chociaż na razie nie może używać siły i innych umiejętności swojego wilka, nie możemy dłużej opóźniać jej treningu.
Aaaahh... mam pomysł" zaszczebiotał nagle ojciec, zatrzymując się w pół kroku, co zmusiło nas do tego samego.
"Jaki?" zapytał Warrick, unosząc brwi.
"Porozmawiaj z Silvią. Będzie lepiej, jeśli Crystal wyjedzie do jej watahy na kilka dni. My... możemy powiedzieć, że nie znalazła tutaj partnera. Więc Crystal chce szukać swojej pary w jej wataże" podsunął pomysł radosnym głosem ojciec.
Zacisnąłem mocno pięści, wpatrując się z morderczym wzrokiem w tył jego głowy.
"Czy Crystal się zgodzi?" zapytał zmartwiony Warrick.
"Oczywiście, że się zgodzi. Wiesz, jak Crystal przyjaźni się z Silvią. Mogę poprosić Theo, by również tam zaczął jej trening" odparł spokojnie ojciec Warrickowi.
"Tato" przerwałem ich konwersację, zmuszając, by spojrzeli za siebie.
"Czy możecie nam wreszcie powiedzieć, co dokładnie dzieje się z Crystal? Dlaczego nie może spotkać się z księciem? Co takiego ukrywacie przed nami?" zasypałem go z irytacją wszystkimi pytaniami, które zaprzątały mi głowę. Wziął głęboki oddech, po czym jeszcze raz wymienił spojrzenie z Warrickiem, co przyprawiło mnie o zgrzytanie zębami ze złości.
"Nie denerwuj się, Adamie. Wilczyca Crystal przejęła kontrolę w dniu jej urodzin, ale nie zmieniła postaci z jakiegoś powodu, którego teraz nie mogę ci wyjawić. Książę przyjeżdża tu w konkretnym celu. Wiesz, jak potężna potrafi być królewska krew, zwłaszcza w przypadku Księcia Killiana Knighta. Jest obecnie najsilniejszym wilkołakiem i mógłby z łatwością wyczuć wszystko, co dotyczy Crystal. To może stanowić dla niej problem" odpowiedział mi w niezwykle mętny sposób, ale z tego, co zdołałem z niego wyciągnąć zrozumiałem, że Crystal nie dokonała przemiany w swoje urodziny.
To oznaczało, że jej przemiana była opóźniona, co stanowiło kolejną oznakę słabego wilka. Nie drążyłem dalej tematu i skinąłem w jego stronę. To mi wystarczyło, by potwierdzić sobie, że podjąłem właściwą decyzję o odrzuceniu jej. Wszyscy znów ruszyliśmy w stronę salonu. Ponownie posłali sobie spojrzenia, ale nie odezwali się ani słowem.
"Wiesz, co tak naprawdę się tu dzieje?" zapytałem Williama przez więź telepatyczną.
"Nie mam pojęcia, szefie.... Sam jestem tym zaskoczony i zdezorientowany" odparł, a ja tylko pokiwałem głową, patrząc przed siebie.
"Co wiesz o wilku Crystal?" zapytałem go spokojnie. "Wiem tylko, że jej wilk jest silny, ale z jakiegoś powodu nie ujawnił się w momencie, w którym powinien. Crystal ma wszystkie pozostałe umiejętności, które powinna posiadać. Po prostu nie potrafi zmienić postaci z własnej woli" wyjawił mi szczerze wszystko, co wiedział. Skinąłem głową, ciesząc się w duchu ze swojej decyzji o odrzuceniu jej. To był właściwy wybór.
"Pominąłeś tę część, w której mówił, że jej wilczyca jest silna" Neo uśmiechnął się złośliwie, a ja przewróciłem na niego oczami. "Nie ma znaczenia, jak bardzo jest silna. Nie może zmienić postaci, kiedy tylko chce. Co więcej, nie może być silniejsza od samicy alfy" odparłem sarkastycznym tonem. Uśmiechnął się cwaniacko, sprawiając, że uniosłem brwi, po czym wycofał się bez słowa, zrywając ze mną więź.






